Świat WRC

...co w świecie WRC piszczy

Moderator: SebaSTI

Re: Świat WRC

Postprzez Witcher1990 » piątek, 13 sie 2021, 09:43

To co, ile urwanych kół zostawi Hyundai w rowach Ypres Rally? :D
Witcher1990
A6
 
Posty: 1461
Dołączył(a): wtorek, 31 lip 2012, 21:00


Re: Świat WRC

Postprzez andrew88 » środa, 15 wrz 2021, 23:12

Zapraszam na relację z wizyty w Grecji.
65. EKO Acropolis Rally of Gods 2021
Moim marzeniem na ten rok było zaliczenie co najmniej dwóch rund WRC, tak żeby odbić sobie zeszły covidowy, gdzie nie byłem nigdzie. Udało się wybrać na Chorwację to już połowa planów została wykonana. Jeszcze chciałem dołożyć jakiś szuter, dlatego kiedy pojawiła się informacja o Rajdzie Acropolis, to od razu sprawdziłem kalendarze. Była kolizja terminów z Rajdem Śląska, ale mimo to napisałem do znajomych, że można by się wybrać do Grecji. Pojawiło się wstępne zainteresowanie znajomych, że można spróbować. Kiedy spotkaliśmy się na Rajdzie Polski padła wstępna deklaracja, że jedziemy. Ostatecznie decyzja zapadła na początku sierpnia. Cieszyłem się, że jeszcze ostatni raz zobaczę wurce na szutrze. Ja szukałem noclegów i lotów. Znajomy załatwiał wypożyczenie samochodu i dla siebie akredytację fotograficzną. Na mnie spoczywało też opracowanie planu na rajd, wytypowanie miejscówek i oczywiście nawigacja na miejscu. Miejsca wybrałem trochę na podstawie łatwości dojazdów, a częściowo w oparciu o media book.
Na rajd polecieliśmy we czwórkę. Prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne, bo na początek pobytu zapowiadany był deszcz, który stopniowo miał zanikać.

Przylecieliśmy do Aten we wtorkowe popołudnie. Trochę przedłużył nam się odbiór samochodu, bo początkowo chciano nam dać z oponami z bardzo płytkim bieżnikiem. Po około 20 minutach dostaliśmy samochód z lepszymi oponami, zatankowaliśmy do pełna i ruszyliśmy w około 140 km podróż na nocleg. Wyjeżdżając z Aten widzieliśmy rozległe spalone tereny przy autostradzie. Działało to na wyobraźnię. Około 20:00 dotarliśmy do Arkitsy, gdzie zatrzymaliśmy się żeby zjeść kolację. To co rzucało się w oczy to chodzące wolno psy i koty, które nawet przesiadywały koło ludzi. Stąd już mieliśmy raptem kilka km na nasz nocleg.
Następnego dnia obudził nas dosyć silny wiatr od morza. Teraz dopiero było widać, że do plaży mieliśmy raptem 100 m. Poszliśmy nad morze, a tam plaża pod wodą i niemałe fale. Jako, że to był nasz dzień wolny to wybraliśmy się pooglądać port w Arkitsie. Kiedy kupowaliśmy pamiątki mocno się rozpadało. Pojechaliśmy jeszcze do Atalanti, gdzie zwiedziliśmy rynek, wypiliśmy ciepłą kawę, bo było raczej chłodnawo. Pogoda się nie poprawiała, więc wróciliśmy na nocleg. Mieliśmy tak fajnie, że naprzeciw niego mieliśmy knajpę, więc podeszliśmy zjeść obiad. Obecne były także koty, które niebawem do nas przyszły i miaucząc prosiły o jedzenie. I tak mięso z kurczaka z souvlaka (taki rodzaj szaszłyka)zjadłem na spółkę z jednym z kotów, który albo jadł kawałki z ręki, albo chwytał mięso łapkami. Jako ciekawostkę dodam, że Grecy do każdego posiłku dawali wodę, co ciekawe nawet do kawy.
O 17:00 znajomy uczestniczył przez zooma w briefingu bezpieczeństwa dla mediów, po którym udaliśmy się do Lamii m.in. po odbiór kamizelki media. Jak dowiedzieliśmy się z briefingu kamizelek jeszcze nie było, ale znajomy dostał m.in. identyfikator. Po krótkim oczekiwaniu na sprawdzenie certyfikatów szczepień weszliśmy jeszcze na chwilę na serwis. M-Sport miał ładnie widoczne rajdówki, w przeciwieństwie do pozasłanianych w Toyocie i Hyundaiu. Jedynie i20 WRC Loubeta nie był zakryty. Popatrzyliśmy jeszcze trochę na rajdówki startujące w WRC 2 i 3. A wobec wzmagającego się deszczu i dość późnej pory zwinęliśmy się na nocleg.

czwartek
Mimo wczesnej godziny wyjazdu na odcinek testowy (6:00) nie byliśmy sami, którzy o tej porze nie spali, bo naszemu pakowaniu do samochodu towarzyszył jeden z poznanych wczoraj piesków. Mieliśmy w planie dojechać w około 1/3 długości odcinka drogą ewakuacyjną, ale po dojeździe do niej i zobaczeniu błota została podjęta raczej racjonalna decyzja żeby się tu nie pchać. Z naszym samochodem było duże prawdopodobieństwo, że będziemy mieli problem z wyjazdem. Dojechaliśmy, więc w okolice startu, którędy weszliśmy na trasę po przejeździe pani Mouton. Przeszedłem kilkaset metrów i znalazłem fajny widok ze skarpy na dwa zakręty od przodu. Pogadałem na tematy rajdowe z jakimś Bułgarem, później spotkałem kibiców z Polski, z którymi też zamieniłem słowo. Spędziłem tu prawie cały pierwszy przejazd. Po Gryazinie przeniosłem na drugą stronę skarpy skąd widziałem lewy 90 i nawrót. Rosjanin chyba miał jakieś problemy na tym nawrocie, co było słychać. Do tej pory pogoda była całkiem niezła, bo mimo tego, że było trochę chłodno, to co najważniejsze nie padało. Ale teraz po kilku przejazdach się rozpadało, a ja nie zabrałem z Polski parasola, bo nie byłem pewny czy mogę go wziąć do bagażu podręcznego. Schroniłem się pod namiotem greckich kibiców, skąd nawet mogłem kontynuować nagrywanie, ale w ograniczonym zakresie. Byłem schowany przed wodą, ale jak się okazało nie przed błotem, bo ze 3 wurce obryzgały trochę błotem wszystkich stojących pod namiotem. Z powodu opadu, w obawie o kamerę, byłem zmuszony postać tu sporo czasu. Kiedy przestało padać przeniosłem się jeszcze w okolice dziewięćdziesiątki, ale tu już długo nie byłem, bo niebawem dostałem smsa, że znajomi są już przy samochodzie. Fourmaux nagrany z tego miejsca: https://youtu.be/8P8q0UHDqGc Kiedy schodziłem z odcinka nałapałem butami tyle błota, że czułem jakby były dwa razy cięższe. Decyzja o wcześniejszym zejściu z trasy okazała się słuszna, bo już prawie nikt nie jeździł, a coraz bliżej było do godziny 11:00, czyli końca przejazdów.
Po testowym znajomy wstąpił na chwilę do biura rajdu, gdzie odebrał kamizelkę. Widzieliśmy, że po rajdówki były podstawione lawety, które miały przewieźć samochody do Aten na ceremonię startu i pierwszy oes. My także powoli zmierzaliśmy w stronę greckiej stolicy. Po drodze jeszcze dosłownie na moment zboczyliśmy z drogi żeby zobaczyć miejsce bitwy pod Termopilami. Na dłużej zatrzymaliśmy się na naszym noclegu, gdzie z grubsza oczyściłem z błota buty, spodnie i plecak. Później zjedliśmy obiad naprzeciw i znowu kotek, chyba nawet ten co wczoraj, dostał ode mnie trochę mięsa. Po czym spakowaliśmy się, bo nadchodzącą noc mieliśmy spać w okolicach Aten. Tu podziękowania należą się koledze, który podsunął ten pomysł, a ja go zmodyfikowałem tak żeby lepiej nam pasował. Takie rozwiązanie oszczędzało nam mnóstwo czasu i przejechanych kilometrów w czwartek i piątek. Bo w piątek pierwsze oesy były położone koło Kanału Korynckiego. Tym razem dojeżdżając do Aten aż czuliśmy spaleniznę po pożarach. A energetycy stawiali nowe słupy pod zniszczoną żywiołem linię. Od momentu przylotu drugi raz się wypogodziło.
Ceremonia startu była zlokalizowana blisko Akropolu, ale dotrzeć tam i zaparkować to było wielkie wyzwanie. Kosztowało nas to sporo nerwów, ale udało się. Przyznam, że zwątpiłem w dotarcie na start na czas. Postaliśmy na przejazd przez rampę kilku pierwszych wurców i przenieśliśmy się w stronę superoesu. Rajdówki praktycznie można było tu oglądać jedynie na dojazdówce do odcinka, bo tu nie było wielkich tłumów. Próbując dotrzeć do trasy kilkukrotnie napotykałem policjantów pilnujących dojść. W końcu trafiłem na wejście na oes, skąd widziałem bramę symbolizującą start, ale tu też przejścia pilnowali policjanci. Po tym odpuściłem. Jeszcze z odległości kilkuset metrów nagrałem widocznego na beczce Mikkelsena, ale nie miało to większego sensu. Muszę przyznać, że tak wielkiej ilości ludzi się nie spodziewałem. Postanowiłem, że pójdę do samochodu tak jak wchodziliśmy, ale poszedłem źle i trochę się zgubiłem. Znajomi już dotarli na parking, a ja błądziłem. Kolega wysłał mi zdjęcie z adresem, ale był napisany greckimi literami. Ostatecznie skończyło się tak, że poprosiłem o pomoc Greków i miła Greczynka wpisała mi w nawigację adres po angielsku. Byłem uratowany. Później okazało się, że przechodziłem bardzo blisko miejsca zaparkowania samochodu, ale nie pamiętałem jak należy dojść do parkingu. Na koniec dnia zakwaterowaliśmy się jeszcze pod Atenami, ale warunki noclegu delikatnie mówiąc były słabsze niż tam gdzie spaliśmy poprzednią noc.
Złożony film z odcinka testowego: https://youtu.be/9vfSO0K8_wY

piątek
Dojazd do oesu (pierwszy odcinek dnia - Aghii Theodori 1) zajął nam dłużej niż zakładałem, bo nie spodziewałem się korka na 20 minut w stronę Pireusu. Później jeszcze spory kawałek karkołomnej drogi i dotarliśmy na trasę, w miejscu gdzie był nawrót. Widząc ile tu przyjechało ludzi od razu odpuściłem nawrót i poszedłem bokiem za Grekami, bo myślałem, że mnie gdzieś doprowadzą. Mocno podrapałem nogi, bo musiałem przebijać się przez chaszcze, ale dotarłem do trasy około 200 m przed nawrotem. Wiedziałem, że kawałek dalej jest możliwa hopa i tam chciałem dotrzeć, ale safeciarz kazał się wracać. Stanąłem tak, że widziałem wyjście z szybkiego zakrętu - miejsce takie sobie i utwierdził mnie w tym przejazd Ogiera. Ale kiedy przejechał Evans, przyciął zakręt to Yarisa podbiło i okazało się, że na wurcach jest tu fajnie. Na Rally2 słabo, bo wolno. Znajomi później mówili, że za nawrotem zatrzymał się Ostberg i coś grzebał pod maską. Zostaliśmy gdzieś do przejazdu Lindholma i zapadła decyzja, że wyjeżdżamy stąd żeby później uniknąć korka i jedziemy na inny oes. Tak żeby być bliżej noclegu. Było to wbrew planowi, bo mieliśmy zostać na drugi przejazd tego samego oesu, ale nie zdziwiło mnie to zbytnio, bo już nieraz w przeszłości na WRC trzeba było improwizować. Sięgnęliśmy do media booka i zdecydowaliśmy, że jedziemy na przedostatni dzisiejszy oes - Thiva, czyli Teby.
Dojeżdżając na ten odcinek znowu widzieliśmy spalone lasy i domy. Sam dojazd do trasy był elegancki, bo w całości prowadził po asfalcie. Mieliśmy też ponad godzinę czasu zapasu, więc przeszliśmy na rekonans miejscówki. Według media booka miało tu być podbicie rajdówek na dwa koła. Znajomy doradził mi żeby stanąć od tyłu, gdzie będę widział wyjście z zakrętu poprzedzającego i podbicie od tyłu. Tak zrobiłem, ale nie byłem pewien czy kurz za rajdówką nie będzie zasłaniał podbicia. Przejechały wszystkie zerówki i było ok. Jednak kiedy pojawił się Ogier, to chmura kurzu zasłoniła tył Yarisa. Ponadto okazało się, że to nie podbicie, a mała hopa. Niezwłocznie przeniosłem się na widok od przodu, bo zależało mi na skoku i tu fajnie było widać. Tak pojechał tu Tanak: https://youtu.be/siP6JMC0c7s Po kilku przejazdach przeniosłem się żeby widzieć hopę bardziej na wprost. Wtedy pewien starszy Grek, który stanął koło mnie zapytał czy dobrze, na co odpowiedziałem, że dobrze i tak zaczęła się nasza miła rozmowa. Mówił, że jego kolegą jest Marek Citko. Pokazywał zdjęcia z Polski. Dowiedziałem się, że w wojsku był dowódcą skoczków spadochronowych, bo zdjęcia z czasów służby też pokazywał. Zostałem na tej miejscówce, bo była pewna, do przejazdu Lindholma. A później na Grekach w ramach eksperymentu poszedłem zobaczyć co jest z prądem odcinka. Od znajomego wiedziałem, że około 300 m dalej jest podbicie. Znalazłem dosyć szybką partię, gdzie rzeczywiście podbijało rajdówki, więc to chyba było to. Super miejsce. Bardzo żałuję, że nie odważyłem się przyjść tu wcześniej. Zostaliśmy do końca Rally2 i wróciliśmy na pierwotny nocleg.
Dodam jeszcze, że zastanawialiśmy się nad przyjazdem na ostatni oes - Elatię. Decyzję mieliśmy podjąć po przejeździe Kajta. Nasz kierowca jeszcze się nie pojawił, a już była 17:00. Elatia miała ruszać o 17:40 i mieliśmy na nią ponad godzinę dojazdu, więc ta kwestia rozwiązała się sama.
Jeszcze wieczorem sprawdziłem co zaplanowałem na jutro i zmieniłem miejscówkę na pierwszy oes, a mając już dzisiejsze doświadczenie nie zakładałem, że sztywno będziemy realizować plan. Stąd decyzję co będziemy robić po pierwszym odcinku mieliśmy dopiero podjąć po przejeździe Kajta.

sobota
Z mojego punktu widzenia zmiana planu wyszła na zdecydowany plus, bo dojazd i miejscówka były niezłe. Ale uszczegóławiając, to za zmianą przemawiała spodziewana łatwość dojazdu i otwarty teren przy trasie. Do oesu rzeczywiście dotarliśmy łatwo, ale przed naszym dojazdem na miejscówkę utworzył się korek i co gorsza samochody zawracały. Okazało się, że policja pilnowała bezpośredniego dojazdu, ale nas na szczęście puściła widząc naklejkę media. Jakby nie to, to czekałby nas czterokilometrowy marsz pod górę do trasy. Wiele ludzi tak robiło. My podjechaliśmy na 900 m przed oesem, ale droga była dosyć karkołomna dla naszego samochodu. Jako, że byliśmy w górach to temperatura wynosiła 12 stopni, nawierzchnię oesu Pavliani stanowiło ubite błoto. Od razu przy wejściu na trasę znajdowała się dosyć fajna miejscówka, gdzie było widać rajdówki wychodzące z szybkiego lewego zakrętu i następujący po nim prawy i dalej łuki. Mankamentem było to, że prawy w znacznej części zasłaniało drzewo. Zostałem tu chyba do Mikkelsena, a później przemieszczałem się pod prąd oesu, do czego zachęcało położenie trasy w otwartym terenie. I tak na końcówkę WRC 2 poszedłem jeszcze kawałek. Tu nagranie Kajetanowicza z jeszcze dalszego miejsca: https://youtu.be/YpoLSbkZaU0 Umówiliśmy się, że po przejeździe Kajta schodzimy, ale po drodze nim dotarłem do samochodu nagrałem jeszcze Lindholma i kogoś w C3 Rally2. Nie planowałem wcześniej dalszej części dnia, więc teraz z wyliczeń wyszło, że możemy jechać na oes Bauxites.
Po drodze przez jezdnię przechodziło nam kilka sztuk kóz, których pilnowały dwa psy. Jeszcze więcej zwierząt czekało w krzakach. Lubię różne takie atrakcje, bo fajnie budują klimat. Na trasę dotarliśmy z godzinnym zapasem czasu. Samochodów tu zaparkowanych było mnóstwo, pewnie z powodu banalnego dojazdu drogą główną. Ja też kierując nas tu tym się kierowałem. Miejsce stanowił fragment asfaltowy, który prowadził na szuter, więc każdy z nas sam musiał sobie znaleźć coś co by mu odpowiadało. Mnie zainteresowało zasyfione skrzyżowanie, gdzie rajdówki wjeżdżały na szuter. Ustawiłem się na małej skarpie za jakimiś siedzącymi kibicami, z widokiem na wjazd od tyłu. Dodam jeszcze, że dotarcie tutaj kosztowało mnie sporo nerwów, bo było dość sypko i musiałem uważać na kujące rośliny. Dla pewności zapytałem siedzących czy później będą wstawać. Na co dostałem odpowiedź, że oczywiście. Dla mnie była to świetna wiadomość. Chwilę postałem zrezygnowany i poszedłem zobaczyć co jest dalej z prądem oesu. Po 200 m trafiłem na coś na kształt podbicia, do tego z łatą asfaltu. Postanowiłem, że tu zostaję, bo oczyma wyobraźni widziałem w tym miejscu możliwą nawet hopkę. Taak, przejechał Loubet i okazało się, że całkowicie się myliłem. Niezwłocznie szukałem innego miejsca. Ostatecznie zakotwiczyłem na skale z dwoma Grekami. Widziałem stąd z dużej odległości wjazd na szuter od przodu, a później rajdówkę trochę zasłoniętą roślinnością. Uznałem, że to mi wystarczy, bo jeden samochód mam dwa razy. Po jakimś czasie Grecy poprosili żeby im zrobić zdjęcie telefonem, jeszcze chwilę porozmawialiśmy i zostałem sam. Ponownie mieliśmy schodzić po Kajetanowiczu, ale nim opuściłem trasę to nagrałem jeszcze Solberga, który się pojawił się niespodziewanie. Zejście z trasy zajęło mi sporo czasu, bo niełatwo było znaleźć ścieżki prowadzące do drogi głównej. Robiłem tak, bo nie chciałem schodzić oesem.
Teraz mieliśmy jechać na drugi przejazd pierwszego oesu. Odczytałem smsa od kolegi o wypadku śmiertelnym na Rajdzie Śląska i trochę atmosfera nam siadła. Z widzenia pilotkę znałem. Fajnie, że dzieliła pasję z mężem. Przykro, że tak się to skończyło.
Początkowo planowałem nam przejazd przez wodę z media booka, ale jak zobaczyłem jaki tam jest trudny nawigacyjnie (niewykluczone, że również terenowo) dojazd, to poddałem się i zaproponowałem żeby dojechać w miejsce z prostszym dojazdem. Ale dojazd bardzo stromy po szutrze. Z naszym samochodem nie warto było ryzykować utknięcia gdzieś na dojeździe. Z konieczności pojechaliśmy w okolice mety. Tu mieliśmy być stosunkowo krótko, bo oes ruszał o 16:26 i miał długość 24,25 km, a mieliśmy jeszcze zaplanowaną wizytę na serwisie w Lamii o 19:03. Po przeliczeniu czasu dojazdu rajdówek do nas i naszego dojazdu na serwis zapadła decyzja, że odpuszczamy ten oes żeby być wcześniej w Lamii. Szkoda być pod oesem i nie móc na niego wejść, ale zostałem racjonalnie przekonany.
Kiedy zjeżdżaliśmy na start jechały czołowe rajdówki, więc zdziwiło nas, że jechał już m.in. Prokop, który miał startować jako może czternasty i do tego taką czystą Fiestą. Po drodze jeszcze widzieliśmy Gryazina, Ostberga i Rossela - chłopaki porobili sobie z nimi zdjęcia. Na serwis dotarliśmy na godzinę przed czasem. Zostaliśmy poczęstowani sokiem i wodą przez bardzo miłą panią. Kupiliśmy w stargowanej cenie czapki z logiem rajdu. Obeszliśmy jeszcze inne stoiska, ale wstępu do stanowisk serwisowych nie mieliśmy. Nawet fotograf z naszej ekipy nie był do tego uprawniony. Wyszliśmy z serwisu jeszcze przed wjazdem rajdówek. Szkoda, że nie wiedziałem, że tak będzie, bo może była możliwość robić odpuszczony oes. Na noclegu trochę się zastanawialiśmy co będziemy robić jutro żeby znaleźć kompromis.

niedziela
Ostatni raz wyjazd na oesy o 6:00. Na początek pierwszy oes - Tarzan i miejsce wybrane z media booka z łatwym dojazdem. Policja zablokowała drogę na kilkanaście km przed oesem, ale my wskazując nalepkę media zostaliśmy wpuszczeni. Przez cały rajd oszczędzała ona nam długie dojścia. Jechaliśmy cały czas drogą asfaltową, ale nawigacja kazała wjechać na stromą szutrówkę. Nie chcieliśmy tam wjeżdżać, czasu do startu oesu było mało, a ja nie wiedziałem co robić. Wydawało się, że odcinek stracony. Ale znajomy kontynuował jazdę drogą asfaltową i bardzo dobrze, że tak zrobił, bo okazało się, że nawigacja wymyśliła taki skrót. Świetny. Dotarliśmy na miejsce kilka minut przed startem oesu. Ludzi mimo zablokowanego dojazdu było mnóstwo, więc miałem zagwozdkę jak stanąć. Na początku ustawiłem się tak, że widziałem rajdówki od tyłu w szybkim, szerokim zakręcie. Później kombinowałem z nagrywaniem na maksymalnie wyciągniętych do góry rękach, albo z przykucu. Jakąś różnorodność udało się uzyskać. Zostaliśmy do przejazdu jedynego w stawce Polo R5, bo lubię tą rajdówkę. Może mogliśmy zostać dłużej, ale nie wiedziałem jak długo zajmie nam dojazd do mety Tarzana i pierwszy jego przejazd pokazał, że warto być wcześniej i zająć sobie miejscówkę. Dlatego asekuracyjnie zeszliśmy po 26 załogach.
Przy mecie power stage był wyznaczony parking dla mediów, z którego skorzystaliśmy i od razu poszliśmy na trasę żeby zrobić rozpoznanie. Okazało się, że w tym miejscu są szybkie łuki. A ja idąc dalej znalazłem jeszcze przejazd przez bramę reklamową na spadaniu. Podejrzewałem, że to może być hopa, więc tu zostałem. Później zapytałem jednego z kibiców, który był tu na pierwszym przejeździe czy to hopa, ale odpowiedź była przecząca. Znowu miałem zbyt bujną wyobraźnię. Mimo to miejsca nie zmieniłem, bo chciałem zobaczyć jak to będzie wyglądać. Było ok, tylko mocno się kurzyło i drzewo zasłaniało odjazd rajdówki. Zostałem tu na kilka pierwszych samochodów, a później przemieszczałem się w stronę mety. Na dłużej zostałem na wyjściu z prawego zakrętu, gdzie efektownie pojechał Rovanpera: https://youtu.be/km4RfhZM2wY Zwinąłem się do samochodu po przejeździe kilku rajdówek po Polo R5, bo znajomi już na mnie czekali.

Podsumowując rajd mi się podobał, bo praktycznie wszystkie miejscówki były fajne. Z tym, że niektóre tylko na wurcach, czego najlepszym przykładem jest pierwszy piątkowy oes. Pogoda była niezła, oprócz czwartkowego odcinka testowego. Znacznie cieplej zaczynało się robić, kiedy wyjeżdżaliśmy. Plan, który wymyśliłem okazał się zbyt optymistyczny, bo w piątek chyba nie było szans zostawać do Kajta i zaliczyć 3 oesy. Fajnie, że wtedy znajomi zaproponowali żeby wybrać się na inny oes, bo dzięki temu byliśmy na hopie. Trzy planowane oesy prawie udałoby się zaliczyć w sobotę, kiedy byliśmy już nawet zaparkowani blisko trasy, ale ostatecznie pojechaliśmy przedwcześnie na serwis. W pełni plan udało się zrealizować tylko w niedzielę. Jeśli w przyszłości będzie możliwość ponownej wizyty w Grecji z chęcią bym z niej skorzystał.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1089
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Świat WRC

Postprzez Aro90 » poniedziałek, 27 cze 2022, 13:47

No to Kajto wskakuje na pozycję lidera WRC 2 i otwiera się duża szansa na mistrzostwo w tym roku(przy takiej stawce to był by mega wyczyn :) ). Zarówno Rossel jak i Mikkelsen słabo punktowali w 2 rundach i nie będzie łatwo dla nich. Ogólnie w WRC 2 w tym roku dużo się dzieje w przeciwieństwie do WRC gdzie tytuł już chyba jest rozstrzygnięty. Pozostała walka o podium. Od czasów VW nie było tak nudnego sezonu... martwi trochę kondycja Hyundaia. Wydawało się że na ciężkiej Sardynii auto nieźle wytrzymało a tu kolejna runda i masa problemów :roll:
Aro90
N3
 
Posty: 393
Dołączył(a): niedziela, 11 kwi 2010, 13:41
Lokalizacja: Kraków

Poprzednia strona

Powrót do Mistrzostwa Świata

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości