Monte Carlo 2020

...co w świecie WRC piszczy

Moderator: SebaSTI

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Cendra » poniedziałek, 27 sty 2020, 18:25

Ciekawe czyja to decyzja, czy H chciał ich zastąpić czy Seb sam o to poprosił...
Szkoda, ale gość jak wsiadł w Cytrynę, której prawie nikt nie ogarniał i prowadził w Meksyku a potem wygrał Katalonię, to nie stracił nagle aż tak na prędkości... Zresztą długo był za czołową 3, miał dowieźć punkty, tylko wybór deszczówek pogrzebał sprawę ;/
Avatar użytkownika
Cendra
A6
 
Posty: 1179
Dołączył(a): niedziela, 24 kwi 2005, 15:09
Lokalizacja: Ciechanów/Warszawa


Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Kruk » poniedziałek, 27 sty 2020, 19:17

Ja to widzę tak. Przez większość rajdu był czwarty. W końcówce Lappi przyspieszył i w szybkim tempie zbliżał się do czwartej lokaty. Po zgruzowaniu samochodu przez Tanaka z całą pewnością miał doprowadzić drugi samochód w punktach. Zaryzykował z oponami jako jedyny wyjeżdżając na ostatnie cztery odcinki nie rozdzielone serwisem jak było w sobotę i piątek z pięcioma jednakowymi super miękkimi oponami. Domyślam się że liczył pewnie że będzie bardziej mokro, niż faktycznie było. Od szpiegów miał informację że miał być śnieg na trzynastym odcinku, którego nie było. Popełnił błąd z doborem opon jak sam o tym mówił. Po dwóch odcinkach miał "kompletnie zniszczone opony" i wiedział że są za miękkie i niedobre. Nie mając na co zamienić pozostało mu jedynie przejechać ostatnie dwa odcinki dużo wolniej licząc na to że to co mu zostało na felgach wytrzyma trzydzieści pięć kilometrów. Jaki koszt tego był wszyscy widzą w wynikach. Gdyby zaryzykował kompletnie bez sensu i pojechał pełnym ogniem to:
a) z braku przyczepności prawdopodobnie wyleciał by gdzieś po drodze i by nie skończył albo strata była by tak duża że Lappi przeskoczyłby go w wynikach
b) opona by rozsypała się a wymiana trwała by dłużej niż to co stracił jadąc wolniej
c) opona by rozsypała się a jadać dalej na feldze jechał by zdecydowanie wolniej niż wcześniej. Przy tak krętej trasie ciężko było by panować nad samochodem
W sytuacji w której się znalazł wybrał najmniejsze zło.
To córka mojego kolegi.
http://www.dlamartynki.com.pl/ Wszystkich ludzi dobrego serca prosimy o pomoc każdy grosz i wszelka inna pomoc to dla nas nadzieja.
KONTO:55 1690 0013 3068 0011 5720 0002 Dominet Bank z dopiskiem , dla Martyny.
Kruk
A6
 
Posty: 1964
Dołączył(a): sobota, 28 cze 2003, 09:06
Lokalizacja: Warszawa

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez DonCorrado » poniedziałek, 27 sty 2020, 20:07

Szwecje najpewniej odwołają, więc ani Loeb nie straci, ani Breen nie zyska 8)
Avatar użytkownika
DonCorrado
A6
 
Posty: 1217
Dołączył(a): wtorek, 12 cze 2007, 11:31

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Kruk » poniedziałek, 27 sty 2020, 20:47

Skoro organizator ma pomysły żeby polewać odcinki wodą byle tylko utrzymać lód i zimowe warunki. To pojadą. W najgorszej wersji będzie szutrowy Rajd Szwecji :lol: .
To córka mojego kolegi.
http://www.dlamartynki.com.pl/ Wszystkich ludzi dobrego serca prosimy o pomoc każdy grosz i wszelka inna pomoc to dla nas nadzieja.
KONTO:55 1690 0013 3068 0011 5720 0002 Dominet Bank z dopiskiem , dla Martyny.
Kruk
A6
 
Posty: 1964
Dołączył(a): sobota, 28 cze 2003, 09:06
Lokalizacja: Warszawa

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Aro90 » poniedziałek, 27 sty 2020, 23:55

Kruk napisał(a):Skoro organizator ma pomysły żeby polewać odcinki wodą byle tylko utrzymać lód i zimowe warunki. To pojadą. W najgorszej wersji będzie szutrowy Rajd Szwecji :lol: .

Jeśli będzie mróz, jeśli nie to rajd się nie odbędzie. Od dłuższego czasu na południu Szwecji temperatury dodatnie, śniegu brak. Organizatorzy obawiają się zniszczenia dróg. W tym roku bardzo słaba zima, odwołano prawie wszystkie zimowe rajdy w skandynawii oraz krajach bałtyckich. Najwyższy czas żeby przenieść rajd bardziej na północ
Aro90
N3
 
Posty: 392
Dołączył(a): niedziela, 11 kwi 2010, 13:41
Lokalizacja: Kraków

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Witcher1990 » wtorek, 28 sty 2020, 19:54

Loeb o decyzji opuszczenia Szwecji https://pl.motorsport.com/wrc/news/loeb ... tWnWX6IhU0

Przy okazji potwierdza się, że i20 nie jest proste w prowadzeniu na asfalcie. Ten sam problem ma Mikkelsen. Może auto jest skrojone pod Neuvilla, a może tylko on potrafi to ustawić bo zazwyczaj rozkręca się w sobotę i niedzielę. Problem jednak jest więc szkoda, że Andreas nie przeszedł do Forda. Tam mógłby zdobyć kilka fajnych wyników i wskoczyć do Toyoty po odejściu Ogiera, a tak wygrał słabo ale stabilnie i za kasę. Trudno trzeba uszanować, aczkolwiek szkoda bo ma potencjał na Mistrza.
Witcher1990
A6
 
Posty: 1461
Dołączył(a): wtorek, 31 lip 2012, 21:00

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Kruk » środa, 29 sty 2020, 14:44

Potencjał może i ma .... ale jak sezon będzie miał stracony analogicznie jak Paddon poprzedni albo JML obecny to w 2021 raczej znikome będzie miał szansę żeby ktoś wziął po uwagę jego osobę w kontekście potencjalnie zwalniającego się miejsca w Toyocie. Zgaduję, że właściwie nie będzie się nad czym zastanawiać, bo ... Ogier nie zrezygnuje po tym sezonie ze startów Toyotą :mrgreen: . Jedyną szansą, która pozostała jest ten hipotetyczny zespół B Hyundaia. Przez start w Szwecji Breen odpada z kolejki kandydatów do tego/tych fotela/foteli.
To córka mojego kolegi.
http://www.dlamartynki.com.pl/ Wszystkich ludzi dobrego serca prosimy o pomoc każdy grosz i wszelka inna pomoc to dla nas nadzieja.
KONTO:55 1690 0013 3068 0011 5720 0002 Dominet Bank z dopiskiem , dla Martyny.
Kruk
A6
 
Posty: 1964
Dołączył(a): sobota, 28 cze 2003, 09:06
Lokalizacja: Warszawa

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Witcher1990 » środa, 29 sty 2020, 21:01

Kruk napisał(a):Potencjał może i ma .... ale jak sezon będzie miał stracony analogicznie jak Paddon poprzedni albo JML obecny to w 2021 raczej znikome będzie miał szansę żeby ktoś wziął po uwagę jego osobę w kontekście potencjalnie zwalniającego się miejsca w Toyocie. Zgaduję, że właściwie nie będzie się nad czym zastanawiać, bo ... Ogier nie zrezygnuje po tym sezonie ze startów Toyotą :mrgreen: . Jedyną szansą, która pozostała jest ten hipotetyczny zespół B Hyundaia. Przez start w Szwecji Breen odpada z kolejki kandydatów do tego/tych fotela/foteli.

No właśnie, a gdyby poszedł do Forda i przypasowałoby mu auto to mógłby zrobić dobre wynik i przejść do Toyoty. W Hyundaiu niestety nie ma co liczyć, że będzie lepiej skoro to już kolejny sezon słabej jazdy
Witcher1990
A6
 
Posty: 1461
Dołączył(a): wtorek, 31 lip 2012, 21:00

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Mad Max » czwartek, 30 sty 2020, 16:10

Kruk napisał(a):Skoro organizator ma pomysły żeby polewać odcinki wodą byle tylko utrzymać lód i zimowe warunki. To pojadą. W najgorszej wersji będzie szutrowy Rajd Szwecji :lol: .
Nie będzie rajdu szutrowego bo właściele dróg na to nie pozwolą - będą polewać drogi wodą jak będzie na minusie - ostatnie doniesienia mówią że tak naprawdę zagrożone są odcinki sobotnie i Karlsztad
DonCorrado napisał(a):Szwecje najpewniej odwołają, więc ani Loeb nie straci, ani Breen nie zyska 8)
Nie licz na to...
https://www.facebook.com/photo.php?fbid ... 0N95&ifg=1
https://pl.motorsport.com/wrc/news/przy ... h/4677909/
Cendra napisał(a):Ciekawe czyja to decyzja, czy H chciał ich zastąpić czy Seb sam o to poprosił...
Decyzja Loeba
https://pl.motorsport.com/wrc/news/loeb ... i/4677648/
Avatar foto. by Marcin Kaliszka
Jest jedna rzecz dla której warto żyć - RAJDY!!! i nie zmienia się nic

http://www.modelowanie.fora.pl
Na warsztacie:

Obrazek Obrazek
Avatar użytkownika
Mad Max
S2000
 
Posty: 4513
Dołączył(a): poniedziałek, 16 paź 2006, 11:50
Lokalizacja: Celestynów/Warszawa

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Witcher1990 » czwartek, 30 sty 2020, 16:20

[
DonCorrado napisał(a):Szwecje najpewniej odwołają, więc ani Loeb nie straci, ani Breen nie zyska 8)
Nie licz na to...
https://www.facebook.com/photo.php?fbid ... 0N95&ifg=1
https://pl.motorsport.com/wrc/news/przy ... h/4677909/


W tym samym poście takie fotki
https://www.facebook.com/photo.php?fbid ... =3&theater
Witcher1990
A6
 
Posty: 1461
Dołączył(a): wtorek, 31 lip 2012, 21:00

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez Mad Max » czwartek, 30 sty 2020, 16:30

Avatar foto. by Marcin Kaliszka
Jest jedna rzecz dla której warto żyć - RAJDY!!! i nie zmienia się nic

http://www.modelowanie.fora.pl
Na warsztacie:

Obrazek Obrazek
Avatar użytkownika
Mad Max
S2000
 
Posty: 4513
Dołączył(a): poniedziałek, 16 paź 2006, 11:50
Lokalizacja: Celestynów/Warszawa

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez seal » niedziela, 23 sty 2022, 11:47

Jadąc klasykiem "Kto ogląda w 2022 roku"? :(
Avatar użytkownika
seal
A5
 
Posty: 791
Dołączył(a): sobota, 28 lip 2007, 14:22
Lokalizacja: Czasław

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez adamlen » niedziela, 23 sty 2022, 13:08

seal napisał(a):Jadąc klasykiem "Kto ogląda w 2022 roku"? :(


Ja...śledzę wyniki.
Ostatni odcinek będzie ciekawy.
"Nie wiedziałem co robić, więc jechałem szybko" - Robert Kubica po wygraniu pierwszego oesu Rajdu Monte Carlo 2014
Avatar użytkownika
adamlen
A6
 
Posty: 1232
Dołączył(a): sobota, 20 lis 2004, 21:09
Lokalizacja: Pogranicze trzech województw

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez seal » środa, 26 sty 2022, 23:24

Dziadki wracają w pełnej formie, nie można narzekać na monotonię :-)
Avatar użytkownika
seal
A5
 
Posty: 791
Dołączył(a): sobota, 28 lip 2007, 14:22
Lokalizacja: Czasław

Re: Monte Carlo 2020

Postprzez andrew88 » poniedziałek, 7 lut 2022, 22:36

Rekordowo długo to trwało, ale w końcu jest. Zapraszam na (może zbyt) długą relację z wyjazdu.

90. Rallye Automobile de Monte-Carlo 2022
W końcu, po ostatniej wizycie w 2017 roku, udało się ponownie być na tym rajdzie, ale droga do tego była kręta i wyboista. Jak co roku rzuciłem propozycję wyjazdu na Monte Carlo i tym razem trafiła ona na podatny grunt podczas Tor Modlin Rally Show. Wstępnie łącznie ze mną zainteresowane były trzy osoby. Później zainteresowanie zgłosiły jeszcze dwie, ale się wycofały.
Początkowo głównie brany pod uwagę był przelot do Nicei, ale nie było bezpośrednich lotów z Polski, Czech lub wschodnich Niemiec. Poza tym doszliśmy do wniosku, żeby jednak jechać samochodem, bo w razie np. odwołania rajdu nie bylibyśmy stratni na kosztach biletów lotniczych. Był 16 grudnia kiedy zacząłem poszukiwania czwartej osoby do składu, bo obawiałem się, że we trójkę wyjazd może nie dojść do skutku. Dość niespodziewanie kolega na testach Caisa usłyszał propozycję wyjazdu na Monte Carlo busem. Poprosiłem o podanie numeru telefonu do tego człowieka i wczesnym wieczorem odbyłem pierwszą rozmowę, która napawała optymizmem. Chłopak ten był już wcześniej na tym rajdzie i mając pojęcie jak to wygląda na miejscu zaproponował rezerwację 4 różnych noclegów. Tak żeby było blisko na oesy. Podobało mi się to i chciałem żeby z nami pojechał. Jeszcze w grudniu razem szukaliśmy i rezerwowaliśmy noclegi. Zadanie było ciężkie, bo wiele miejsc już było zajętych, a my dodatkowo chcieliśmy mieć możliwość bezpłatnej rezygnacji, ale coś tam udało się klepnąć. Czasami wiązało się to z brakiem pojedynczych łóżek.
Chyba na początku stycznia we Francji ogłoszono wprowadzenie nowych obostrzeń, które miały potrwać 3 tygodnie i kończyć się w tygodniu rajdowym. Dotyczyły m.in. ograniczenia ilości kibiców na otwartej przestrzeni do 5 tysięcy osób. Zaczynałem wątpić, że rajd będzie puszczony z udziałem kibiców. Jakąś iskierkę nadziei dawało niewprowadzenie godziny policyjnej. Ale mimo to coraz poważniej rozważałem alternatywny scenariusz w postaci wykupienia dostępu do AllLive i śledzenia Monte Carlo od czwartku do soboty, a w niedzielę wyjazd na Walimską Zimówkę. Codziennie śledziłem informacje czy kibice będą wpuszczeni na oesy, ale nic się nie pojawiało. W międzyczasie z drugim kolegą fotografem ustaliłem, że to on zajmie się wyborem miejscówek na rajd, bo ja już miałem trochę dość po szukaniu noclegów. Od tego kolegi padła też propozycja, że jeślibyśmy zostawali na noc z niedzieli na poniedziałek żeby się przespać, to możemy jeszcze coś pooglądać przed powrotem. Wybór padł na San Remo, gdzie udało się zarezerwować atrakcyjny nocleg. Niestety trzeba było z niego zrezygnować, bo do skorzystania potrzebne było posiadanie testu na covid nie starszego niż 24 godziny. W odwodzie pozostawała jeszcze Mentona, ale ostatecznie zapadła decyzja o powrocie tuż po rajdzie. Pojawiły się też onboardy z rajdu i po przejrzeniu pierwszych kilku km dwóch pierwszych piątkowych oesów pojawił się u mnie marazm, bo na nagraniach droga wyglądała tak, że z jednej strony była wysoka skarpa, a z drugiej przepaść zabezpieczona barierą.
Niespodziewanie około 2 tygodnie przed wyjazdem poproszono nas o rezygnację z drugiego noclegu, bo dwa łóżka miały być przeznaczone dla dzieci, a nie dorosłych. Znowu intensywne poszukiwanie zamiennika i udało się. Czasu do rajdu coraz bardziej ubywało, informacji o kibicach wciąż nie było, a trzeba było podjąć decyzję co z noclegami. Uzgodniliśmy, że nie rezygnujemy z rezerwacji, ale mieliśmy z tyłu głowy, że jeśli zmieni się sytuacja, to możemy nie pojechać. Był przeddzień wyjazdu, kiedy kolega fotograf sygnalizował, że może nie pojechać. Po krótkich konsultacjach uznaliśmy, że jeśli nie będzie mógł do nas dołączyć, to i tak jedziemy. Rankiem następnego dnia (we wtorek) było wiadomo, że jedziemy tylko we trójkę. Nie mieliśmy też zaplanowanych miejscówek, ale kolega, który dołączył do ekipy miał wziąć laptopa i miejsca mieliśmy typować już na miejscu. W długą podróż wyruszyliśmy po 17:00 z Wrocławia.

środa
Duży szacunek dla znajomego fotografa, który całą drogę pokonał sam, robiąc sobie tylko krótkie drzemki. Byłem pewien, że ktoś z nas będzie musiał prowadzić samochód. Ja jeśli mnie sen nie składał to nawigowałem. Kiedy byliśmy niedaleko celu i z autostrady zobaczyłem w dole San Remo, to jeszcze bardziej żałowałem, że nie będziemy się tu mogli zatrzymać na powrocie. Po długiej drodze około godziny trzynastej dotarliśmy do Monte Carlo. Byłem tu pierwszy raz, więc duże wrażenie robiły krajobrazy, budynki, port jachtowy, pomnik Juana Manuela Fangio i możliwość przejechania się fragmentami toru F1 (w ramach ciekawostki: na prostej start/meta normalnie jest zamontowany próg zwalniający, tunel nie zrobił na mnie należytego wrażenia,.bo akurat niefortunnie był w remoncie, mimo tego, że jechaliśmy pod prąd to wrażenie zrobił słynny nawrót Grand Hotel). Zaczęło się trochę niemiło, bo zostaliśmy zatrzymani przez policję, ale skończyło się bez konsekwencji. Pierwszą rajdówką Rally1, którą zobaczyliśmy był Yaris Takamoto Katsuty, ale przynajmniej dla mnie nie wywołał jakiegoś wrażenia wow. Starszy wyglądał atrakcyjniej. Następnie zaparkowaliśmy samochód i poszliśmy na serwis gdzie spotkaliśmy Kalle Rovanperę i Pettera Solberga, którzy podpisali koledze koszulkę. Nie podobało mi się to, że serwisy są tak odgrodzone i niedostępne dla kibiców. Zapewne wynikało to głównie z pandemii.
Później pojechaliśmy do Sospel żeby zakwaterować się na nocleg. Znajomy fotograf pytał jakie warunki zastaniemy na miejscu, a ja z rozbrajającą szczerością odpowiadałem, że nie wiem, bo po prostu nie pamiętałem dokładnie co rezerwowaliśmy w grudniu. Przez to dla mnie codzienne odkrywanie tego gdzie śpimy było swoistym jajkiem niespodzianką i dodatkową atrakcją wyjazdu.
Po zakwaterowaniu wróciliśmy do Monte Carlo, gdzie znajomy fotograf po uczestnictwie w briefingu bezpieczeństwa mógł odebrać kamizelkę. Kiedy na niego czekaliśmy to koledze na fladze podpisał się Oliver Solberg, dorwał on jeszcze Sébastiena Loeba i jego pilotkę, których namówił do wspólnego zdjęcia. Chciał zrobić zdjęcie przodu Yarisa z poziomu ulicy, ale dość emocjonalnie zabronił mu tego jeden z członków zespołu.
Wracając na nocleg miałem duże problemy ze złapaniem zasięgu, przez co niezamierzenie wjechaliśmy do Włoch i byliśmy kilka euro w plecy za bramki autostradowe. Na noclegu pomimo włączonych grzejników było przeraźliwie zimno. Zapoznałem się z media bookiem, który dostał znajomy i pojawiło się spore rozczarowanie, bo około 80% proponowanych miejsc to były nawroty. A miejsce wyznaczone dla mediów na odcinku testowym to meta lotna. Pożyczyłem od kolegi laptopa i na podstawie onboardu wytypowałem wstępnie miejscówkę na pierwszy piątkowy oes.

czwartek
Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną wizytę na odcinku testowym Sainte-Agnès / Peille oraz pierwszy oes Lucéram / Lantosque. Miał to być nasz najdłuższy dzień rajdowy pod względem trasy do przejechania i późnego powrotu na nocleg.
Nocleg opuściliśmy o godzinie 8, był lekki mróz. Na odcinek testowy w pewnym momencie prowadziła droga szutrowa, czego się nie spodziewałem, więc ulżyło mi kiedy dotarliśmy w pobliżu mety testowego, bo nie byłem pewien czy nie pomyliłem dojazdu.
Wiedząc o tym, że odcinek testowy ma być niedostępny dla kibiców traktowałem go jako bonus, więc nie nastawiałem się zbytnio na nagrywanie. Jak coś się uda podziałać to super, ale bez ciśnienia. Okazało się, że na trasę mogliśmy wejść i stanąć jedynie w taki sposób, że ze skarpy widzieliśmy metą lotną. Słabo, nawet nie wyciągałem kamery.
Przygotowując się do rajdu dostrzegłem na rallymaps, że do mniej więcej środka trasy prowadzi jakaś droga. Dostrzegłem ją ze skarpy i chciałem namówić kolegę żeby poszedł ze mną, bo samemu mi się nie chciało. Odmówił, więc po krótkiej chwili stwierdziłem, że idę sam, bo tu i tak nic nie podziałam, a tam może będzie szansa. Obawiałem się tylko czy nie za późno się na to zdecydowałem, bo testowy nie miał trwać długo. Moim celem było dotarcie do trasy przed 11:30 (czyli planowanym końcem testowego). Myślałem, że droga nie będzie daleka, ale myliłem się. Najpierw musiałem serpentynami zejść w dół do mostku, aby później kolejnymi serpentynami wspiąć się na podobną wysokość. Nieźle dało mi to w kość, a do tego raz wybrałem złą odnogę. Kiedy byłem już jeden poziom serpentyn od celu zobaczyłem kilku Francuzów, którzy dotarli tu quadami. Na chwilę stanąłem odpocząć i sprawdzić jaki widok stąd mają. Słaby, bo trasę było widać z odległości kilkuset metrów. Jedyny plus to taki, że dłuższy fragment. Dziwiłem się czemu nie poszli wyżej. Ja tak oczywiście zrobiłem. Widok tam był idealny, ale co z tego jak zaraz byłem wyganiany, że tu jest strefa no public. Próbowałem argumentować, że żeby tu dotrzeć musiałem przejść sporo drogi. Łudziłem się, że może pozwolą mi zostać, ale byli nieugięci. Zaproponowali, że mogę stanąć za taśmą. Tylko, że stamtąd nie było widać ani rajdówki ani trasy. Byłem wkurzony, bo kosztowało mnie to dużo wysiłku, a musiałem odejść z niczym. Jeszcze kawałek dalej próbowałem dostać się do trasy, ale było stromo i jedynie podrapałem prawie całą szerokość podudzia, więc irytacja tylko wzrosła. Żeby coś wyciągnąć z tej wędrówki wróciłem się do Francuzów, z którymi chwilę porozmawiałem i zrobiłem po co najmniej jednym nagraniu każdej z rajdówek. Teraz czekał mnie powrót w okolice mety lotnej. W dół schodziło się nieźle, ale kiedy przyszło pokonywać serpentyny pod górę lekko nie było i strasznie się dłużyło. Już myślałem, że to ostatnia serpentyna, a tu kolejna i kolejna. Jeszcze blisko u celu trochę pobłądziłem dodając sobie niepotrzebnego wysiłku, więc wchodząc na górę ostatkiem sił ledwo przekładałem nogi. Dobrze, że się nie spieszyliśmy do samochodu i mogłem usiąść, bo byłem mocno wypompowany. Mieliśmy zamiar zjechać z testowego poprzez dojazdówkę do mety stop, ale okazało się, że droga ma być zamknięta aż do 17:00, więc ponownie musieliśmy skorzystać z drogi szutrowej.
Teraz udaliśmy się do Valbergu - ośrodka narciarskiego, gdzie był zlokalizowany nasz kolejny nocleg. W drodze zmodyfikowaliśmy dojazd tak, że przejechaliśmy cały pierwszy piątkowy oes Roure / Beuil. Widzieliśmy kilka potencjalnie ciekawych miejsc, ale trzeba by było wjechać w oes przed jego zamknięciem. Dlatego zaproponowałem miejsce na spadaniu przed metą z przejazdem przez most. W Valbergu okazało się, że nasz hotel położony jest tuż przy mecie stop drugiego jutrzejszego odcinka - Guillaumes / Péone / Valberg. Pojechaliśmy jeszcze trochę pod prąd niego żeby zobaczyć jak tu wygląda sytuacja, ale jak dla mnie było słabo, bo albo były strome skarpy, albo nieatrakcyjny widok. Po zakwaterowaniu się w hotelu pierwsze miłe wrażenie - w pomieszczeniu było w końcu ciepło. Bardzo miła odmiana wobec Sospel. Szybko coś zjedliśmy i doprecyzowaliśmy plan na jutro. Bardzo nie chciałem robić oesu Guillaumes / Péone / Valberg mimo tego, że mieliśmy go pod nosem. Myślałem nad ostatnim w pętli Val-de-Chalvagne / Entrevaux, ale ostatecznie zostałem przekonany do pozostania na drugą pętlę na miejscu.
Skoro to już mieliśmy uzgodnione to mogliśmy ruszyć w ponad stukilometrową podróż na pierwszy oes rajdu - wieczorny Lucéram / Lantosque. Dobrze, że wyjechaliśmy przed planowaną godziną, bo czas dojazdu zaczął się niebezpieczne wydłużać i pokazywał dotarcie prawie na styk. Poszedłem na łatwiznę i wybrałem miejsce z dojazdem pod samą trasę. Widząc na nawigacji duży korek na drodze prowadzącej do odcinka poinformowałem fotografa i kolegę, że być może nie dojedziemy do końca i trzeba będzie sporo iść pieszo. Kiedy byliśmy już około 5 km od celu i zaczęły być widoczne zaparkowane samochody kibiców to byłem skłonny wysiąść z samochodu i rozpocząć szybki marsz w stronę oesu, bo nie myślałem, że uda się bliżej podjechać. Wiązałoby się to zapewne ze stratą kilku pierwszych rajdówek. Ja nie miałbym wystarczająco odwagi żeby jechać dalej i tu bym zaparkował, ale nie nasz kierowca. Dzięki niemu dotarliśmy i zaparkowaliśmy samochód około 350 m od celu, więc bardzo komfortowo. Członkowie ekipy trochę się podśmiewali, że mogli mnie zostawić prawie 5 km wcześniej. Idąc w stronę oesu podobnie jak podczas odcinka nocnego w 2017 roku spojrzałem w niebo i ponownie ujrzałem mnóstwo gwiazd. Piękny widok. Jak docieraliśmy do trasy to chyba dopiero jechała ostatnia zerówka, więc nic nie przegapiliśmy. Tylko jak jechał Ogier to jeszcze stałem tak sobie, bo wśród ciemności nie do końca wiedziałem którędy i jak będą jechać. A przy trasie mnóstwo kibiców, którzy palili ogniska, odpalali race i sztuczne ognie. Wszystko to tworzyło świetny klimat nocnego oesu. Najlepszą oprawę przejazdu miał Sebastien Loeb. Wspomnę jeszcze tylko, że temperatura była powyżej zera, więc na naszym fragmencie nawierzchnia była sucha. Zostaliśmy planowo mniej więcej do połowy stawki. Do hotelu w Valbergu dotarliśmy około północy.

piątek
Nie musieliśmy przesadnie wcześnie wstawać, bo do mety pierwszego oesu dnia - Roure / Beuil 1 mieliśmy do przejechania raptem kilka km, a do tego ruszał on o 9:14. Zaparkowaliśmy nieopodal zjazdu z mety stop. Jak szliśmy w stronę oesu to wydawało mi się, że widzę parkującego Colina Clarka, o czym nie omieszkałem poinformować kolegi. Ten przyglądnął się i zaproponował zakład, który ochoczo przyjąłem. Natychmiast przyszła weryfikacja mojego spostrzeżenia, kiedy kolega wprost powiedział do osób towarzyszących domniemanemu Clarkowi, że uważam, że w samochodzie siedzi znany reporter. Wywołało to wesołość wśród tych osób, co znaczyło, że przegrałem zakład. Już kiedy byliśmy na trasie odcinka kolega zaopatrzył się w okolicznościowe suweniry z logiem rajdu w postaci chociażby koszulki i szalika. Następnie udaliśmy się na wytypowaną do oglądania skarpę. Kusiło żeby stanąć jak najbliżej jezdni, tak jak stali już inni kibice. Wtedy prawdopodobnie miałbym idealnie czysty kadr do nagrywania. Ale nie przejechała jeszcze pani Michele Mouton - delegat ds. bezpieczeństwa, a spodziewałem się, że po jej przejeździe kibice będą musieli stanąć wyżej. Dlatego już zawczasu obrałem w miarę optymalne miejsce powyżej. Była zawodniczka przejechała i jednak kibice niżej nie zostali przestawieni.
Ze skarpy mieliśmy widok na szybkie zakręty na spadaniu po zacienionej nawierzchni do przejazdu przez most. Oglądając w środę onboard, kiedy odcinek był przejeżdżany po suchej nawierzchni być może jesienią widziałem, że dojazd do mostu może sprawiać problem i to właśnie na ten fragment najbardziej się nastawiałem. Przejechała ostatnia zerówka i nieco ją podbiło na moście, co wyglądało obiecująco. Jako pierwszy pojawił się Sebastien Ogier, był szybki, nawet za bardzo, bo uderzył tyłem Yarisa w barierę na zewnętrznej, ale bez większych konsekwencji pojechał dalej. Zdarzenie to udało się nagrać: https://youtu.be/CYwgTZqR2f8 Może trochę nieładnie myślałem, że kolejni zawodnicy będą mieli tu podobne przygody, ale praktycznie wszyscy jechali tu zdecydowanie wolniej. Gus Greensmith miał trochę problemów z właściwą linią wjazdu na most, bo na zakręcie poprzedzającym trochę go powiozło prosto. Niestety nie dojechał do nas Adrien Fourmaux, który miał wypadek na wcześniejszej części odcinka.
Podczas oczekiwania na kolejne przejazdy kolega dostrzegł, że nad nami stoi Gilles Panizzi. Kiedy francuski król asfaltów zbierał się do zejścia z trasy kolega szybko zrobił sobie z nim selfie.
Z WRC2 najodważniej partię na naszej miejscówce pokonywał Stephane Lefebvre, który jechał na granicy uślizgu. Ponadto agresywnie pojechali Francois Delecour w Alpine A110 i Marijan Griebel za kierownicą Corsy Rally4. Nie zostaliśmy na odcinku do końca, bo zeszliśmy kiedy zaczęły jechać Abarthy 124. Prawdę mówiąc załogi jechały coraz wolniej, więc oglądanie ich nie było przesadnie ekscytujące.
W oczekiwaniu na drugi przejazd oesu Guillaumes / Péone / Valberg, który miał nastąpić dopiero o 15:19 zrobiliśmy grilla w bocznej drodze, czym wzbudzaliśmy symaptyczne zainteresowanie przechadzających się osób.
W pewnym momencie kolega dostrzegł z oddali Formauxa, do którego natychmiast podbiegł i chwilę porozmawiał podnosząc go na duchu. A znajomy fotograf uwiecznił obu panów na zdjęciu. Można by powiedzieć, że kolejny zawodnik został upolowany.
Dokończyliśmy jeść i udaliśmy się pieszo w stronę mety drugiego oesu. Z wczorajszego krótkiego rozpoznania wiedziałem, że można stanąć na skarpie na wewnętrznej zakrętu, ale nie widziałem tego miejsca dla siebie. Zatem poszedłem dalej pod prąd odcinka, ale nie wyglądało to dobrze, bo z jednej strony był stromy spadek zabezpieczony barierą, a z drugiej stroma skarpa. Ale za kawałek znalazło się miejsce z którego było więcej widać, bo wyjście z lewego szerokiego zakrętu, następnie prawy i prostą. I wydawało się, że nawet nie trzeba wchodzić na skarpę. Kolega tak uczynił, ja też spróbowałem, ale odpuściłem kiedy zobaczyłem, że nie będzie to łatwe. Wiedziałem, że raczej tylko odsunąłem w czasie wejście, bo i tak będę musiał się pewnie znaleźć na skarpie żeby opuścić bezkolizyjnie oes w trakcie jego trwania. Ale na razie byłem na dole, prawie na wysokości jezdni, a obok mnie jeszcze kilku kibiców. Przejeżdżały kolejne samochody funkcyjne i wydawało się, że tak można stać. Kierowca jednej z zerówek nawet zatrzymał się i pokazał kciuk w górę. Dlatego bardzo byliśmy zdziwieni kiedy zza zakrętu wyłonił się safeciarz z poleceniem wejścia na skarpę. Francuscy kibice próbowali jeszcze rozmawiać z osobą z zabezpieczenia, ale bezskutecznie, więc wszyscy musieli wejść na skarpę. Ulokowałem się koło kolegi, ale jak zobaczyłem jak mało tu widzi to stwierdziłem, że pójdę w bok i wyżej. Wchodziłem coraz wyżej, bo szukałem w miarę łagodnego przejścia w bok. Generalnie to była chyba najgorsza skarpa, po której musiałem chodzić, biorąc pod uwagę wszystkie do tej pory zaliczone imprezy motorsportowe. Z powodu stromizny często trzeba było się przemieszczać przy podparciu rąk, bo nierzadko nogi się osuwały z podłoża. W pewnym momencie dotarłem do grupy kibiców i zacząłem się zsuwać. W pobliżu były drzewa, których bezskutecznie próbowałem się chwycić, ale były trochę za daleko. Pomogli wtedy kibice, którzy mnie przytrzymali. Przemieściłem się jeszcze bliżej skraju skarpy i miałem całkiem niezły widok. Planowałem stać podczas nagrywania, ale kiedy trochę noga się ześlizgnęła to stwierdziłem, że kosztem lepszego ujęcia wybieram poczucie bezpieczeństwa i usiadłem. Dla mnie miejsce szału nie robiło. Do tego nie nagrałem lub za późno nagrywałem m.in. przejazdy Lefebvre'a i Erica Camilliego. Przez cały rajd miałem problem z usłyszeniem, że nadjeżdżają ich C3 Rally2. Co ciekawe Yohana Rossela, również za kierownicą Citroena, słyszałem za każdym razem.
Z miejscówki zacząłem schodzić około 16:20, bo umówieni przy samochodzie byliśmy jak dobrze pamiętam około 16:40. Ponownie przemieszczanie się skarpą przysporzyło sporo trudności. Mam nadzieję, że już więcej nie będę musiał się przemieszczać w takim terenie, bo nie czuję się w tym pewnie. Po jakimś czasie wszedłem na górę, gdzie było już na szczęście płasko. Mimo pokonania stosunkowo niewielkiej odległości (około kilkuset metrów), to czułem nogi. Dotarłem w pobliże mety lotnej, wykonałem jeszcze ze dwa nagrania. A następnie zapytałem safeciarza jak mogę zejść z oesu. Dostałem informację, że mam wejść pomiędzy budynki i tam będzie przejście. Tak zrobiłem, ale co dalej? Nie widziałem żadnego przejścia. Chwilę się zastanawiałem czy nie przebiec szybko trasą po mecie lotnej, ale zobaczyłem kibiców wchodzących pomiędzy budynki, więc miałem zamiar podążyć za nimi, ale gdzieś zniknęli. Uważniej przyjrzałem się otoczeniu i dostrzegłem stare, zniszczone betonowe schody przysypane liśćmi, po których mogłem wejść na górę. Później jeszcze kolejne schody już zdecydowanie lepiej widoczne, następnie skarpą na górę żeby schodami na dół i już było prosto. M.in. przez niemożność znalezienia pierwszych schodów spóźniłem się na umówioną godzinę. Myślałem, że może nie będę ostatni, ale reszta ekipy już czekała w samochodzie.
Teraz czekała nas, jeśli dobrze pamiętam, około dwugodzinna podróż na kolejny nocleg do miasta Riez. Droga była dosyć zatłoczona, bo stanowiła alternatywny przejazd dla trasy prowadzącej pierwszym oesem, a do tego stanowiła dojazdówkę do odcinka kończącego pętlę, więc jechaliśmy w towarzystwie niemałej ilości rajdówek. Musieliśmy przejechać przez Entrevaux, gdzie niefortunnie znajdowały się start i meta oesu. Był to doskonały przepis na stworzenie korka, w którym musieliśmy spędzić około pół godziny, jeśli nie więcej. Do Riez dotarliśmy chyba około 19:00. Przed naszym noclegiem znajdowały się idealne miejsca do parkowania, ale zostaliśmy poinformowani przez gospodarza naszego noclegu, aby tu nie zostawiać samochodu, bo jutro na tym placu będzie organizowany lokalny targ. Na szczęście parking alternatywny był zlokalizowany niewiele dalej. Na noclegu zaskoczył mnie duży metraż - pod względem ilości miejsca było bardzo komfortowo. Stanowiło to też mankament, bo duże pomieszczenia trudno było nagrzać.
Zjedliśmy kolację i zasiedliśmy do planowania kolejnego dnia. Mimo tego, że mieliśmy bardzo blisko do startu drugiego oesu w pętli - Saint-Jeannet / Malijai (około pół godziny dojazdu), to bardzo chciałem być na kończącym pętlę - Saint-Geniez / Thoard. Głównie dlatego, że praktycznie dawał on gwarancję zimowych warunków, czyli tego czego jeszcze w pełni nie uświadczyłem w przeszłości. Zaczęło się odczytywanie z przewodnika rajdowego dojazdów do miejsc przeznaczonych dla kibiców i chyba wszystkie prowadziły oesem, więc trzeba by było wjechać przed zamknięciem drogi. To może jeszcze byśmy mogli zrobić, ale później musielibyśmy pewnie długo czekać na otwarcie drogi, czego niezbyt chcieliśmy. Dodatkowo przeciwko temu oesowi przemawiał spory czas dojazdu - ponad godzinę. Próbowałem coś jeszcze patrzeć pod kątem dojazdu od startu i mety, ale ostatecznie się poddałem. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się być na tym odcinku.
Trochę zrezygnowany włączyłem onboard najbliższego nam oesu i to co zobaczyłem sprawiało, że coraz mniej żałowałem porzucenia wyprawy na zimowy odcinek. Trasa wyglądała na szybką, położoną w dość nizinnym terenie (tu wspomnę, że bardzo mi się podobało w przewodniku dla kibiców umieszczenie profilu wysokościowego trasy, ale za to brakowało map poszczególnych etapów i całego rajdu), z możliwym bezkolizyjnym przemieszczaniem się wzdłuż odcinka - co bardzo lubię. Do tego niedługo po starcie było przejście przez możliwe dobicie, a następnie szczyty mogące być hopami. Ustaliliśmy, że jeśli nam się spodoba i będziemy widzieli potencjał na kilka miejscówek, to zostajemy w tym miejscu na drugi przejazd. Ewentualnie zejdziemy do samochodu pomiędzy pętlami.

sobota
Ponownie dzięki odpowiedniemu wyborze pierwszego oesu do zobaczenia mogliśmy dłużej pospać. Tak samo jak przez cały rajd przywitała nas słoneczna pogoda. Szybko i bezproblemowo dotarliśmy od strony startu na oes Saint-Jeannet / Malijai. Kiedy wchodziliśmy na trasę do inspekcji szykowała się Michele Mouton. Teren przy odcinku był bajecznie komfortowy do przemieszczania się względem wczorajszego ostatniego oesu. Nastawiłem się na nagrywanie potencjalnego dobicia od przodu i później ciągnięcie rajdówki przez szczyt, który mógł okazać się hopą. Przejechał jeden z samochodów funkcyjnych i dobicie wyglądało całkiem obiecująco. Ale kiedy ruszyły rajdówki, to już nie było tak fajnie, bo zawieszenie wybierało nierówności. Za to szczyt okazał się całkiem niezłą hopą, po której był kolejny mniejszy skok. Na większość Rally1 stałem w pierwotnym miejscu, ale później przeniosłem się tak żeby głównie widzieć obie hopy. Swoją drogą Monte Carlo i hopy to dla mnie mocno niecodzienne, aczkolwiek atrakcyjne połączenie. Kolega ulokował się na dobiciu, więc kiedy kończył się przejazd to do niego wróciłem. Zostaliśmy bez ruszania się z miejsca na kolejny przejazd. Nie potrzebowaliśmy schodzić do samochodu, bo mieliśmy ze sobą jedzenie i picie. Do tego była piękna słoneczna pogoda, więc usiedliśmy i w oczekiwaniu na kolejny przejazd patrzyliśmy jaka impreza rozgorzała u Francuzów. Było fajnie pozytywnie. Kolega zaproponował żeby się przejść wzdłuż trasy i zobaczyć co jest dalej. Podobała mi się ta propozycja, bo miałem zamiar zagłębiać się w odcinek. Niestety ostatecznie nie poszliśmy.
Na drugi przejazd ustawiłem się tak żeby hopy widzieć bardziej od przodu. Jeden z bardziej widowiskowych przejazdów - Sebastien Loeb w akcji: https://youtu.be/5uiz0x7_Fqg Ponieważ nie wiedziałem co jest z prądem odcinka kurczowo trzymałem się hop podczas przejazdu czołowych zawodników. Przemieszczanie się dopiero rozpocząłem gdy zaczęły jechać załogi WRC2. W niewielkiej odległości znalazłem fajną partię - przejazd przez nierówność (na której jeśli zawodnicy nie zwalniali to była hopą i nierówność była przeskakiwana), a następnie szybki lewy do prawego z cięciem i wyciągniętym syfem. Teraz żałowałem, że tak byłem przyklejony do tych hop, bo fajnie by tu było zobaczyć w akcji Rally1. Szkoda, że w przerwie nie poszliśmy z kolegą na rekonesans trasy. Czołówka WRC2 skakała, ale później kolejni zawodnicy dysponujący Rally2 już zdecydowanie wolniej przejeżdżali nierówność. Dymiącą Fabią Rally2 wolno przejechał Marco Bulacia. Fajnie na tej części odcinka oglądało się m.in. załogi startujące Alpinami, bo ich kierowcy mieli co robić za kierownicami. Widowiskowo wyglądały przejazdy Raphaela Astiera (szybkość wizualną potwierdzały rezultaty osiągane na oesach) i Francoisa Delecoura, któremu uciekł trochę tył Alpiny po nierównościach. Nim wszystkie rajdówki przejechały to już schodziliśmy do samochodu. Ostatnią startującą załogę chyba widzieliśmy na starcie.
Znowu czekała nas długa około dwugodzinna podróż na kolejny nocleg. Ale po drodze całkowicie przypadkowo trafiliśmy na punkt tankowania w mieście Mézel, gdzie jeszcze mogliśmy zobaczyć Olivera Solberga, Gusa Greensmitha, Thierrego Neuville'a, Sébastiena Loeba, jego imiennika Ogiera, Takamoto Katsutę i Andreasa Mikkelsen. Pierwszy raz mogliśmy też pooglądać z takiego bliska rajdówki Rally1. Punkt tankowania budził spore zainteresowanie wśród kibiców. Jedni nawet zatrzymali się na środku drogi i już ich pasażerowie wychodzili z samochodu. Wczesnym wieczorem dotarliśmy do Tourrettes-sur-Loup.
Przyszła pora na odkrycie kolejnego jajka niespodzianki. Pamiętałem tylko, że nasz budynek miał być drewniany. Wchodzimy do środka, a tuż przy drzwiach łóżka - w przedpokoju? Okazało się, że naszym miejscem noclegu miała być przyczepa taki barakowóz. O dziwo w środku było ciepło i mieliśmy do dyspozycji wszystkie potrzebne udogodnienia. Tylko było ciasno przy stole, więc 3 osoby naraz raczej nie mogły siedzieć i wszystko (oprócz łazienki) mieściło się w jednym pomieszczeniu. Z tego powodu żeby nie przeszkadzać kierowcy w spokojnym śnie, to musieliśmy z kolegą siedzieć na zewnątrz jak chcieliśmy jeszcze porozmawiać. Kolega żartował, że był z tego taki plus, że nie trzeba było lodu, bo sam się z czasem robił na powierzchni napitku.
Byłem pewien, że nasz nocleg jest raptem kilkanaście minut od pierwszego niedzielnego oesu. Już nawet dzień wcześniej wytypowałem nam pierwszą potencjalną miejscówkę na jutro. Jakie było moje zdziwienie, kiedy nawigacja pokazała ponad godzinę dojazdu w to miejsce. Tego się absolutnie nie spodziewałem. Już nie pamiętam jak to było z szukaniem tego noclegu w grudniu. Może nie było nic bliżej oesów i dlatego wzięliśmy to?
Po tym jak zakomunikowałem czas dojazdu padła propozycja kierowcy żeby dłużej pospać przed podróżą powrotną i robić tylko ostatni oes rajdu - Briançonnet / Entrevaux, po nim podium przy mecie odcinka i od razu powrót do Polski. Można się domyślić, że nie podobało mi się to, ale nie oponowałem, bo chodziło o nasz bezpieczny powrót, a do tego lepiej jak kierowca jest wypoczęty. Zobaczyliśmy, że w Puget-Théniers, koło Entrevaux (gdzie mieliśmy plan jechać, bo tam miało być zlokalizowane podium) jest zaplanowany punkt tankowania, a, że i tak mieliśmy tamtędy przejeżdżać to postanowiliśmy, że wyjedziemy trochę wcześniej i tam spróbujemy jeszcze załogi połapać.

niedziela
Kiedy wstaliśmy zobaczyliśmy z okna naszej przyczepy udomowione kaczki. A jak wyszliśmy na zewnątrz to okazało się, że są jeszcze kury. Przyglądnęliśmy się przyczepie i rzeczywiście wyglądała podobnie jak barakowóz, bo nawet stała na kołach. Ale wracając do wydarzeń rajdowych, to zgodnie z planem wyjechaliśmy wcześniej i w drodze do Entrevaux zatrzymaliśmy się na punkcie tankowania w Puget-Théniers. Tu zastaliśmy Gusa Greensmitha, Kallego Rovanperę, Craiga Breena, Sebastienów Ogiera i Loeba, Andreasa Mikkelsena i Erika Caisa. Kolega zawołał młodego Czecha, ten podbiegł i przybił z nim piątkę.
Po tym udaliśmy się już w okolice mety ostatniego oesu rajdu - Briançonnet / Entrevaux 2. Znaleźć miejsce do zaparkowania było nie lada wyzwaniem, bo zjechało się tu mnóstwo kibiców, ale udało się, bo akurat trafiliśmy na kogoś, kto wyjeżdżał. Idąc od samochodu spotkaliśmy Polaka, od którego dowiedzieliśmy się, że jedzie z ekipą w środek odcinka, bo tu można było oglądać rajdówki jedynie z daleka. My nie mogliśmy sobie na to pozwolić, bo żeby uniknąć późniejszej wizyty na mecie w Monte Carlo, to znajomy fotograf chciał zrobić zdjęcia podium przy mecie odcinka. Próbowaliśmy z kolegą wejść na trasę od strony zjazdu z mety stop, ale chyba było mniej niż pół godziny do startu oesu, bo nie zostaliśmy wpuszczeni. Podczas tego rajdu była taka zasada, że do pół godziny przed startem jeszcze można było wejść na trasę. Wyglądało to słabo, kolega odpuścił dostanie się na oes, ale nie ja. No bo jak to ostatni oes rajdu i w dodatku tylko jedyny dzisiaj i mam nie zobaczyć rajdówek na odcinku?! Zatem zaraz zaczęło się poszukiwanie alternatywnego przejścia. Znaleźliśmy drogą prowadzącą na skarpę, skąd było widać w dole drogę. Myślałem, że tędy będą jechać rajdówki o co pytałem obecnych kibiców. Dostałem odpowiedź, że nie i wskazano mi drogę na skarpie po drugiej stronie. Było daleko i pod słońce, więc słabo. Dostrzegłem jeszcze ludzi idących w dole w stronę mety lotnej. Ponownie próbowałem się dowiedzieć od kibiców jak trafić na most wiodący w stronę trasy, ale trudno było znaleźć kogoś mówiącego po angielsku. W końcu jakiś Włoch zaproponował pomoc przy użyciu tłumacza na telefonie, więc sobie porozmawialiśmy po angielsko-włosku. Nic mi to nie dało, a do tego tłumacz odbierał mój most jako plażę, więc machnąłem ręką i dziękując za chęć pomocy odpuściłem temat. W oczekiwaniu na start byliśmy jeszcze świadkami zabawnego zdarzenia jak chłopak trafił korkiem od szampana kogoś w głowę. W międzyczasie kolega doniósł, że Sebastien Ogier poniósł dotkliwą stratę czasową wskutek przebicia opony i nowym liderem został Loeb. Już wydawało się, że losy zwycięstwa są przesądzone, a tu proszę taka niespodzianka i jeszcze możliwa walka aż do końca. Fajnie.
Oes ruszył, ale widok był bez szału, a do tego miało się wrażenie, że część załóg bardzo odpuszczało zjazd do mety - może było tam ślisko? Coś ponagrywałem, ale bez rewelacji. Szkoda takiego zakończenia rajdu. Do mety dotarł Sebastien Loeb i na skarpie wśród grupy kilkudziesięciu kibiców pojawiły się oklaski. Również byłem zadowolony z jego zwycięstwa, bo lubię tego zawodnika, a do tego życzę jak najlepiej M-Sportowi, który chyba dysponuje najmniejszym budżetem z zespołów fabrycznych. Choć muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego. No bo jak zaraz po powrocie z Dakaru, praktycznie bez odpoczynku wsiąść za kierownicę zupełnie innego pojazdu i wygrać z kierowcami przygotowującymi się do tego startu od dłuższego czasu. Chapeau bas.
Trochę na pocieszenie nagrałem jeszcze z oddali ceremonię podium (ale nie wyszło to zbyt dobrze, bo dźwięk skutecznie zakłócał wiszący śmigłowiec), a później wyjazd czołowej trójki na drogę główną wśród szpaleru kibiców. Ale niedosyt trochę pozostał.
Około 14:00 opuściliśmy Entrevaux. Chyba około 7:00 następnego dnia wjechaliśmy do Polski. Kierowca znowu całą niełatwą trasę pokonał sam, za co ponownie należy się duże uznanie. Po powrocie ze słonecznej Francji w Polsce można było nabawić się depresji widząc tą szarość za oknem. Oby do przyszłego roku...

Podsumowując bardzo się cieszę, że tak z grubej rury można było rozpocząć sezon (tym bardziej, że w przeddzień wyjazdu zawisł on na bardzo cienkim włosku) i do tego znowu na premierę nowych rajdówek. Pogoda dopisała, choć trochę pozostaje niedosyt z powodu nie zobaczenia zimowych warunków na trasie. Mimo, że rajd jest chyba jednym z najcięższych dla kibica, to bez wątpienia znajduje się na podium moich ulubionych imprez. Jak dla mnie mógłbym tu co roku rozpoczynać sezon. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też to się uda :)
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Poprzednia strona

Powrót do Mistrzostwa Świata

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości