Rajd Estonii 2020

...co w świecie WRC piszczy

Moderator: SebaSTI

Re: Rajd Estonii 2020

Postprzez Witcher1990 » czwartek, 15 lip 2021, 11:49

Spróbuję obstawić wyniki :)
1. Tanak
2. Rovanpera
3. Ogier/Evans
Witcher1990
A6
 
Posty: 1463
Dołączył(a): wtorek, 31 lip 2012, 21:00


Re: Rajd Estonii 2020

Postprzez Kruk » czwartek, 15 lip 2021, 19:26

Ja typowałem:
1.Tanak
2. Ogier
3. Breen
To córka mojego kolegi.
http://www.dlamartynki.com.pl/ Wszystkich ludzi dobrego serca prosimy o pomoc każdy grosz i wszelka inna pomoc to dla nas nadzieja.
KONTO:55 1690 0013 3068 0011 5720 0002 Dominet Bank z dopiskiem , dla Martyny.
Kruk
A6
 
Posty: 1964
Dołączył(a): sobota, 28 cze 2003, 09:06
Lokalizacja: Warszawa

Re: Rajd Estonii 2020

Postprzez andrew88 » czwartek, 28 lip 2022, 23:12

Podepnę się tu z relacją z edycji 2022.
Jeśli ktoś nie chce czytać ściany tekstu, to na dole jest film z samych hop ;)
12. Rally Estonia 2022
Na około 2 tygodnie przed rajdem napisał do mnie kolega z pytaniem czy wybieram się na Estonię. Odpisałem, że nie. Na co on, że będzie miał teraz urlop i pojechałby, tylko z jego strony jest tylko trójka chętnych i brakuje im czwartej osoby. Chwyciłem za kalendarz i zacząłem liczyć ile jeszcze urlopu potrzebuję na pozostałe do końca roku imprezy. Miałem zapas, ale chciałem przenieść więcej urlopu na przyszły rok. Krótko się zastanowiłem i odpisałem, że jestem zainteresowany. Większą część ekipy znałem z wyjazdu na Rajd Polski 2015, kiedy dzięki chłopakom mogłem się awaryjnie wybrać na Mazury. Wiedziałem, więc, że raczej będziemy gonić za czołówką żeby zobaczyć jak najwięcej oesów. Jako, że wyjazd miał być busem, to chłopaki zamieścili ogłoszenie, że mają wolne miejsca na rajd. Zgłosiła się jedna osoba z okolic Warszawy, więc pojechaliśmy w piątkę. Na tym rajdzie nie byłem odpowiedzialny za planowanie lub układanie planu. Jedynie podesłałem link do opisu trasy na blogu itgetsfasternow, z którego wpisów korzystam tworząc plan.
Wyjechaliśmy z Dolnego Śląska późnym popołudniem w środę, tak żeby zajechać od razu na odcinek testowy. Pogoda jaka miała być na rajdzie nie napawała optymizmem, bo miało być mocno deszczowo (szczególnie w czwartek). Widzieliśmy zdjęcia z zapoznania trasy i miejscami nie wyglądało to dobrze, bo droga była uszkodzona przez padający deszcz.

czwartek
Zajechaliśmy na miejsce około 8:00, było mokro po deszczu. Na odcinek testowy Abissaare weszliśmy przechodząc przez las tak, że blisko mieliśmy do hopy, ale jej profil nie zapowiadał dalekich lotów i rzeczywiście tak było. Spotkaliśmy Rallyjupika - szefa J-Records (pozdrawiam), był z kolegą. Nie dawała nam spokoju duża ilość komarów i muszek, ale z tego co mówili spotkani, to w zeszłym roku jak było cieplej to było ich jeszcze więcej (oczywiście insektów). Cały czas kropił deszcz, wraz z trwaniem odcinka zaczęliśmy się przemieszczać pod prąd oesu i najpierw poszliśmy na szybką partię lewy do prawego, gdzie kierowcy przekładali rajdówki z zakrętu w zakręt. Później przenosiny na lewy zakręt, ale bardzo sypało błotem i małymi kamieniami, które były jak małe pociski i przelatywały nie tracąc impetu nawet przez drzewa. Dostałem na tym zakręcie błotem od jakiejś rajdówki Rally1 i już nie nagrywałem, tylko się chowałem przed tym co leciało spod kół rajdówek. Przestało kropić, a my poszliśmy na kolejną miejscówkę, którą okazało się przejście przez dwa szczyty, z których drugi czasami okazywał się małą hopą. Spotkaliśmy tu grupkę Polaków, z których rozpoznałem chłopaka z dziewczyną znanych mi z Sardynii. W pewnym momencie nastąpiła długa przerwa po, jak się okazało, rolowaniu Katsuty. Kiedy wznowiono przejazd całkiem fajnie dla oka przejechał Marczyk. Postaliśmy jeszcze trochę i zapadła decyzja, że schodzimy z odcinka. Rzuciliśmy się biegiem i tu nastąpiła chwila grozy, po tym jak noga uciekła na miększym szutrze. Myślałem, że się przewrócę lub skręcę nogę, ale wyratowałem sytuację. Na trasie pozostaliśmy do przejazdu Kajta, bo chłopaki są jego oddanymi kibicami. Schodząc, z konieczności, jeszcze raz zatrzymaliśmy się w miejscu, gdzie mocno sypało. Nawet nie próbowałem nagrywać, tylko schowałem się przed latającymi elementami nawierzchni. Akurat ponownie pojawił się Marczyk i z tego co mówili chłopaki było grubo, bo ponoć musiał się ratować. Później się okazało, że to w tym przejeździe ustanowił najlepszy czas w WRC 2.
Zeszliśmy z odcinka i pojechaliśmy na serwis, gdzie była prowadzona zakrojona na szeroką skalę odbudowa Yarisa Katsuty, obejmująca m.in. demontaż elementów zawieszenia. Byliśmy też u Kajta, z którym chłopaki się przywitali. Później wybraliśmy się coś zjeść, akurat padło na kebab w Tartu, a następnie zakwaterowaliśmy się w Otepää.
Kolejnym punktem programu był wieczorny superoes Visit Estonia Tartu, gdzie jako ciekawostka były przejazdy szefów zespołów fabrycznych rajdowymi ciężarówkami. Dziwiło mnie tylko czemu jest ich aż 4, skoro mamy tylko 3 teamy fabryczne. Okazało się, że czwartym kierowcą był Maciej Woda, czyli szef krakowskiego oddziału M-Sportu.
Na superoesie pozostawiłem chłopaków i sam poszedłem szukać jakiegoś lepszego miejsca do nagrywania. Można było wejść w środek trasy, ale nim to zrobiłem upewniłem się, że będę mógł przekroczyć drogę, kiedy oes ruszy. Jako, że byłem jednym z pierwszych w tym miejscu, to mogłem zająć miejsce w pierwszym rzędzie. Miałem stąd widok na dwa fragmenty oesu - lewy zakręt i całkiem długą partię z szerokimi nawrotami w stronę mety. Generalnie oes bez nadzwyczajnych rewelacji, ale robotę robiło fajne światełko od zachodzącego słońca. Godnym wspomnienia jest chyba tylko to, że Katsuta tak agresywnie przyciął lewy zakręt, że aż go podbiło. Tylko Japończyk tak tu pojechał. Myślałem, że na tego typu odcinku będzie bardziej oszczędzał odbudowaną rajdówkę. Mieliśmy zostać do przejazdu Kajta, ale na moją prośbę zostaliśmy do Marczyka.

piątek
Wyjechaliśmy po 5:30 i skierowaliśmy się pierwszy oes dnia - Peipisääre 1. Weszliśmy na trasę od strony prawego haka pod prąd odcinka, po kilkuset metrach znaleźliśmy jakąś partię, gdzie można było - stanąć szybkie łuki, jeden z betonowym ogranicznikiem cięcia, a następnie lewy prawy szybki z cięciem. Nie byliśmy tu sami, bo w przyczepie przy trasie zastaliśmy grupkę Estończyków. Przyczepa była dobrze przygotowana, bo miała drabinkę do wejścia i była otoczona siatką, jakby się miało sypać. Jako pierwszy przejechał Rovanpera i okazało się, że rzeczywiście lecą grudki ziemi. I to pomimo tego, że staliśmy kilkanaście metrów od trasy. Przyznam, że raczej się tego nie spodziewałem. Miejsce było całkiem fajne, ale od tej pory trochę ze strachem oczekiwałem przejazdu kolejnych rajdówek, bo obawiałem się, że dostanę czymś grubszym. Kolejne samochody obsypywały delikatnie ziemią. Pojawił się Breen, piąta rajdówka i moje szczęście się skończyło. Dostałem chyba sporą grudką ziemi w okolice lewej brwi tak, że aż rozcięło skórę. Po tym niezwłocznie zmieniłem miejscówkę tak żeby być ustawionym bardziej przed łukiem, ale i tak czułem strach przy każdym przejeździe. Szczególnie nastraszył mnie Solberg, który dziwnie się złożył w najbliższy mi łuk. Zostaliśmy do ostatniego Rally1 w stawce i zeszliśmy z odcinka drogą alternatywną przez las. Miał to być skrót, ale raczej nie był, bo straciliśmy sporo czasu przebijając przez zieleń i klucząc żeby ominąć pobliski staw i tereny podmokłe. Trochę zrypani dotarliśmy do busa i udaliśmy się na trzeci oes dnia - Raanitsa 1. Kiedy jechaliśmy dowiedzieliśmy się, że Marczyk uderzył w drzewo. Byłem pewien, że się wycofał.
Zaparkowaliśmy na terenie prywatnej nieogrodzonej posesji, ale właściciel nie miał nic przeciwko temu, miło z jego strony. Czasu nie było dużo, a mieliśmy jeszcze kawałek do przejścia do odcinka. Weszliśmy chyba niedługo po przejeździe trzech zer, bo po dłuższej chwili pojawiła się delegat ds. bezpieczeństwa, oczywiście w osobie Michele Mouton. Schowaliśmy się do lasu, ale nas wypatrzyła i zabroniła dalszego przemieszczania się trasą odcinka i mówiła, że niby widzi nas na kamerach. Kiedy przejechała kontynuowaliśmy marsz na miejscówkę, którą okazały się dwie następujące po sobie hopy. Po drugiej z nich był prawy szybki łuk. Spotkaliśmy tą samą grupkę Polaków, co wczoraj. A ponadto jeszcze chłopaka nagrywającego dla J-Records, Generalnie gdzieś chyba połowa osób na miejscówce była z Polski. Stanęliśmy na drugiej hopie. Początkowo ustawiłem się na widok drugiej hopy od tyłu i o ile Rovanperę nagrałem całkiem fajnie to z kolejnymi rajdówkami już był problem, bo kibice wychodzili na trasę po skoku. Tak miałem zepsute ujęcie ponoć najbardziej efektownego w tym miejscu Tanaka, ale nagrali to koledzy: https://www.youtube.com/shorts/fjtq2WMijUg W pewnym momencie kiedy miał pojawić się u nas Breen, to było słychać z oddali rajdówkę, a później dźwięk ustał i Irlandczyk do nas nie dojechał. Później stanąłem zaraz za szczytem hopy i było o wiele lepiej, tylko pojawiły się problemy z ostrzeniem kamery. Dzięki temu miałem zepsute kilka nagrań. Z mocno uszkodzonym przodem Polo nadjechał Egon Kaur, nie powstrzymało to Estończyka od wykonania dalekiego skoku. Niespodziewanie dla mnie pojawił się wolno jadący Marczyk na światłach awaryjnych. Zostaliśmy jeszcze na kilka załóg i skierowaliśmy się w stronę samochodu. Po drodze mijaliśmy szczyt, przez który przechodziliśmy wcześniej. Teraz kiedy jechały już Fiesty Rally3, to stanęliśmy na chwilę żeby przeczekać rajdówkę. Mieliśmy widok na wspomniany szczyt, który okazał się całkiem niezłą hopą. Tego się nie spodziewałem.
Po zejściu z oesu pojechaliśmy do Tartu coś zjeść. W międzyczasie zaczął padać deszcz, ale niebawem ustał.
Teraz przyszła pora na drugi oes w pętli Mustvee 2. Dojechaliśmy do wyjścia z szutru na szeroką jezdnię asfaltową, gdzie naniesiony był szuter z pierwszego przejazdu. Już mi świtał powoli pomysł żeby tu zostać, ale poszedłem z chłopakami zobaczyć co jest w lesie na szutrowej partii. Przeszliśmy kilkaset metrów, ale raczej nic nie było, co by mnie zainteresowało, a do tego było duże prawdopodobieństwo dostania kamieniem, a tego już chciałem w miarę możliwości unikać do końca rajdu. Chłopaki zostali w lesie, a ja wróciłem się na wyjście z lasu. Oczyma wyobraźni widziałem tu rajdówki szeroko wychodzące bokiem. Zająłem miejsce z widokiem od przodu. Przed startem tego odcinka przeżyłem długie chwile grozy, bo kamera zaczęła mieć wielkie problemy z ostrzeniem. Przez moment wydawało się, że będzie po nagrywaniu. Pomyślałem no ładnie, dopiero piątek, a tu koniec. Ale jeszcze pomanipulowałem trochę zoomem i ostrość wróciła - byłem uratowany.
Nadjechało ostatnie zero i wyszło całkiem widowiskowo na jezdnię. Następnie Rovanpera na okrągło bez zbędnych uślizgów, ale jeszcze miałem nadzieję na efektowne przejazdy. Niedługo później zaczął lekko padać deszcz. Kolejne załogi jechały podobnie jak młody Fin. Generalnie miejsce bez historii. Wspomnę tylko o tym, że bardzo wolno przejechał Solberg, ale co ciekawe bez włączonych świateł awaryjnych. Chyba nie przejeżdżał koło mnie Linnamae i na pewno Paddon. Zwinęliśmy się z oesu po przejeździe Marco Bulacii i pojechaliśmy na ostatni odcinek dnia Vastsemõisa 2.
Tu zgodnie z planem mieliśmy pójść pod prąd oesu, ale napotkaliśmy problem, bo wejść na odcinek nie można było. Osoby z zabezpieczenia kierowały wszystkich kibiców wzdłuż trasy z prądem. Z prawej strony był staw, więc żeby go obejść musieliśmy przejść przez czyjąś posesję, następnie przez lasek, wzdłuż pola i byliśmy na odcinku. Teraz kilkaset metrów pod prąd, minięcie bardzo natarczywej pani safety i znaleźliśmy się na naszym miejscu docelowym - dwóch następujących po sobie hopach. Było tu nawet wyznaczone miejsce dla kibiców, bo była taśma, ale nikogo tu nie było. Tylko nasza piątka, więc mogliśmy stać dowolnie. Ustawiłem się na wysokości drugiej hopy z widokiem na lądowanie z pierwszej. Niebawem zaczął padać deszcz, mimo to komary nie dawały nam spokoju. A do tego po jakimś czasie odkryłem, że regularnie wchodzą mi na buty małe mrówki. Co najmniej jedna chyba mnie ugryzła, więc pomiędzy kolejnymi przejazdami strącałem małe żyjątka.
Nadjechał Rovanpera i było szybko i daleki lot na drugiej hopie, której nie ciągnąłem kamerą, bo spodziewałem się krótkich skoków. Był to chyba najszybszy przejazd u nas. Odczucie to potwierdził rezultat młodego Fina, bo wygrywając ze znaczną przewagą ten oes wyszedł na prowadzenie w rajdzie. Po tym przejeździe od razu zmieniłem ustawienie żeby mieć lepszy widok na drugi skok. Jako drugi pojawił się Neuville i trochę postraszył, bo miał problemy na lądowaniu po pierwszej hopie. Kiedy czekaliśmy na Loubeta to słyszeliśmy nadjeżdżającego Francuza, ale po chwili dźwięk jego rajdówki ustał. Za jakiś czas Puma Rally1 w końcu dotarła do nas, widoczne na niej były ślady uszkodzeń. Później dowiedzieliśmy się, że Loubet leżał na boku. Z czasem przestało padać i pojawiło się słońce. Z czołówki brakowało Solberga, który później niespodziewanie pojawił się po Marco Bulacii. Norweg zmagał się z niedziałającym wspomaganiem układu kierowniczego. Z tych zawodników WRC 2, których widzieliśmy Kajto wydawał się najwolniejszy. Odnotuję jeszcze, że Lindholm miał uszkodzone lewe przednie nadkole Fabii Evo, przypuszczalnie po jeździe na kapciu. Brakowało Egona Kaura, chcieliśmy poczekać w tym miejscu na Marczyka, ale nie doczekaliśmy drugiego z Polaków, więc niebawem zaczęliśmy schodzić z oesu. Podczas wędrówki niespodziewanie w stawce odnalazł się Linnamae, który podążał normalnym rajdowym tempem. Pod koniec stawki WRC 2 zeszliśmy z trasy.

sobota
Udaliśmy się na pierwszy oes dnia Elva 1, było nadzwyczaj zimno. Weszliśmy na trasę od strony lewej dziewięćdziesiątki, z balotem na cięciu. Jako, że mieliśmy tu zostać tylko do ostatniego Rally1 w stawce, to nie zagłębialiśmy się bardziej w trasę. Zresztą ponoć i tak nic godnego uwagi nie było w pobliżu. Myślałem, że rajdówki będą się tu składać bokiem, ale nic z tego. Praktycznie wszyscy jechali na okrągło, ewentualnie z lekkim uślizgiem na wyjściu z zakrętu, więc miejsce bez historii.
Zgodnie z planem zeszliśmy z oesu po przejeździe lidera rajdu - Rovanpery i pojechaliśmy na trzeci oes w pętli Otepää 1. Tu był trochę problem z dostępem, bo próbowaliśmy dojechać na strefę kibica, ale natrafiliśmy na korek, więc szybko zapadła decyzja żeby stąd uciekać. Zaraz został znaleziony alternatywny dojazd do odcinka, jeszcze przebijanie się przez jakieś chaszcze i już niedługo później byliśmy na trasie oesu. Tu mieliśmy wybrać jedną z hop. Pierwszą pominęliśmy, druga wydawała się obiecująca, ale będący na niej safeciarz odsyłał nas do strefy kibica. My i tak poszliśmy dalej, bo przed strefą był jeszcze skok przez lewy łuk. To miało być nasze miejsce docelowe, choć ja tego nie widziałem jak tu stanąć. Zapowiadało się widowiskowo, ale moim zdaniem niezbyt bezpiecznie. Do tego stała tu nieustępliwa pani safety, więc aż do przejazdu pierwszej rajdówki chowaliśmy się w lesie. W międzyczasie znowu zaczął padać deszcz. Chłopaki wyskoczyli zza drzew też przed przejazdem otwierającego dziś trasę Breena. Ja byłem wolniejszy, więc w zasadzie świadomie odpuściłem pierwszą rajdówkę. Stanąłem za drzewem tuż za szczytem i nagrywałem lądowanie od tyłu. Samochody znajdowały się na wyciągnięcie ręki ode mnie. Chyba pierwszy raz byłem aż tak blisko. Oprócz nas było tu kilku przedstawicieli mediów, w tym m.in. znany w środowisku rajdowym fotograf Honza Fronek, którego rozpoznał kolega i tak się z nim dogadał, że jak będzie jechać Kajto, to chłopaki mu zapozują do zdjęcia z flagą. Ponownie deszcz ustał. Po nagraniu kilku rajdówek od tyłu poszedłem na lądowanie od boku. Niedługo znowu pojawiła się pani safety i nie chciała nam dać spokoju, ale wybawił nas czeski fotograf, który powiedział, że stoimy bezpiecznie i od tej pory już mieliśmy spokój. Przed przejazdem Kajta chłopaki poszli trochę wyżej, ja zostałem niżej, podszedłem trochę bliżej drogi i miałem nagrywać, ale znajomych trochę przysłonił Fronek, a do tego Kajto mnie trochę przestraszył, bo nie spodziewałem się, że przejedzie aż tak blisko i odruchowo się cofnąłem. A zdjęcie chłopaków z Kajtem wyszło tak: https://www.ewrc-results.com/image/716590/ Zostaliśmy chyba na wszystkie Rally2 i zaczęliśmy schodzić z oesu. Po drodze zatrzymaliśmy się na przeczekanie kolejnej rajdówki na wcześniejszej hopie i nawet na końcówce stawki było grubo, więc od razu zapadła decyzja, że przyjedziemy tu na drugą pętlę. Tylko dostaliśmy wskazówki od operatora J-Records żeby schować się głęboko w lesie do czasu aż przejadą wszystkie zera. Zostaliśmy na hopie do końca, bo zostało raptem kilka rajdówek. Mieliśmy zamiar pojechać coś zjeść, ale schodząc z odcinka mijaliśmy foodtrucka, gdzie się zatrzymaliśmy i zjedliśmy po smacznym cheeseburgerze. Na czas spożywania usiedliśmy i chcąc niechcąc obejrzeliśmy fragment Mistrzostw Estonii, które towarzyszyły rundzie WRC. Jako pierwszy pojawił się na zerówce prawdopodobnie Vanagas, który efektownie zamiatał tyłem Hiluxa w zakrętach. Następnie kilka Fiest, chyba Rally3. Za kilka rajdówek nadjechał czerwony Lancer Evo VI, którego kierowca jechał dziwnie, bo w szeroki prawy hak złożył się za szeroko i mało brakowało wpadłby do rowu, a następnie opuszczając zakręt przejechał po kilku reklamach umieszczonych z prawej strony trasy. Schodząc w kierunku samochodu jeden z członków ekipy złapał na łące żabę, którą wykorzystał w niecnym celu. A mianowicie kiedy przechodziliśmy koło dziewczyn sprawdzających karnety podszedł do ich plastikowego pudełka i wrzucił tam zwierzątko.
Na powtórkę oesu Elva dojechaliśmy w pobliże wyjścia z szutru na asfalt. Chcieliśmy tamtędy wejść na odcinek, ale safeciarz pokazał, że wcześniej jest dojście do oesu. Skierowaliśmy się mniej więcej tam. Znowu mieliśmy być tylko na wszystkie Rally1, więc nie chcieliśmy gdzieś daleko iść. Przeszliśmy lasek i natrafiliśmy na szybki, krótki zakręt. Zdecydowaliśmy, że tu zostajemy. Obawiałem się tylko jak będzie z kamieniami. Tuż przed przejazdem dwóch zer na drodze niespodziewanie pojawił się husky, który niezbyt chciał opuścić trasę. Widząc to safeciarze zatrzymali dwa zera. Dwóch kolegów z ekipy próbowało trochę uspokoić psa głaskaniem, bo wydawał się przestraszony, ale bezskutecznie. Jeden ze znajomych rzucił trafny pomysł żeby użyć jakiejś liny. Załoga dwóch zer otworzyła bagażnik Yarisa i zadowolony piesek od razu wskoczył do środka i nie chciał wyjść z samochodu. Jeden z kolegów pomagał założyć prowizoryczną smycz i husky nawet na chwilę opuścił bagażnik, ale zaraz wrócił na pierwotne miejsce. Na szczęście zaraz zjawiła się właścicielka psa i sytuacja zaczęła być opanowywana. Tu jeszcze raz przydał się kolega, który pomógł założyć obrożę.
W miejscu gdzie byliśmy teoretycznie powinniśmy stać tylko za taśmą, która była zlokalizowana przy prostym odcinku trasy. Jak tu przychodziliśmy nawet byliśmy instruowani jak dzieci przez chyba estońskich kibiców, że tylko tu mamy stać. Ok, wychyliłem się zza taśmy żeby zobaczyć jaki jest tu widok - prosta na dojeździe do szybkiego łuku, ale jego już nie było widać, bo był położony niżej. Miejsce kompletnie bez sensu, jechać tyle kilometrów na rajd i stać z takim widokiem na trasę. Zobaczyłem jak to wygląda na przejeździe pierwszego na trasie Breena i Irlandczyk fajnie się złożył w łuk, ale rajdówka zaraz zniknęła poniżej poziomu gruntu. Przemieściliśmy się zaraz na widok na łuk, ale nie podobało mi się to, bo bałem się, że będzie sypać. Nie doczekaliśmy w tym miejscu ani jednej załogi, bo zaraz zostaliśmy stamtąd pogonieni niby przez właściciela terenu. Wróciliśmy się przed lasek, zadowoliłem się widokiem od tyłu na dohamowanie do łącznika asfaltowego. Nawet mogło to być. Zostaliśmy do przejazdu Rovanpery i zwinęliśmy się do samochodu.
I ponownie trzeci oes w pętli Otepää 2. Idąc na nasze miejsce docelowe przechodziliśmy przez inną hopę, było widać, że po lądowaniu kogoś z Mistrzostw Estonii było bardzo grubo, bo na lądowaniu stały barierki, ale część z nich była przewrócona, a część mocno pogięta. Przy naszej docelowej hopie stała rozbita Fiesta Rally4 młodego Hiszpana - Gila Membrado (swoją drogą zaledwie czternastolatka), więc chyba to on? Przychodzimy na rzeczone miejsce i niestety nie jest kameralnie, jak myślałem, że będzie. Kibiców około trzydziestu, w tym wczorajsza grupka Polaków i tym razem sam szef J-Records. Naszych była chyba gdzieś z połowa. Dobrą rzeczą było to, że została praktycznie całkowicie wycięta zieleń z widoku na lądowanie, a dodatkowo zostało zarządzone pospolite ruszenie i to co zostało ścięte zostało zabrane żeby był jeszcze lepszy widok. Początkowo ludzie stali w miarę w szpalerze tak żeby nie zasłaniał jeden drugiemu, ale długo to nie potrwało i lądowanie Solberga już miałem zasłonięte. Coś ponagrywałem też trochę od tyłu dla różnorodności. Generalnie hopa bardzo gruba. Zostaliśmy prawie do końca WRC 2, swoją drogą znowu trochę padał deszcz. Później jeszcze chwilę postaliśmy na pierwszej hopie i po przejeździe Pajariego zwinęliśmy się na nocleg. Wspomnę jeszcze o tym, że jak schodziliśmy to jakiś chłopak zapytał mnie czy to ja jestem andrew88, bo ogląda filmy z kanału i czyta relacje na forum. Okazało się, że to był Kremer z forum. Pozdrawiam :)

niedziela
Rozpoczęliśmy dzień od drugiego oesu Kanepi 1. Zaczęło się od zgrzytu, bo w miejscu gdzie zaparkowaliśmy nie mogliśmy wejść na trasę. Trochę to dziwne, że jest wyznaczony nawet parking, a na oes wejść nie można. Safeciarz tłumaczył, że ponoć przez noc coś się zmieniło i ten punkt nie jest dostępny dla kibiców. Na szczęście zaraz szybko został znaleziony dojazd alternatywny i niedługo później już szliśmy wzdłuż pola na miejscówkę, którą tym razem dla odmiany miały być trzy następujące po sobie hopy. Można było stać tylko po szczycie ostatniej z nich. Ludzi na miejscu sporo, wszystkie miejsca przy taśmie obstawione przez kibiców. Czarno to widziałem. Niektórzy próbowali stanąć tuż przed szczytem, ale tam taśmy nie było i Estończycy od razu krzyczeli żeby stamtąd wychodzili. A właśnie tam planowałem się ulokować. Kręciłem się w tę i we wtę nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu przesunąłem czyjeś krzesło i stanąłem w drugim rzędzie tak, że mogłem coś podziałać na wysoko wyciągniętej ręce. Ale raczej odpadało nagrywanie ostatniej hopy, gdzie miały być najdalsze loty, bo ludzie zasłaniali lądowanie. Coś tam ponagrywałem, a na WRC 2 przeniosłem się dla różnorodności i lepszego komfortu nagrywania na widok na lądowanie po ostatniej hopie. I było fajnie, bo nikt nie przeszkadzał. Dodam jeszcze, że pierwsze dwie rajdówki M-Sportu jechały tu jakoś wolno. Dalekie skoki ze stawki WRC 2 oddali przede wszystkim Emilio Fernandez i Egon Kaur (ponoć najdalej ze wszystkich rajdówek). Czołówka Rally3 też fajnie polatała. Zeszliśmy z odcinka na chyba 3 załogi przed końcem. Pojechaliśmy na stację benzynową coś zjeść i się napić. A następnie wróciliśmy w dokładnie to samo miejsce. Chłopaki mieli plan stanąć na wysokości jednej z wcześniejszych hop, ale ktoś rzucił pomysł żeby zobaczyć co jest pod prąd oesu. Okazało się, że gruba hopa. Byłem tym bardzo zdziwiony, bo nie było tego słychać na pierwszym przejeździe. Przychodzimy na miejsce, a tu safeciarz, że nie można stać. No to do przejazdu ostatniej zerówki chowaliśmy się w lasku. Jak byłem już na kilku rundach WRC, to ta była chyba pierwsza, na której trzeba było robić takie podchody. Miało się wrażenie, że wszyscy kibice powinni być tylko w wydzielonych strefach, do tego wydawało się, że Estończycy w większości są bardzo karnym narodem i w ten sposób mamy przepis na idealny dla FIA rajd przyszłości. Oby ta tendencja się nie rozwijała na inne rundy.
Wyszliśmy z ukrycia, kiedy jechała ostatnia zerówka - Subaru Impreza. Już kierujący nią skoczył daleko, więc wiedzieliśmy, że miejscówka będzie gruba. Kilku zawodników nieco shamowało skok, ale kilku poszło bez odjęcia. Między innymi Katsuta, którego muszę wyróżnić za widowiskową jazdę podczas całego rajdu. Oczywiście nie tylko kierowca z Japonii przemieszczał się efektownie. Pod koniec przejazdu rywalizujących za kierownicami Rally1 pojawił się deszcz. Zostaliśmy do ostatniego zasiadającego w samochodzie najwyższej klasy Rovanpery i zgodnie z planem zeszliśmy z odcinka żeby przemieścić się na power stage.
Wcześniej chłopaki mocno się zastanawiali gdzie się udać na ten odcinek. Były dwie opcje - meta stop na przyjazd Kajta (ekipa zazwyczaj uświetnia racami i szampanem pojawienie się kierowcy na mecie) i ewentualne oglądanie czołówki gdzieś niedaleko wcześniej lub hopa w środku oesu. Spodziewana pogoda w postaci opadu mogła pokrzyżować plan z pirotechniką, więc została wybrana druga opcja.
Kiedy dojechaliśmy na oes Kambja 2 padało, ale niedługo przestało. Mieliśmy do przejścia około 1 km pod prąd odcinka. Po drodze szliśmy fragmentem nawierzchni, który przypominał, beton, ale był to taki rodzaj szutru. Docieramy na miejsce, a tam sporo ludzi. Miejsca do nagrywania nie ma, ale pomyślałem, że spróbuję stanąć w lesie z widokiem na hopę od tyłu. Oczywiście taśmy tam nie było. Z zamiarem tym uprzedził mnie kolega, więc zaraz do niego dołączyłem. Safeciarze nas widzieli, ale na szczęście nie gonili, a my stopniowo przybliżaliśmy się do trasy, Finalnie widok był całkiem niezły, tylko nie widziałem dojazdu. Z czasem zgromadziła się tu cała nasza piątka. Oes ruszył i jako pierwszy pojawił się Mikkelsen. Hopa okazała się fajna. Niedługo po przejeździe Norwega zaczęło padać. Chyba jako drugi nadjechał Suninen, który zaskakująco krzywo leciał na hopie. Po zniknięciu Hyundaia kolega zdał relację, że Fina postawiło bokiem na zakręcie przed dojazdem do hopy, tak, że koledze przez chwilę przeszła myśl czy nie uciekać z zajmowanego miejsca. Ja stałem tak niefortunnie, że nie mogłem tego widzieć. Warunki do jazdy stawały się coraz gorsze, więc teraz z każdą kolejną rajdówką czułem trochę strach żeby nie wpakowała się tu, gdzie stoimy. Tym bardziej, że niewielu zawodników odpuszczało w tym miejscu. Z czasem nieustająca ulewa sprawiła, że zaczęła mi przemakać kurtka przeciwdeszczowa, więc chciałem żeby już przestało padać. Niespodziewanie po przejeździe Rovanpery nastała długa przerwa i dopiero po niej nadjechał Kajto. A następnie było słychać syreny na trasie. Byliśmy pewni, że coś się stało, a to była zerówka - Subaru Impreza. Co ona robiła wśród stawki zawodników? Jak zniknęła z pola widzenia to zaczęliśmy schodzić z oesu. Po drodze jeszcze nagrałem kilka Rally2, w tym McErleana. Jego rajdówka nie miała przedniej szyby i obu bocznych przednich, a załoga miała założona gogle na oczach. Opuściliśmy trasę nie doczekując już do Marczyka.
Teraz zrobiliśmy dwa krótkie postoje na stacjach benzynowych w Estonii i ruszyliśmy w drogę do domu.

Podsumowując bardzo fajnie, że niespodziewanie udało się wybrać na tak efektowny rajd. Nie spodziewałem się, że będziemy na aż tylu grubych hopach, tym bardziej po pierwszej piątkowej miejscówce. Mieliśmy bardzo dobrą osobę od znajdywania miejscówek, planowania i nawigowania. Do tego jakbym był sam na tym rajdzie, to do wielu miejsc bym raczej nie dotarł, bo zatrzymywali by mnie chociażby safeciarze sięgający po telefon, ale nie chłopaków. Niewątpliwym dodatkiem była też świetna atmosfera.
W rajdzie na plus zaliczę widowiskowość, prędkość na odcinkach, ilość hop. Na minus gryzące insekty, dużą możliwość obsypania elementami nawierzchni, gonienie ludzi do wyznaczonych stref, podchody żeby stać poza strefami, problemy z safeciarzami. I tak trochę na siłę - mała ilość miast. Miałem wrażenie, że jest tylko Otepää, Tartu i może jeszcze ze dwie mniejsze miejscowości, a tak to odludzie. Sam nie wiem czy chciałbym powtórzyć wizytę na tym rajdzie. Po Estonii chyba też spadło mi trochę ciśnienie na Finlandię, która zawsze była jednym z celów.

Jako, że chyba 3/4 naszych miejscówek stanowiły hopy to stworzyłem film w oparciu tylko o skoki: https://youtu.be/8QjdsQ605Ek
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1089
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Rajd Estonii 2020

Postprzez ToKu » niedziela, 31 lip 2022, 11:51

Zabawa w chowanego/berka z safety jest elementem sportu. Największe emocje na rajdzie miałem jak na popołudniowym przejeździe dwóch hop na Raanitsie chowałem się pod krzakiem. Cisza. Ptaki śpiewają, komary bzyczą i kroki safetego, który sprawdza pod krzakiem obok i co jakiś czas krzyczy I can see You! Stand up! - nas nie znalazł.

Przedzieranie się przez torfowisko żeby dotrzeć na hopę jest już na Estonii taką naszą tradycją. Safety było przy tym nierówne, były wielkie hopy, gdzie nie było żadnego.

Dachował ten Hiszpan, o którym pisałeś. Ciekawostka, całkowicie zablokowaną drogę udrożnili może w 15 minut, a do Hiszpana szybko dołączyli rodzice, a przynajmniej tata, wnioskując po podobieństwie. Czy na popołudniowym przejeździe crazy farmer cały czas miał fazę maniakalną? Koleś mi banner zdejmował z drzewa rano, krzycząc że tu nie Polska, i że on jest wielkim fanem rajdów od zawsze. Po czym zapytał co znaczy napis "gr. B" na drugiej stronie baneru.
Pogłoski jakobym to ja podrzucał kłody na trasie Kormorana 2002 uważam za grubo przesadzone
Avatar użytkownika
ToKu
N3
 
Posty: 358
Dołączył(a): niedziela, 16 kwi 2006, 17:03
Lokalizacja: Olsztyn

Re: Rajd Estonii 2020

Postprzez andrew88 » poniedziałek, 1 sie 2022, 23:51

Takie chowanie się przed safety na rajdzie jest chore. Byłem dotąd chyba na 6 różnych rundach WRC i tam nie było takich podchodów jak w Estonii.

Nie widziałem na drugiej pętli żadnego crazy farmera. Na większości przejazdów byliśmy na hopie, gdzie stała ściągnięta rozbita Fiesta, a na hopie wcześniejszej byliśmy na może raptem 2-3 przejazdy, kiedy już schodziliśmy z oesu.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1089
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Rajd Estonii 2020

Postprzez Witcher1990 » niedziela, 14 sie 2022, 12:12

andrew88 napisał(a):Takie chowanie się przed safety na rajdzie jest chore. Byłem dotąd chyba na 6 różnych rundach WRC i tam nie było takich podchodów jak w Estonii.

Nie widziałem na drugiej pętli żadnego crazy farmera. Na większości przejazdów byliśmy na hopie, gdzie stała ściągnięta rozbita Fiesta, a na hopie wcześniejszej byliśmy na może raptem 2-3 przejazdy, kiedy już schodziliśmy z oesu.


Dzięki za relację, zwłaszcza opisanie jak to wygląda z safety. Dobrze mieć to na uwadze planując wyjazd do Estonii, bo już ktoś rok/dwa lata temu pisał że trudno opuścić strefę kibica. Patrząc z tej perspektywy i po rozpoznaniu jak to wygląda w Finlandii - dobrze, że w tym roku nie wybrałem się na Estonię tylko planuję Finlandię 2023 :) Ale Estonia kiedyś w przyszłości? Kto wie, może jakoś budżetowo samochodem, pod namiot.
Witcher1990
A6
 
Posty: 1463
Dołączył(a): wtorek, 31 lip 2012, 21:00

Poprzednia strona

Powrót do Mistrzostwa Świata

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość