Relacje z imprez okiem kibica

Tematy trochę mniej związane z motoryzacją, jednak to forum nie służy do nabijania postów. Proszę zapoznać się z regulaminem na forum ogólnym.

Moderator: SebaSTI

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » wtorek, 26 paź 2021, 23:03

3. Rally Hungary 2021
Kiedy podczas pierwszej edycji rajdu zobaczyłem w relacji na Eurosporcie jak blisko Polski położona jest baza rajdu, to stwierdziłem, że można by się kiedyś spróbować wybrać na Węgry. Zgadałem się z kolegą fotografem w zeszłym roku, ale wyjazd uniemożliwiła pandemia. W tym roku ten sam kolega wyjazd uzależniał od przyznania akredytacji. Były problemy ze złożeniem wniosku, więc koledze udało się to dopiero po kontakcie z organizatorem w niedzielę - tydzień przed rajdem. Jeszcze nie było 100℅ pewne, że jedziemy. Wiedzieliśmy to dopiero we wtorek, a wyjazd był planowany na czwartek rano. Myślałem, że nocleg już mamy ogarnięty, więc kiedy zadzwoniłem do kolegi we wtorkowy wieczór to pytałem o tym jakie warunki będziemy mieć. W odpowiedzi usłyszałem, że noclegu jeszcze nie ma i czy mógłbym się tym zająć. Trochę późno, ale zaraz znalazłem coś budżetowego. Przyszło potwierdzenie rezerwacji i jakaś wiadomość po węgiersku. Myślałem, że to powitanie, więc jej nie tłumaczyłem.
Zrobiłem to rano następnego dnia. Okazało się, że to prośba o odwołanie noclegu. Super. Odwołałem i znalazłem coś innego. Znowu przyszło potwierdzenie rezerwacji i po chwili informacja o tym żeby odwołać, bo ktoś chwilę wcześniej zarezerwował. Trzecia rezerwacja już zakończyła się sukcesem, ale niestety była bardziej oddalona od oesów. Kiedy już mieliśmy nocleg klepnięty, to zdążyłem jeszcze ze zniżką 5 euro kupić karnet na rajd. Na skrzynkę przyszedł voucher z kodem QR, na podstawie którego już na Węgrzech miałem odebrać rally pass. Nie kupowałem wejściówki na pierwszy oes, która kosztowała tyle co karnet na cały rajd. Wolałem ewentualnie poczekać w samochodzie niż tyle płacić za jeden oes.

Wyjazd zaplanowany był na 6:00 z Bielska-Białej, więc musiałem wyjechać o nieludzkiej porze - 3:30 (i tak nim się ogarnąłem to była 3:45). Dlatego jechaliśmy tak wcześnie, bo mieliśmy zamiar jeszcze przejechać niektóre oesy. I tak przejechaliśmy sobotni Mad - Disznoko, którego trasa prowadziła w całości po winnicach. Następnie pojechaliśmy po odbiór kamizelki przez znajomego. Wróciliśmy się i przejechaliśmy jeszcze fragment innego sobotniego oesu i cały jeden z niedzielnych. Ten ostatni już po zmroku, więc mało co było widać.
Teraz czekało nas odnalezienie noclegu, co okazało się niełatwym zadaniem. Do tej pory wyznaczając dojazd korzystałem z aplikacji Booking i zazwyczaj bezproblemowo trafiliśmy na miejsce. Tym razem doprowadziło nas to do linii kolejowej w szczerym polu. Po zadzwonieniu na nocleg kobieta niezbyt potrafiła nam wskazać gdzie mamy się skierować. Po wyszukaniu noclegu w nawigacji nie znalazło go, tylko coś z trochę podobną nazwą. Pojechaliśmy tam i okazało się to właściwym miejscem. Jeszcze mieliśmy przygody z wejściem do budynku i trafieniem do właściwego pokoju, bo ten, który miał być nasz był zajęty rzez kogoś innego.

piątek
Mogliśmy pospać dłużej, bo odcinek testowy/kwalifikacyjny Napkor ruszał dopiero o 12:30. Przywitała nas słoneczna pogoda i brak wiatru, co było miłą odmianą względem wczorajszego dnia. Pojechaliśmy na serwis. Tu było trochę wietrznie. Pokręciliśmy się trochę przy stanowiskach m.in. Ostberga, Gryazina, Marczyka. Ja poszedłem poszukać miejsca, gdzie będę mógł zrealizować voucher na karnet, ale bezskutecznie. Za to widziałem startujące w Mistrzostwach Węgier m.in. BMW Z4M czy Poloneza. Wypatrzyłem chłopaka, który miał zawieszkę rajdową. Zapytałem go czy to karnet. Okazało się, że tak, uzyskałem też informację, że mogę go odebrać w biurze podróży w centrum miasta. W drodze na testowy udało się odebrać rally pass, chociaż jeszcze go nie potrzebowałem, bo wejście na shakedown było bezpłatne. Przez to dotarliśmy na testowy na styk, a jeszcze był kawałek do przejścia na miejscówkę - fragment szutrowy. Dobrze, że znajomy był na tym rajdzie w 2019 roku, to znał bezkolizyjne dojście. Jednak kiedy tam dotarliśmy szutru nie było widać. Znajomy dowiedział się od safeciarza, że trzeba pójść jeszcze 5 minut z prądem odcinka. Ale tam też szutru nie było. Co gorsza zaczęły jeździć rajdówki, a my byliśmy w niezbyt atrakcyjnym miejscu, przynajmniej pod kamerę. Szeroko pojechał tu Mikkelsen wzniecając chmury kurzu. Dodam, że spotkałem tu Kamila z Rajdowego Tygodnia. Wcześniej miałem okazję go poznać na odcinku testowym w Chorwacji.
Dowiedzieliśmy się, że szuter jest, ale znacznie wcześniej. Rozpoczęliśmy dojście do niego, a podczas niego niestety straciliśmy kilka przejazdów. Nim dotarłem do łącznika o luźnej nawierzchni, to moją uwagę przykuł zakręt od którego wchodziliśmy. Rajdówki wychodziły tu dosyć szeroko wzniecając kurz. Pomimo tego, że był tu ogranicznik cięcia, to na drodze pojawiało się coraz więcej syfu. Przyznam nieładnie myślałem, że ktoś opuści w tym miejscu drogę. Znowu agresywnie przejechał tu Mikkelsen. Nagrywając dojazd do tego miejsca z oddali widziałem kolejne kłęby kurzu. Okazało się, że tam jest wyjście na asfalt z łącznika szutrowego. Niektórzy kierowcy wyjeżdżali tu bardzo szeroko, co wyglądało dość widowiskowo. Ponagrywałem wyjście z łącznika od wewnętrznej i zewnętrznej. Szerokimi bokami ku uciesze kibiców popisywali się Tibor Erdi i Andras Hadik. W pewnym momencie na trasie pojawiły się służby ratunkowe. Okazało się, że drogę po zasyfionym zakręcie opuścił Ken Torn. Na szczęście z załogą było ok.
Na przejazd kwalifikacyjny stanąłem tak, że widziałem cały krótki łącznik szutrowy i od tyłu wejście na asfalt. Tu jeden z efektowniejszych przejazdów z tego miejsca: https://youtu.be/JcriHwSDscM Bardzo często wejście było zasłaniane przez wzniecany kurz, ale chcąc mieć inne ujęcie nie zmieniałem pozycji. W stawce zabrakło Torna. Trochę zaskakujące dla mnie było kiedy po przejeździe stawki ERC z oesu zeszło gdzieś 4/5 osób, podczas gdy testowy miał jeszcze trwać. My zostaliśmy jeszcze około pół godziny, ale już szału nie było, bo jeździła tylko jakaś Fabia Rally2, Fiesta Rally4 i 208 R2.
Następnie udaliśmy się do centrum miasta na ceremonię startu. Tam naszą uwagę przyciągnęły ustawione niedaleko rampy rallycrossowe Suzuki Swifty. Kolegę zainteresowały kaski w klasycznych malowaniach F1, bodajże z wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Ja zwróciłem uwagę na to, że przebywający tam kierowca miał na sobie czapkę z orzełkiem. Wywiązała się więc rozmowa, z której dowiedzieliśmy się, że kierowca startuje samochodem w wersji hybrydowej. W tym roku tylko na Węgrzech, ale w przyszłym, po podkręceniu samochodu zimą, chce wystartować m.in. w Polsce (podejrzewam, że na Słomczynie), Czechach.
Jeszcze trochę czasu poczekaliśmy na pojawienie się rajdówek. Okazało się, że pojawiają się w odwróconej kolejności. Wobec tego skierowaliśmy się w stronę superoesu w formie wyścigu równoległego na torze kartingowym. Po drodze jeszcze zaliczyliśmy dwa sklepy, skoro wiedzieliśmy, że pierwszy oes jest jechany w odwróconej kolejności. Nie kupowałem wejściówki na ten odcinek, więc liczyłem się z tym, że być może zostanę w samochodzie i będę czekał aż znajomy zejdzie z oesu. Dla mediów był wydzielony osobny parking tuż przy odcinku, więc okazało się, że mogłem też na niego wejść. Fajnie, taki prezencik od znajomego o wartości 15 euro :) Nie oddalałem się mocno od samochodu, tylko wszedłem na skarpę zaraz obok. Ponownie spotkałem Kamila, więc trochę udało się porozmawiać na tematy rajdowe przekrzykując spikera i muzykę. Coś ponagrywałem, ale często kamera traciła ostrość, więc około połowa ujęć jakoś wyszła. Ale, że ten oes był niespodziewanym bonusem to nie miałem jakichś wielkich oczekiwań wobec niego. Może mogłem pójść poszukać innych miejsc, gdzie kamera tak by nie wariowała, ale stałem w tym samym miejscu dla celów towarzyskich. Z rzeczy wartych odnotowania to spin Cartiera: https://youtu.be/W3EjOx_3JsU i brak Nila Solansa na starcie, przez co Efren Llarena jechał bez pary. Zostaliśmy chyba jeszcze na dwa przejazdy po stawce ERC i zwinęliśmy się na nocleg.
Złożony film z piątku: https://youtu.be/b1GRf9u-LOs

sobota
Wyjazd o godzinie 6:30. Ale kiedy znajomy sprawdził w samochodzie czas dojazdu na pierwszy oes, to okazało się, że jest za późno. Daliśmy ciała, że nie sprawdziliśmy wczoraj czasu dojazdu, tylko polegaliśmy na tym, co nam się wydawało. Szkoda konieczności odpuszczenia tego odcinka, bo znajomemu słońce miało pasować pod zdjęcia, a ja liczyłem na zobaczenie jeszcze pełnej stawki zawodników. W tym układzie kierowaliśmy się na planowany na później oes w winnicach Mad - Disznoko. Był on trzeci w pętli, więc trochę obawiałem się czy wszyscy do nas dojadą. Moje obawy okazały się słuszne, bo ponownie z powodu awarii wycofał się Nil Solans. Znajomy znał oes sprzed dwóch lat, a dodatkowo objechaliśmy go w czwartek, więc doszliśmy do sprawdzonego miejsca - szybkich cięć i lewego długiego łuku. Jeszcze przed startem tego odcinka mocno zastanawialiśmy się co robić z drugą pętlą, bo początkowy plan zakładał robienie pierwszego oesu i ewentualny powrót na trzeci na drugą część stawki. Ostatecznie wobec opóźnienia pętli o 22 minuty zostałem racjonalnie przekonany, że wyprawa na pierwszy oes w pętli jest ryzykowna. Powstał też plan przeniesienia się na inne miejsce - zakręt z cięciem po wyrypie na przejazd zawodników z Mistrzostw Węgier.
Wracając do oesu w winnicach, to miejscówka niezbyt do mnie przemawiała. Zmieniłem zdanie kiedy przejechały bodajże cztery zera, bo wyglądało to dosyć obiecująco. Pierwszy pojawił się Miko Marczyk i szału nie było, ale ok kolejny miał być Gryazin i to Rosjanin miał być lepszym wyznacznikiem widowiskowości miejscówki. Jednak tu też rewelacji nadzwyczajnych nie było. Solidne miejsce, ale bez fajerwerków. Niestety kiedy miał jechać Frigyes Turan w jednym z dwóch Polo, to akurat zadzwonili z noclegu i nie nagrałem tego przejazdu. Trochę mięsa poleciało pod nosem. Z rzeczy wartych odnotowania z tego miejsca to zaskakująco odważnie jadące ośki i gorętszy moment jednej z nich, a mianowicie 208 Rally4 Alejandro Cachona. Hiszpanowi uciekł tył na pobocze w długim zakręcie, ale bez konsekwencji. W dalszej części odcinka, w miejscu dokąd miałem później iść, zatrzymał się kierujący Fiestą Rally3 Zoltán László. Co zaskakujące spowodowało to przerwę. Kiedy wznowiono przejazdy pojechało niewiele rajdówek i na trasie pojawił się funkcyjny pickup, a za nim karetka. Teraz przerwa trwała tak długo, że myśleliśmy, że oes zostanie odwołany żeby jeszcze bardziej nie rozwalać harmonogramu. Jednak odcinek został wznowiony.
Zostałem na jeszcze kilka przejazdów i rozpocząłem wędrówkę w stronę zakrętu z cięciem po wyrypie, bo chciałem tam dotrzeć na Rally2/R5 z Mistrzostw Węgier. Ale kiedy próbowałem tam dojść to zwątpiłem, bo obawiałem się jakiejś przeszkody niemożliwej do sforsowania. Widziałem wcześniej bliżej fragment oesu, więc poszedłem na łatwiznę i tam się skierowałem. Był to lewy zakręt po stromym zjeździe po płytach betonowych (o zgrozo w tym miejscu na wypadkowej stali kibice, odważnie, teraz nie dziwię się słowom Ostberga o kibicach stojących w niebezpiecznych miejscach). Miało się wrażenie jakby rajdówka jechała w rynnie. Kiedy zobaczyłem jak to miejsce pokonały dwa pucharowe Clio, to już wiedziałem, że tu zostaję, tylko stanę z widokiem na przód. Miejsce było grube, bo niektórzy kierowcy szeroko wypuszczali rajdówki, a później jeszcze po napędzeniu następowało szybkie i widowiskowe cięcie. Najbardziej efektownie pojechała załoga BMW Z4, która uderzyła w ogranicznik cięcia: https://youtu.be/ya2LqEIwfL4 Cieszę się, że trafiłem w to miejsce zamiast planowanego.
Wcześniej ze znajomym umówiłem się, że po zakończeniu tego przejazdu schodzimy w stronę samochodu, może coś zjemy i pójdziemy razem na kolejną miejscówkę. Rozpocząłem, więc schodzenie z prądem oesu, po drodze próbując skrótów, ale niezbyt się mogłem zorientować jak daleko od samochodu jestem. Za jakiś czas postanowiliśmy ze znajomym, że chyba nie ma sensu wracać do samochodu i raczej idziemy od razu na miejscówkę. Dla mnie było to o tyle problematyczne, że nie wiedziałem jak dokładnie tam dojść. Znajomy instruował mnie przez telefon, ale ostatecznie miałem obrany jakiś punkt orientacyjny, gdzie podejrzewałem, że będzie miejscówka i do niego dążyłem. Miało tam być wyjście z szutru, więc kiedy jeszcze jechały załogi samochodów historycznych, to korzystałem z tego, że wzniecały kurz i tam szedłem. W pewnym momencie w oddali dostrzegłem znajomego i podążając za nim dotarłem do celu, którym było wyjście z drogi szutrowej na betonowe płyty. Miejsce dla mnie takie sobie, ale już wolałem się trzymać znajomego.
Drugi przejazd winnic był opóźniony o 40 minut, więc musieliśmy czekać prawie do 17:00. Na szczęście pogoda dopisywała, bo było dosyć ciepło i słonecznie. Kiedy oes ruszył słońce chyliło ku zachodowi. Miejscówka w zasadzie była dla mnie bez historii, bo rajdówki pokonywały zakręt raczej na okrągło. Nie zostaliśmy długo, bo dosyć szybko się ściemniało, a część zejścia chcieliśmy zrobić jeszcze w miarę po widnemu. Dlatego zeszliśmy po przejeździe Kena Torna. Poloński przejechał koło nas ze szwankującym samochodem, tak że byliśmy pewni, że zaraz się zatrzyma, ale jakoś pojechał dalej. Przy zapadającym zmroku dotarliśmy do samochodu. Dobrze, że nie byłem sam, bo chyba niezbyt bym ogarnął dojście w pojedynkę. Kiedy później popatrzyłem na mapy, to wydaje się, że już w miarę ogarniam ten teren.

niedziela
Ponownie zapowiadała się ładna pogoda, choć było dosyć chłodno, bo blisko zera. Sprawdziłem listę startową i niestety brakowało na niej Turana w Polo. Było to dla mnie zaskoczeniem, bo raczej ukończył wczorajszy dzień. Innym nieobecnym był Solans.
Rozpoczęliśmy od drugiego oesu w pętli - Fony, od strony mety. Wiedzieliśmy z objazdu trasy, że jest tu szybka partia w lesie po zniszczonym asfalcie. Na początek poszedłem w swoje najdalsze miejsce żeby później stopniowo schodzić do samochodu. Był tu prawy łuk po napędzaniu, z krawężnikiem na wewnętrznej. Oczekując na start od kibiców dowiedziałem się, że oes ruszy z opóźnieniem 40 minut, bo na pierwszym odcinku Herczig miał dzwona i interweniowała karetka, która zabrała pilota.
Kibice od których dostałem te informacje byli z Rumunii. Zaczęliśmy rozmawiać i okazało się, że jeden z nich jest pilotem rajdowym. Siedział na prawym u Aleksa Zawady podczas Rajdu Wisły 20 i u Simone Tempestiniego podczas Rajdu Polski 2019. Teraz był jako media, ale wolałby siedzieć w rajdówce. Fajnie sobie porozmawialiśmy o Mistrzostwach Polski, które śledzi.
Kiedy oes ruszył było super, bo widziałem dohamowanie do zakrętu, a w zakręcie pełno liści za rajdówką. Nadjechał Mikkelsen, a pilot fachowym okiem rozpoznał broken damper. Zostałem w tym miejscu na łącznie 5 przejazdów, pożegnałem się się z sympatycznymi Rumunami i skierowałem się trochę bliżej mety. Zrobiłem tak, bo chciałem uzyskać trochę różnorodności ujęć podczas przejazdu czołówki. Zamierzony efekt się udał, bo co kawałek przystawałem i nagrywałem. Partia była gruba, bo zawodnicy szli bez odjęcia, a do tego liście robiły świetną robotę. Po prostu bajka :) Nagranie Bonato idącego na pełnej bombie: https://youtu.be/GI75IobGL2s Więcej nagrań zrobiłem przy mecie. Zostaliśmy do końca Mistrzostw Węgier. Byłem super zadowolony z tego odcinka. Znajomemu do zdjęć też się podobało. Po przeanalizowaniu sytuacji znajomy zaproponował żeby kolejny oes był naszym. Nie oponowałem, bo już byłem usatysfakcjonowany z dnia, a do tego późnym popołudniem mógłbym mieć problemy nagrywaniem z powodu zapadającej ciemności.
Zatem udaliśmy się na drugi przejazd tego samego oesu, ale tym razem od strony startu. Po drodze jeszcze znaleźliśmy winiarnię, więc zaopatrzyliśmy się w miejscowe trunki. Na odcinek weszliśmy od strony startu i jak dla mnie było słabo, bo droga szeroka i pełno ograniczników cięć. Znalazłem jakieś miejsce w postaci dwóch lewych łuków na wspinaniu, następujących po prawej patelni. Miejsce cienkie, ale w pobliżu nie było nic lepszego. Czekam na rozpoczęcie, a tu telefon od znajomego, że odcinek jest o godzinę opóźniony. Super. Wcześniej sprawdziłem, że 450 m z prądem odcinka są dwa nawroty, ale, że wtedy oes ruszał za pół godziny to stwierdziłem, że nie idę zobaczyć jak to wygląda. Teraz kiedy widziałem kolejnych ludzi idących w tamtą stronę poszedłem i ja. Nie dotarłem jednak w planowane miejsce, bo zaraz po minięciu łuku moją uwagę przykuła nierówność jezdni, która mogła być podbiciem. Spotkałem tu kibiców, których zapytałem czy byli tu na pierwszym przejeździe. Jeden z nich powiedział żebym mówił po polsku. Okazało się, że była to sympatyczna słowacka rodzina z Koszyc. Fajnie sobie porozmawiałem na tematy rajdowe i nie tylko. Słowacy bardzo chwalili nasze mistrzostwa i Marczyka. Cieszyli się, że na Koszycach mogli zobaczyć fajne historyki. Zostałem poczęstowany chyba smażonym chlebem maczanym w jajku. Jeszcze przed startem odcinka przyglądnąłem się potencjalnemu podbiciu i dostrzegłem ślady po przytarciu płytą, więc myślałem, że jeśli to nie byłoby podbicie, to może chociaż złapię iskry spod podwozia. Oes ruszył i okazało się, że to rzeczywiście jest podbicie, a w nielicznych przypadkach nawet mała hopka. Tylko na pierwszych bodajże trzech przejazdach nie stałem najlepiej. Później przeszedłem na drugą stronę jezdni i było o wiele lepiej, bo więcej widziałem. Po jakimś czasie znowu nastała długa przerwa z nie wiadomo jakiego powodu. W międzyczasie od strony nawrotów przyszli Serbowie, z którymi też sympatyczny Słowak wdał się w rozmowę. Ja za chwilę odebrałem telefon od znajomego żeby podejść pod prąd oesu bliżej niego, bo niedługo będziemy schodzić. Pożegnałem się ze Słowakami, podziękowałem za poczęstunek i zacząłem schodzić. Zostaliśmy jeszcze na kilkanaście załóg z Mistrzostw Węgier. Następnie udaliśmy się oddać kamizelkę. Kiedy wracaliśmy do domu, to mijaliśmy czołowe załogi ERC zmierzające na serwis przed metą, a było już przed 20:00
Do Bielska-Bialej dotarliśmy około 2:30, a ja do Oławy o 5:00. Pod względem powrotu wyjazd dał w kość.
Podsumowując rajd bardzo mi się podobał, bo była słoneczna pogoda, fajne trasy (winnice, odcinek w lesie z dużą ilością liści), ciekawe rajdówki w Mistrzostwach Węgier. Dla mnie ta impreza mogłaby wejść na stałe do kalendarza wyjazdowego. Mam nadzieję, że za rok też uda się tu wybrać. Zaryzykuję stwierdzenie, że w przyszłości chciałbym tu przyjechać, nawet jeśli rajd nie znalazłby miejsca w ERC.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława


Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » piątek, 12 lis 2021, 11:15

24. Int. ADMV Lausitz Rallye 2021 - tylko sobota
Można by powiedzieć, że jesienny wyjazd do Niemiec stał się już taką tradycją, bo począwszy od roku 2017 jesteśmy na tym rajdzie co roku. Z wyjątkiem zeszłorocznej edycji, która odbyła się bez kibiców. Zatem nie mogło nas zabraknąć w ubiegłą sobotę (choć rajd zaczyna się odcinkiem testowym już w czwartek, to my zawsze jeździmy tylko na jeden dzień). Przed wyjazdem odstraszała mnie trochę cena biletu tylko na sobotę - 20 euro. Za taką kwotę miałem wejście na prawie wszystkie odcinki Rajdu Węgier, gdzie były Mistrzostwa Europy i Węgier. Tu stawka zawodników była nieporównywalnie słabsza. Bilet kupiłem m.in. dlatego, że dawał dostęp do elektronicznej wersji programu rajdu, z którego chcieliśmy skorzystać, ale w sumie nic istotnego tam nie znaleźliśmy.
Przygotowując się do tego rajdu korzystałem z zeszłorocznych map, tylko sprawdzałem czy długości oesów są takie same. Bardzo chciałem być na oesie Nochten, gdzie znajdowała się hopa/przejście przez szczyt, które znałem m.in. z filmu Motulskiego z 2019 roku. Wtedy zawodnicy jechali prosto, dzięki czemu nie musieli gasić hopy. Ale już rok później trasa została zmieniona w taki sposób, że kilkadziesiąt metrów po szczycie następował szeroki prawy dziewięćdziesiąt. Nie byłem pewny czy w takiej konfiguracji zawodnicy odważą się skakać, ale kiedy obejrzałem podesłany przez znajomego film z zeszłego roku, to stwierdziłem, że warto się tu wybrać. Jeśli rajdówki by nie skakały to chociaż pozostawał podchwytliwy zakręt po szczycie. Reszta to już sprawdzone miejsca z poprzednich lat, więc na drugiej pętli zaplanowałem oes Sprey i wizytę na żwirowni. Pierwsza pętla popołudniowa to na pewno odcinek Reichwalde i hopa. Na ostatniej pętli już miało być ciemno, więc tu proponowałem pozostanie w tym samym miejscu, ale byłem otwarty na inne propozycje, bo wiedziałem, że wobec braku światła za wiele z kamerą raczej nie podziałam.
Na rajd pojechałem z trójką znajomych fotografów. Wyjechaliśmy z Wrocławia chwilę po 5:30. Do biura prasowego do Boxbergu dotarliśmy około 8:00, pierwszy przejazd oesu Nochten miał ruszać o 8:30, więc nie zostawało dużo czasu. Kiedy dojeżdżaliśmy do Niemiec znalazłem bezpośredni dojazd drogami szutrowymi na miejscówkę i teraz chcieliśmy w taki sposób dotrzeć na miejsce, ale natrafiliśmy na szlaban. Czasu niebezpiecznie ubywało, a my na kolejnych drogach dojazdowych widzieliśmy szlabany. Pojawiła się sugestia żeby może odpuścić ten oes i jechać od razu na Sprey. Ale w końcu znaleźliśmy niezablokowaną drogę, którą dotarliśmy w pobliże przejścia przez szczyt. Na parkingu stało wiele samochodów kibiców, co mnie martwiło, bo przed dwoma laty to miejsce było bardziej kameralne. Obawiałem się, że będę miał problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca do nagrywania. Obawy okazały się słuszne. Kiedy szukałem miejsca do stania nadjechał Armin Schwarz w Fieście Rally2 na zerówce, który skoczył zaskakująco odważnie, ale przez to trochę przestrzelił zakręt i musiał cofać. Niestety nie nagrałem tego, bo jeszcze nie miałem odpowiedniego miejsca. W końcu jakieś znalazłem, ale pojawili się Niemcy, którzy trochę zasłaniali skok. Próbowałem nagrywać na wysoko wyciągniętych rękach, ale ku mojej rozpaczy jakiś wysoki Niemiec nachylał się do trasy, przez co mam praktycznie zepsute nagranie z przejazdu Caisa. Niedziwota, więc, że leciało mięso pod nosem. Postałem tak chyba przez 3 przejazdy i nie chcąc się dalej denerwować postanowiłem, że zejdę niżej i może tam będzie luźniej. Istotnie tak było, więc mogłem nagrywać w miarę swobodnie. Wielu kierowców gasiło hopę, dlatego dużym zaskoczeniem był daleki skok Fabiana Czuba w BMW. Podobnie jak Schwarz też nie złożył się do zakrętu i musiał zawracać. Byłem pewien, że na kanał wrzucę tego lotnika. Ale kilka przejazdów później Renault Clio załogi Zagon/Zakrzewski krzywo lądowało po hopie i doszło do kilkukrotnego dachowania. Jak tylko zobaczyłem co się dzieje z samochodem po lądowaniu, to od razu się cofnąłem, przez co niestety ucierpiała jakość nagrania: https://youtu.be/HUjHX2ekUe8 Z tego co opowiadał kolega załoga była oszołomiona po opuszczeniu rajdówki przy pomocy safeciarzy i innych osób. Pilot był chyba ok, bo nawet mu pokazywałem nagranie. Kierowca został zabrany do szpitala na badania. Chwilę po tym zdarzeniu odcinek został przerwany. My zostaliśmy jeszcze kilkanaście minut, bo kolega znał tą załogę. Pomógł m.in. znaleźć telefony komórkowe, które wypadły z samochodu na skrzyżowaniu.
Kiedy dotarliśmy na żwirownię to było słychać jeszcze rajdówki, które jechały pierwszą pętlę, ale nie szliśmy na trasę. Kolega słusznie zauważył, że na górze pewnie będzie wietrznie. Dlatego na oes poszliśmy przed startem jego drugiego przejazdu. Trochę za wskazówką kolegi ustawiłem się na końcu wału usypanego przy prostej następującej po hopie. Oprócz wspomnianego skoku widziałem tu także szerokie wyjście z zakrętu kawałek dalej i kolejny zakręt. Liczyłem na to, że uda się nagrywać oba miejsca. Ponownie nie nagrałem Armina Schwarza na hopie, bo niezbyt słyszałem, że rajdówka nadjeżdża. Na wyjściu z zakrętu już udało się złapać zerówkę. Kiedy ruszyli zawodnicy szybko okazało się, że rajdówki pojawiają się na hopie prawie w tym samym czasie, co na wyjściu z zakrętu. Często dochodziło do sytuacji kiedy byłem odwrócony tyłem do rajdówki jadącej z hopy, bo w tym czasie nagrywałem zakręt. Nie było to bezpieczne, bo nie widziałem co się dzieje z samochodem za mną, więc po kilku przejazdach przesunąłem się o kilka metrów i praktycznie odpuściłem hopę. Z wydarzeń wartych odnotowania to wolno jadąca mocno uszkodzona Fabia R5 Michala Savruka, którego szybko dogonił Mustafa Cakal w Hyundaiu i20 R5 - przez co stracił trochę czasu. Po tym oesie Czech wycofał się z rywalizacji. Niedaleko od wyjścia z zakrętu jazdę zakończyli wskutek awarii Hondy Civic bracia Pawłowscy. Zostaliśmy niemal do końca stawki, bo widzieliśmy Trabanty.
Teraz przyszła pora na oes Reichwalde i dla urozmaicenia na kolejną hopę ;) Miejsce znane z poprzednich lat. Rajdówki, przynajmniej z czołówki, zazwyczaj skaczą tu widowiskowo. Przy oesie zaskoczyła nas duża ilość zaparkowanych samochodów. Mnie to trochę martwiło, bo obawiałem się o dobre miejsce do nagrywania, ale na szczęście nie było z tym większych problemów.
Kolejna pętla miała iść praktycznie w całości po zmroku, więc u kolegów fotografów pojawił się pomysł żeby poszukać trochę światła i wybrać się na kończący rajd drugi przejazd odcinka Barwalder See. Chłopaki liczyły tu na światło zabudowań odbijające się w jeziorze. Ostatecznie ten pomysł upadł, bo znajomi w planach jeszcze mieli wizytę na mecie, a jakbyśmy wybrali ten odcinek, to moglibyśmy na nią nie zdążyć. Zostaliśmy, więc w tym samym miejscu. Ulokowałem się na skrzyżowaniu, gdzie oes się ze sobą stykał. Nadjechał Schwarz i nagranie wyszło całkiem fajnie, bo nawet kamera złapała ostrość i widoczne były rozgrzane do czerwoności tarcze hamulcowe, a do tego marchewy z rury wydechowej. Dodam, że udały się nagrania z obu stron skrzyżowania. Wyszło lepiej niż się spodziewałem, co rozbudziło nadzieje na podobne nagrania kolejnych przejazdów. Sielanka nie trwała niestety długo, bo po chwili zostałem namierzony przez safeciarzy i wobec negatywnej odpowiedzi na to czy jestem media zostałem poproszony o opuszczenie miejsca. Poszedłem na wewnętrzną zakrętu, ale tu było cienko widać. Po kilkudziesięciu przejazdach, jak się ochłodziło, to poszedłem do samochodu.
Okazało się, że jeślibyśmy chcieli zaliczyć metę, to musielibyśmy długo czekać, więc zamiast niej pojechaliśmy na strefę serwisową, ale tam też jeszcze rajdówek nie było. Tylko zerówki opuszczały strefę. Dowiedzieliśmy się, że ostatni oes jest odwołany i zawodnicy od razu skierują się na metę. Znaleźliśmy rampę, poczekaliśmy chwilę, a wobec niepojawiania się załóg postanowiliśmy, że odpuszczamy tą ceremonię. Wracając do domu dowiedzieliśmy się, że co prawda Erik Cais był najszybszy na rozegranych oesach, ale to przez awarię młodego Czecha został odwołany ostatni odcinek i wskutek tego nie dotarł on do mety rajdu. W tych okolicznościach wygrał weteran tej imprezy - Matthias Kahle.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » piątek, 19 lis 2021, 01:25

Początek relacji może wydawać się nieskładny i chaotyczny, ale to właśnie z braku pomysłu jak zacząć tak długo trwało tworzenie. Dlatego wstęp jest w takiej formie.

Wyścig z okazji Święta Niepodległości Join-Tech edition Bystrzyca 2021 (Super Race)
Pierwotnie impreza ta miała być rozegrana wczesną wiosną, ale pandemia wszystko pokrzyżowała. Bodajże od sezonu 2019 organizator stopniowo odszedł od rozgrywania zawodów także w formie rajdów (Super Rally), więc pozostały tylko wyścigi (Super Race). Nie podobało mi się to, części startujących zawodników chyba również, bo widziałem, że odpuścili starty. Pod Oławą miejsce na wyścig znaleziono na piaskowni w Bystrzycy - wyznaczono pętlę o długości około 4 km. Tego, że zawody jednak się odbędą w tym roku pod nosem, dowiedziałem się rutynowo sprawdzając co jakiś czas kalendarze różnych serii. Wcześniej przymierzałem się na ten cykl kiedy chyba były rundy w Wielkopolsce i innym miejscu na Dolnym Śląsku, ale się na nie wybrałem. Teraz miałem raptem kilka km od domu.
W ten sam weekend miał też iść Rajd Wikinga, więc tak sobie zaplanowałem, że w sobotę będę na Super Race, a w niedzielę na rajdzie. W drugi dzień terenowych zawodów miały jeździć tylko quady, więc dużo bym nie stracił. Ale po jakimś czasie uważniej wczytałem się w harmonogram i okazało się, że w niedzielę rano zaplanowany jest też wyścig samochodów ciężarowych. Nie jest tajemnicą, że mam słabość do terenowych ciężarówek, a w tym roku ani razu nie miałem okazji ich widzieć, bo Baję Poland odpuściliśmy na rzecz Barum, były przymiarki do Baja Europe na poligonie w Żaganiu (ale impreza została odwołana z powodu pandemii), a na truck trial do Czech też ani razu się nie wybrałem, więc chciałem zobaczyć wagę ciężką w akcji na piaskowni. Tym bardziej, że spodziewałem się na starcie co najmniej jednego rajdowego Jelcza. Tu wtrącę, że m.in. na tej piaskowni w latach dziewięćdziesiątych był rozgrywany Rajd Jelcza, którego niestety ani razu nie miałem okazji oglądać na żywo. Jeśli dobrze pamiętam, to przez okno oglądałem rajdówki chyba już wracające z zawodów. Takie swoiste możliwe połowiczne spełnienie marzenia z dzieciństwa sprawiało, że to właśnie wyścig ciężarówek stawał się najważniejszym punktem weekendu. Ale Wikinga też nie chciałem odpuszczać i myślałem, że może da się być rano na piaskowni, a później jeszcze zaliczyć ze dwa oesy rajdu. Jak jednak porównałem harmonogramy i sprawdziłem czas dojazdu w okolice Dzierżoniowa, to stało się jasne, że mogę zdążyć tylko na ostatnią pętlę, co praktycznie wiązało się z zaliczeniem tylko jednego oesu, więc temat rajdu całkowicie odpuściłem. W międzyczasie okazało się, że na piaskowni miały wystartować trzy rajdowe Jelcze. Bardzo mi się to podobało.

sobota
Na ten dzień było zaplanowanych łącznie 8 wyścigów - 2 dla klasy kobiet w pojazdach SSV, 3 dla SSV startujących z samochodami i 3 dla SSV Turbo. Pogoda była słoneczna, więc z optymizmem jechałem do Bystrzycy, bo wiedziałem, że będę miał fajne światło do nagrań. Zaparkowałem poza terenem piaskowni, bo nie wiedziałem czy można na nią wjechać. Tym bardziej, że widziałem pełno tabliczek z napisami teren prywatny i zakaz wstępu. Okazało się, że do przejścia jest niezły kawałek - może ze 2 km, ale nie zrażało mnie to. Kiedy uszedłem około 1/4 dystansu podjechał samochód i kierowca gestem zaprosił mnie do środka. Kiedy byłem podwożony do trasy przez miłego pana, to dowiedziałem się, że startował on Ziłem w Rajdach Jelcza do 55 roku życia. Rozmowa nie trwała długo, bo po chwili byliśmy na miejscu. Podziękowałem za pomoc i udałem się zobaczyć jak wygląda trasa. Prawie cała była widoczna, co na pewno musiało być gratką dla kibiców. Przez człowieka od strony organizatora zostałem pokierowany na miejsce wyznaczone dla kibiców. Miałem w planie przemieszczanie się po całej trasie, tak jak to zazwyczaj robię, ale kiedy dosyć stanowczo wskazano mi miejsce, to już wiedziałem, że tu takiego luzu nie będzie. Fajnie, że z tego miejsca było bardzo dużo widać, ale ja liczyłem na różnorodność ujęć. Zawody ruszyły i pierwsze na starcie pojawiły się 3 załogi kobiece w SSV. Tu pokrótce wyjaśnię jak te zawody były rozgrywane. Każdy wyścig trwał 40 minut, ale każdy uczestnik startował jeden za drugim po kilku, kilkunastu sekundach. Wygrywał ten, który w tym czasie przejechał największą liczbę okrążeń. Na trasie znajdował się też skrót - joker, ale nie wiem ile razy można było z niego skorzystać. Często wyprzedzań na trasie nie brakowało. Wracając do pań, to cienko to wyglądało, bo jechały niezbyt szybko.
Lepiej się oglądało zmagania samochodów z SSV, bo było szybciej i startowało więcej pojazdów. W trakcie tego wyścigu zobaczyłem, że ktoś wchodzi na skarpę przechodząc przez trasę. Stwierdziłem, że dla różnorodności ujęć też tam pójdę. Jak widziałem, że przez dłuższy czas nic nie będzie jechać, to podszedłem do człowieka organizatora i zapytałem czy mogę szybko przedostać się na skarpę. Byłem pewien, że to tylko formalność, dlatego mocno się zdziwiłem kiedy usłyszałem odmowę. Próbowałem argumentować, że akurat nic dłuższą chwilę nie jedzie, ale pan powiedział, że nie mogę wejść na teren wyścigu. Ostatecznie rozmowa skończyła się tak, że pan nie będzie ze mną dyskutował. Może niepotrzebne było to uzyskanie zgody, tylko trzeba było od razu przebiec?
Wobec tego pozostawały mi tylko trzy różne ujęcia, więc kiedy zakończył się pierwszy wyścig SSV Turbo (tu fragment rywalizacji: https://youtu.be/HP3gw_ozJ0E), to stwierdziłem, że skoro cały czas mam nagrywać te same kadry to nie ma to większego sensu i wracam do domu. Mimo tego, że odbyły się dopiero 3 wyścigi z 8. Może rzeczywiście nie zostawałbym do końca, ale planowałem jeszcze co najmniej trzy wyścigi. Idąc do samochodu widziałem sporo zaparkowanych na terenie piaskowni samochodów, więc jutro też miałem zamiar podjechać bliżej. Sprawdziłem prognozę i jutro miało być całkowite zachmurzenie - super :(

niedziela
Kiedy wstałem była nieduża mgła, która z czasem mocno zgęstniała. Nie podobało mi się to. Kiedy jechałem do Bystrzycy zastanawiałem się czy na pewno dobrze zrobiłem odpuszczając Wikinga. Po dotarciu na miejsce wypatrzyłem 3 zapowiadane Jelcze. Liczyłem, że może jeszcze jakaś ciężarówka się pojawi, ale to było wszystko. Byłem z zapasem czasu, więc podjechałem około 200 m od trasy. Kiedy wysiadłem było odczuwalnie chłodniej niż wczoraj. Mimo to zaczęło się pojawiać całkiem sporo kibiców, w większości starszej daty. Z tego co dało się słyszeć w rozmowach, to część z nich kiedyś startowała w Rajdach Jelcza, oglądała je lub nawet przygotowywała samochody do nich. Dla tych ludzi to był swoisty powrót do przeszłości.
Ściganie miało poprzedzić przejechanie okrążenia zapoznawczego, ale organizator odwlekał jego rozpoczęcie, bo liczył na przerzedzenie się mgły. Patrzyłem na to przychylnym okiem, choć było zimno. Mgła tylko lekko zelżała i załogi przejechały trasę. Zobaczyłem na zegarze ustawioną godzinę zamiast 40 minut - podobało mi się to. Teraz może słowo o startujących ciężarówkach, oczywiście podsłuchane z rozmów ;) Pierwszy samochód był repliką z silnikiem V8 Mercedesa, drugi wyglądał raczej jak treningówka, bo na konstrukcji rurowej z tyłu nie miał plandeki, trzeci to był oryginał, który kiedyś nawet wygrał Rajd Jelcza. Ta załoga przyjechała nim na kołach z Torunia, więc szacunek, że im się chciało. Jako ciekawostki jeszcze dodam, że ponoć kolejnego rajdowego Jelcza ma ktoś z mojego powiatu i, że na dzień dobry na taką maszynę trzeba wyłożyć około 190 tys. zł, więc nie jest to tanie hobby.
Kiedy rozpoczęto ściganie wciąż było bardzo mgliście. Szybko okazało się, że najszybciej jedzie załoga w replice, druga najszybsza to ta dysponująca "treningówką" i zdecydowanie najwolniejsza jest załoga z miasta pierników. Na drugim okrążeniu długo trwało nim się pojawiła tak, że pojawiły się nawet żarty, że zgubiła się we mgle. Niektórzy bronili takiego tempa tym, że jak kierowcę wytrzęsie na trasie, to niezbyt komfortowo będzie mu się wracać do Torunia.
Z czasem mgła ustępowała, pojawiało się słońce i robiło się przyjemnie cieplej. Widziałem, że trochę ludzi było na skarpie, na którą wczoraj bezskutecznie chciałem się dostać. Świadczyło to chyba o tym, że dzisiaj można sobie na więcej pozwolić. Zaczaiłem się żeby też tam wejść. Co chwilę spoglądałem na człowieka organizatora i kiedy dłuższą chwilę był obrócony plecami puściłem się biegiem na skarpę. Przez te przymiarki postałem w tym miejscu dłużej niż zakładałem. Może mogłem wcześniej się przemieścić, ale nie chciałem podpaść, bo pewnie zostałem z wczoraj zapamiętany. A skarpa to nowe możliwości, bo dzięki niej można było się przemieszczać wzdłuż większego fragmentu trasy i zyskiwać o wiele więcej kadrów. Szkoda tylko, że pozostało niewiele czasu do upływu godziny. Wygrał rywalizację, bez niespodzianki, kierujący repliką. Dał upust swojej radości próbując kręcić bączki Jelczem za linią mety. Drugie miejsce zajęła "treningówka", a trzecie załoga z Torunia. Uczestnicy dostali puchary od organizatora, a do startu powoli szykowali się startujący quadami. Dla powiedzmy koneserów przydługi film z wyścigu ciężarówek: https://youtu.be/ZCv-BJwPPbw
Pomyślałem, że skoro już dostałem się na nieosiągalną skarpę, to nie ruszam się z niej na czas zmagań kierujących quadami. Tu był zaplanowany tylko jeden wyścig, ale trwający aż 90 minut lub dla części zawodników 120 minut. Wykorzystałem prawie wszystkie możliwości, które dawała skarpa, ale praktycznie nie odważyłem się z niej schodzić żeby się nie wyróżniać przy trasie. Im bliżej było końca, tym bardziej dopadało mnie znudzenie, ale pozostałem na skarpie do końca wyścigu, bo przemieszczanie się trasą w trakcie jego trwania nie było zbyt bezpieczne, a przede wszystkim nie chciałem się rzucić w oczy człowiekowi organizatora.
Pochwalę jeszcze organizatora za wybór terenu rywalizacji, bo na wyrobisku miejscami krajobrazy wyglądały jak z afrykańskich edycji Dakaru :) Mam nadzieję, że w przyszłym roku na piaskowni ponownie zostaną zorganizowane te zawody i znowu wystartują ciężarówki.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » wtorek, 30 lis 2021, 22:46

2. Tor Modlin Rally Show 2021
Na ostatni weekend listopada zastanawiałem się nad Mikulasem Rally Slusovice i Torem Modlin Rally Show. Pozytywnie byłem zaskoczony harmonogramem i ilością oesów rodzimej imprezy. Ale wstępnie bardziej skłaniałem się ku wyjazdowi do Czech, bo spodziewałem się lepszych tras i ciekawych rajdówek na liście zgłoszeń. Śledziłem informacje o obu imprezach. Kiedy pojawiły się mapy oesów Mikulasa to pojawiło się pierwsze rozczarowanie, bo obok tradycyjnego odcinka przy torze wyścigów konnych drugi oes wyglądał słabo pod względem dojazdów i możliwych miejscówek. Natomiast kolejnym plusem Toru Modlin Rally Show była śmiesznie niska cena podstawowego biletu - 20 zł. Dlatego kiedy pojawiła się informacja o wyczerpywaniu się biletów, to stwierdziłem, że na wszelki wypadek kupię. Nawet jakbym nie pojechał to nie byłaby to jakaś duża strata.
Ostateczną decyzję o tym, że jednak pojadę na Modlin podjąłem po tym jak zobaczyłem listę zgłoszeń na Mikulas. W Czechach spodziewałem się przynajmniej jednego Porsche, jakiegoś wurca i do tego wariata Urbana. Nic z tego nie było, a do tego w połączeniu z niezbyt atrakcyjnymi oesami sprawiło, że w tym roku odpuściłem tą imprezę. Za taką decyzją przemawiało też zapowiadane pojawienie się Jacka Sobczaka w Porsche na Modlinie. Jeszcze nie byłem pewien czy będę jechał sam, więc w takim wypadku założyłem wyjazd na dwa noclegi - z powrotem za dnia w niedzielę. Jednak nie musiałem tak robić, bo pojechałem ze znajomym fotografem. Na krótko przed wyjazdem zobaczyłem, że mój budżetowy bilet obejmuje wejście na tylko część toru, więc liczyłem się z tym, że najpewniej części przejazdów nie zobaczę.
Od razu założyliśmy, że odpuszczamy pierwszy oes na torze i kierujemy się na dwa przejazdy Twierdzy - dla mnie to miał być główny punkt programu. Podjechaliśmy na parking dla mediów, co pozwoliło mi wejść w środek odcinka. Znaleźliśmy miejsce z wjazdem na szuter stykające się z wyjazdem z szutru, więc podobało mi się to, że z jednego przejazdu będę miał dwa nagrania. Pierwsze miejsce było dosyć widowiskowe: https://youtu.be/AXcZhOYNa6o Drugie węższe, bo trasę wyznaczały opony. Fajne było wcześniejsze szerokie wyjście z prawego dziewięćdziesiąt, ale niestety czysty kadr na to miejsce psuło ogrodzenie. Na obu miejscówkach doczekałem się kilku marchew z rur wydechowych, więc było nieźle. Na tym oesie nie jechał już Felix, którego Lancer Evo X uległ awarii jeszcze na torze. Na światłach awaryjnych Twierdzę pokonywał Aleksander Terlecki w Fieście Proto.
Na drugi przejazd nieznacznie zmieniłem miejsce, bo ustawiłem się tak, że wjazd na szuter widziałem od przodu, a wyjazd podobnie jak na pierwszym przejeździe, ale z większej odległości. Zrobiłem tak, bo w dalszym ciągu chciałem mieć dwa nagrania. Na tym przejeździe z problemami podróżował Adrian Chwietczuk - było słychać jak jego Maluch zatrzymał się na dłuższą chwilę. Na drugim przejeździe zabrakło m.in. bohatera linkowanego filmu, Artura Równiatki, czy też Michała Ratajczyka. Awaria zakończyła jazdę Marcina Lisickiego w 206. Mocno przód i20 R5 uszkodził Jarosław Szeja, który zatrzymał się na dłuższą chwilę. Byłem pewien, że to koniec jazdy, ale jednak załoga zdecydowała się kontynuować. Drugi przejazd Twierdzy dał się we znaki załogom, co najlepiej było widać po stanie rajdówek. Wydawało się, że w stawce już nie ma Terleckiego, ale jednak Fiesta Proto pojawiła się jak ostatnia na trasie. Już bez awarii. Kiedy szedłem powoli w stronę samochodu nagrywałem Terleckiego na dojeździe szutrem do wąskiego zakrętu. Nagle niespodziewanie zostałem przyozdobiony błotem w wielu miejscach. Kamera też dostała. Praktycznie dwa przejazdy udało się być czystym i na koniec taka wpadka.
Teraz skierowaliśmy się na tor, bo już tylko tam miała rozgrywać się rywalizacja. Wcześniej zdecydowaliśmy, że raczej nie będziemy zostawać do wieczora, tylko może zwiniemy się po Rally Show, które miało się zaczynać chyba o 16:30. Było mi to na rękę, bo coraz bardziej marzłem. Widok na tor z miejsca kosztującego 20 zł nadzwyczajnie nie powalał. Ok, było widać z daleka sporą część toru, ale moim zdaniem to kompletnie nie są oesy dla kibiców. Coś ponagrywałem, ale bez rewelacji. Na drugi przejazd poszedłem za food trucka, bo skupiłem się tylko na przejeździe przez łącznik szutrowy. Tu też nadzwyczajnego szału nie było. Przed kolejnym przejazdem uzgodniliśmy ze znajomym, że to będzie nasz ostatni oes. Przyjąłem to z ulgą, bo było mi coraz zimniej. Z tego co dowiedziałem się od kolegi kierunek jazdy miał być teraz odwrócony i rajdówki miały mieć hopę wyjeżdżając z łącznika szutrowego. Nastawiłem się na tą miejscówkę i rzeczywiście niektórzy trochę tu poskakali. Po przejeździe Miko Marczyka zostaliśmy na jeszcze kilka załóg, które wróciły do ścigania po wcześniejszych problemach (najczęściej technicznych). Dodam jeszcze, że problemy techniczne nie ustępowały u Chwietczuka. Maluch często się zatrzymywał i nierzadko było widać jak pilot pchał rajdówkę.
Po tym skierowaliśmy się do budynku przy torze, gdzie zjedliśmy i napiliśmy się czegoś ciepłego. I chyba po 15:00 kierowaliśmy się już w stronę Dolnego Śląska. Część znajomych jeszcze została. Mi by się już nie chciało, tym bardziej, że pojawił się wiatr.
Podsumowując imprezę odcinki na terenie Twierdzy jak najbardziej były fajne, ale tor wypada słabo z punktu widzenia kibica. Chciałbym żeby w przyszłości było więcej oesów poza torem, ale raczej do tego nie dojdzie.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » poniedziałek, 13 gru 2021, 00:23

59. Rajd Barbórka 2021
Na rajd pojechałem z dwójką znajomych fotografów. Podobały mi się zmiany w tegorocznej edycji Barbórki. Byłem zadowolony z braku w harmonogramie Toru Modlin. Z ciekawością patrzyłem na oes w Pruszkowie i z nadzieją na Słomczyn, po którym miałem duże oczekiwania. Znajomy zauważył, że brak jest odcinka testowego na Bemowie, więc słusznie stwierdził, że w tym roku nie powinno się mocno zmarznąć już na początku rajdu. Do tego mieliśmy zaliczyć przynajmniej drugą część oesu na Bemowie i oczywiście Karową.
Co do listy zgłoszeń to mam wrażenie, że było słabiej niż w latach poprzednich. Do tego ani jednego wurca. Szkoda, bo to praktycznie jedyna impreza w Polsce, gdzie można zobaczyć takie samochody. Z mojego punktu widzenia Barbórka to takie święto rajdowe, gdzie można pojawić się w nietuzinkowych rajdówkach. Bardzo fajnie postąpił tu Kacper Wróblewski, który wystawił taką niecodzienną Subaru Imprezę. Z punktu widzenia co niektórych startujących jest to jednak walka o jak najlepszy wynik, co pokazał wpis Miko Marczyka na Facebooku. Nie wiedziałem, że na tą imprezę jest aż taka napinka. Szkoda.

piątek
Rajd rozpoczęliśmy w piątek od wizyty na Bemowie, gdzie znajomi odebrali kamizelki. Tu niespodziewanie padła propozycja od znajomego, że mogę dostać kamizelkę na pierwszy oes, bo odbierał osobie, która będzie z niej korzystać dopiero jutro. Początkowo irracjonalnie wahałem się czy będę chciał z niej skorzystać. Tak, odcinek miejski, a ja się zastanawiam czy pożyczać kamizelkę. Oczywiście, że tak, bo sporo ona ułatwia. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po serwisach, ale nieprzyjemny wiatr nie umilał oglądania rajdówek. Następnie udaliśmy się do Pruszkowa, gdzie jeszcze zdążyliśmy zjeść w galerii, przez którą miał przebiegać oes SZNAJDER Batterien Pruszków. Planowałem miejscówkę na parkingu na dachu galerii, ale dowiedzieliśmy się od kolegi, że jest tam mocno wytaśmowane, więc parking odpuściliśmy. Wyszedłem z parkingu podziemnego, gdzie mieliśmy zaparkowany samochód i poczułem się trochę zagubiony, bo nie wiedziałem gdzie jest odcinek. Mimo tego, że przed wyjazdem oglądałem mapę i nagranie z drona. A czasu do startu nie było zbyt wiele. Na szczęście po chwili dostrzegłem policjantów, którzy blokowali drogę, więc tam się skierowałem. Kibiców policjanci nie chcieli puszczać tą drogą do trasy, z jednym z nich nawet mieli przepychankę słowną. Uważam, że policjanci przesadzali nie pozwalając tu przejść kibicom i pewnie sam też bym próbował dyskusji, bo do trasy było jeszcze kilkanaście metrów. U mnie została sprawdzona zawieszka i mogłem swobodnie przejść, podczas gdy kibice musieli iść przez galerię. Tu po raz pierwszy doceniłem pożyczenie kamizelki, drugi raz kiedy zobaczyłem ile ludzi zgromadziło się przed galerią. Wątpliwe by było żebym coś podział z kamerą w tym tłumie, a tak mogłem stanąć swobodnie. Ustawiłem się na objeździe ronda przy galerii. Powiedzmy, że dla mnie był to taki objazd beczki, bo na Karowej beczki nie planowałem. Oes ruszył i okazało się, że stoję tuż po starcie. Zostałem na rondzie na pierwszych 16 przejazdów, a więc jeszcze jeden po przejeździe Kajta, bo czołowa 15 listy zgłoszeń startowała w odwróconej kolejności. Zaskoczyły mnie problemy w objechaniu ronda przez Marka Nowaka i pojawienie się Michała Ratajczyka w Fabii Rally2.
Następnie skierowałem się w stronę wjazdu i wyjazdu z parkingu, ale byłem tu tylko chwilę i poszedłem kawałek dalej. Tam chyba znalazłem coś podobnego do lewego 90 na rondzie? Niedługo Lancer Evo X Artura Równiatki uległ awarii podczas wjazdu na parking i przy pomocy mediów rajdówka na luzie zjechała na dół. Po jakimś czasie nadjechał Lancer Evo IX chyba Grzegorza Waszkowskiego, który jechał niezbyt prosto. Przypuszczalnie kierowca o coś zawadził tyłem. Udało się jeszcze złapać kilka marchew z czterołapów, ale cały czas odczuwałem nieprzyjemny chłód spotęgowany przez wiatr, więc poszedłem do galerii żeby się zagrzać. Tym bardziej, że przez skostniałe palce miałem problemy z operowaniem zoomem kamery. Jak już się tam znalazłem to było mi tak przyjemnie, że nie chciało się już wychodzić, ale trochę śledziłem listę startową, bo miałem chrapkę na kilka historyków. I tak udało się trafić na Arkadiusza Kulę i Waldemara Janeckiego w BMW, więc z tego powodu byłem dosyć zadowolony. Po zakończeniu oesu udaliśmy się do Grójca na nocleg.

sobota
Dzięki takiej lokalizacji noclegu mieliśmy bardzo blisko na tor rallycrossowy w Słomczynie. Zaskoczyła mnie taka ilość przyjeżdżających samochodów kibiców. Przez cały rajd miałem wrażenie, że jest więcej ludzi niż 2 lata temu. Planem na Słomczyn była hopa, więc byłem pozytywnie zaskoczony tym, że organizator ładnie oznaczył dojście do niej. Entuzjazm mocno opadł, kiedy okazało się, że ten fragment trasy trzeba oglądać przez wysokie ogrodzenie, co praktycznie uniemożliwiało nagrywanie, bo kamera pewnie łapała by ostrość na prętach. Mój wzrok skierował się na trybunę, ale z tego miejsca nie było do niej dostępu. Musiałbym obejść prawie cały tor, a nie miałbym pewności czy widoku na hopę nie będą zasłaniać drzewa. Czasu do startu oesu było coraz mniej, więc zrezygnowałem z wyprawy na trybunę. Inna sprawa, że tam pewnie byłbym narażony na wiatr, a i bez niego było chłodno. Stanąłem na podwyższonym dojściu do kabiny komentatorskiej? Widok stąd nie był idealny, bo fragment po lądowaniu ze skoku zasłaniały drzewa, ale nic lepszego nie wymyśliłem. Słabo. Widziałem, więc z tego miejsca zakręt poprzedzający pierwszą hopę (i sam skok), później dłuższy fragment szutrowy, kawałek dojazdu do drugiej hopy i ponownie skok. Druga hopa wyglądała mniej widowiskowo, więc przyjąłem, że jak ktoś skoczy dosyć fajnie na pierwszym skoku to będę podbiegał kilka metrów w prawo żeby mieć lepszy widok na drugą hopę. Minus tego rozwiązania był taki, że jak ktoś pojawiał się przed powrotem na pierwotne miejsce to miałem cienkie nagranie pierwszej hopy, bo lądowanie zasłaniał m.in. drogowskaz.
Odważnie i daleko skakali m.in. Jarosław Frydrych (oba przejazdy oesów), Paweł Żeromiński (zaskakująco odważnie starym Legacy, chyba po skoku rajdówka się zapaliła, ale załoga dotarła do mety, długo trwało nim pojawiła się na drugim przejeździe, gdzie już hopa był pokonywana bardziej zachowawczo), Krzysztof Stańdo (tym razem w 208 R2, zgromadzeni koło mnie chyba znajomi załogi żywiołowo reagowali na skoki), Filip Pindel, Arkadiusz Bałdyga (tylko w pierwszym przejeździe, chyba było zbyt bogato, bo na drugim oesie było wolnej), Michał Chorbiński (w Fieście Proto od Terleckiego, co ciekawe znacznie odważniej skoczył na drugim przejeździe) i zwycięzca pod względem efektowności - Adam Sroka (startował Fiestą Rally3, na pierwszym przejeździe skoczył bardzo daleko, tak że chyba miał problem w złożeniu się do zakrętu, drugi przejazd znacznie spokojniej). Czołówki nie będę tu wymieniał, poza Michałem Ratajczykiem, po którym nie spodziewałem się dalekiego skoku. Podczas trwania tego oesu popatrzyłem przez chwilę jaki jest widok na drugą stronę - na część asfaltową, ale siatki przy torze skutecznie zniechęcały do tego fragmentu. Jeśli za rok będzie szedł ten oes, to chyba od razu pójdę na trybunę. Chyba, że wejścia na nią nie obejmował mój podstawowy bilet. Zostaliśmy do końca, bo jako ostatni na starcie pojawił się Kajto. Im było bliżej końca tym większe miałem problemy z operowaniem zoomem z powodu zimna i tak niestety zepsułem jeden z przejazdów Grzegorza Bondera w jedynym w stawce Volkswagenie Polo.
Teraz przyszedł czas na przenosiny na ostatni oes rajdu - Autodrom Bemowo Duet, który miał być rozegrany w formie równoległej. Myślałem, że skoro tak będzie, to szybko się skończy i będzie można wcześnie okupować miejscówkę na Karowej. Nawet się umówiliśmy ze znajomymi, że jak tylko przejedzie Kajetanowicz to szybko zmywamy się do samochodu, także po to żeby znaleźć miejsce do zaparkowania przed Karową. Na oes dotarliśmy gdzieś w połowie jego trwania, ale takie przybycie było założone. Wiedząc, że po tym odcinku nie będzie czasu udaliśmy się ze znajomym do siedziby Automobilklubu, bo w poprzednich latach można było tam zjeść i napić się czegoś ciepłego. Okazało się, że bufetu już niestety nie ma. Poszedłem, więc na szutrową część toru, bo liczyłem na widok na hopę przez mostek i ewentualny watersplash. Trochę przypadkowo zająłem praktycznie ostatnie wolne miejsce w pierwszym rzędzie z widokiem na hopę od boku i przejazdem przez wodę od przodu. Było zaskakująco ciepło względem wczorajszego dnia, co było mi na rękę. W teorii oes miał przebiegać sprawnie, ale szybko zaczęły się robić duże odstępy pomiędzy startami poszczególnych par. Przypuszczalnie było to spowodowane korkami na dojeździe z poprzedniego odcinka. Widok do nagrywania miałem fajny, ale przed przejazdem czołówki prawie przed nosem stanęła mi dziewczyna, która nagrywa materiał dla inmotorsport. Znamy się z oesów, więc nie interweniowałem żeby się przesunęła. Na szczęście jest niższa ode mnie, więc radziłem sobie nagrywając na wysoko wyciągniętych rękach. Czasami wychodziły trochę nienaturalnie przechylone kadry, ale było w miarę ok. Najdalej na mostku chyba skoczył Radek Typa. Kiedy pojawił się u mnie Adam Sroka to złożył szeroko Fiestę Rally3 obrzucając zebranych sporą ilością błota. Później Łukasz Kabaciński wygrzebał skądś kamień, którym dostałem w piszczel. Na szczęście ból szybko ustał. Przed przejazdem ścisłej czołówki pani operator odsunęła się na bok - w miejsce, z którego poszli fotografowie, więc nagrywało się bardziej komfortowo. Najbardziej efektownie ten fragment oesu moim zdaniem pokonał Wojtek Chuchała: https://youtu.be/LRsqa7H3s-g Po Sroce błotem poprawili jeszcze Miko Marczyk i Kajto. Po przejeździe szarej Fabii szybko udałem się w kierunku samochodu. Chwilę poczekałem na jednego znajomego, ale nie było drugiego. W międzyczasie ktoś jeszcze jeździł po torze. Później okazało się, że byli to Łukasz Byśkiniewicz i Hołek w Fieście Rally2 Kołtuna. Na kolegę czekaliśmy chyba z pół godziny. Nie podobało mi się to, bo obawiałem się, że będę miał problem z miejscówką na Karowej.
Znalezienie wolnego miejsca parkingowego w pobliżu Karowej zajęło nam mnóstwo czasu. Kiedy w końcu się udało, to kończyły się przejazdy pokazowe i miało rozpocząć się Kryterium Asów. Skierowałem się w okolice wiaduktu, bo to miejsce uznaję za najlepsze na tym odcinku. Obszedłem miejscówkę w jedną i drugą stronę, ale najlepsze co udało się znaleźć to stanie w trzecim rzędzie. Zrobiłem przymiarkę kamerą i dało się działać na maksymalnie wyciągniętych do góry rękach. Udało się nagrać m.in. uderzenie Sebastiana Steca w krawężnik: https://youtu.be/mMZv0Mqgjpo Z czasem koło mnie stanęło kilku wstawionych kibiców i kiedy Adam Sroka pojechał dość widowiskowo padło do mnie pytanie kto to jest. Od tej pory każdy kolejny startujący był dla zebranych Adamem. Było wesoło, ale czasami byłem trącany, przez co traciłem stabilność nagrania, przez co leciało mięso pod nosem. Swoją drogą Sroka praktycznie cały rajd jechał efektownie. Po jakimś czasie lewa ręka zaczynała odmawiać posłuszeństwa i z bólu opadać na dół, przez co niestety zepsułem kilka ujęć. W pewnym momencie zapaliła się Subaru Impreza bodajże Jerzego Szynkiewicza (czego nie nagrałem, bo ręka już coraz bardziej niedomagała). Wymusiło to przerwę, bo rajdówka była gaszona na mecie. Nieładnie tak pisać, ale ta niespodziewana przerwa była mi na rękę, bo ramiona mogły dłużej odpocząć. Kiedy miała jechać już ścisła czołówka, to postawiłem wszystko na jedną kartę zdejmując rękawiczkę i robiąc nagrania tylko prawą ręką. Udało się, ale nie chciałbym tego powtarzać w przyszłości. Mnóstwo mięsa leciało z powodu bólu i opadania ręki. Następnym razem po prostu musimy być wcześniej na Karowej, tak żebym mógł stanąć w pierwszym lub góra drugim rzędzie. Po przejeździe Kajta na czas sporo ludzi zeszło z trasy i w końcu komfortowo mogłem stanąć w pierwszym rzędzie. Ale przejazdami charytatywnymi byłem dosyć rozczarowany. Hołkowi tuż po starcie awarii uległa Impreza i szybko zjechał w stronę mety nie chcąc narażać rajdówki na dalsze uszkodzenia. Kajto pojechał jakoś krótko, w poprzednich latach wurcem zdecydowanie więcej pojeździł. Wizytę w Warszawie zakończyliśmy obecnością w pobliżu podium.

I to chyba była moja ostatnia impreza w tym roku. Pod względem zaliczonych zawodów ten rok był najgrubszy z dotychczasowych. Ciężko będzie go przebić, ale tak samo myślałem o 2019, a tu proszę udało się :) Jest szansa, że kolejny rok może być jeszcze bogatszy, bo wstępne plany są, ale czas pokaże czy uda się je zrealizować.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » poniedziałek, 7 lut 2022, 22:37

90. Rallye Automobile de Monte-Carlo 2022
W końcu, po ostatniej wizycie w 2017 roku, udało się ponownie być na tym rajdzie, ale droga do tego była kręta i wyboista. Jak co roku rzuciłem propozycję wyjazdu na Monte Carlo i tym razem trafiła ona na podatny grunt podczas Tor Modlin Rally Show. Wstępnie łącznie ze mną zainteresowane były trzy osoby. Później zainteresowanie zgłosiły jeszcze dwie, ale się wycofały.
Początkowo głównie brany pod uwagę był przelot do Nicei, ale nie było bezpośrednich lotów z Polski, Czech lub wschodnich Niemiec. Poza tym doszliśmy do wniosku, żeby jednak jechać samochodem, bo w razie np. odwołania rajdu nie bylibyśmy stratni na kosztach biletów lotniczych. Był 16 grudnia kiedy zacząłem poszukiwania czwartej osoby do składu, bo obawiałem się, że we trójkę wyjazd może nie dojść do skutku. Dość niespodziewanie kolega na testach Caisa usłyszał propozycję wyjazdu na Monte Carlo busem. Poprosiłem o podanie numeru telefonu do tego człowieka i wczesnym wieczorem odbyłem pierwszą rozmowę, która napawała optymizmem. Chłopak ten był już wcześniej na tym rajdzie i mając pojęcie jak to wygląda na miejscu zaproponował rezerwację 4 różnych noclegów. Tak żeby było blisko na oesy. Podobało mi się to i chciałem żeby z nami pojechał. Jeszcze w grudniu razem szukaliśmy i rezerwowaliśmy noclegi. Zadanie było ciężkie, bo wiele miejsc już było zajętych, a my dodatkowo chcieliśmy mieć możliwość bezpłatnej rezygnacji, ale coś tam udało się klepnąć. Czasami wiązało się to z brakiem pojedynczych łóżek.
Chyba na początku stycznia we Francji ogłoszono wprowadzenie nowych obostrzeń, które miały potrwać 3 tygodnie i kończyć się w tygodniu rajdowym. Dotyczyły m.in. ograniczenia ilości kibiców na otwartej przestrzeni do 5 tysięcy osób. Zaczynałem wątpić, że rajd będzie puszczony z udziałem kibiców. Jakąś iskierkę nadziei dawało niewprowadzenie godziny policyjnej. Ale mimo to coraz poważniej rozważałem alternatywny scenariusz w postaci wykupienia dostępu do AllLive i śledzenia Monte Carlo od czwartku do soboty, a w niedzielę wyjazd na Walimską Zimówkę. Codziennie śledziłem informacje czy kibice będą wpuszczeni na oesy, ale nic się nie pojawiało. W międzyczasie z drugim kolegą fotografem ustaliłem, że to on zajmie się wyborem miejscówek na rajd, bo ja już miałem trochę dość po szukaniu noclegów. Od tego kolegi padła też propozycja, że jeślibyśmy zostawali na noc z niedzieli na poniedziałek żeby się przespać, to możemy jeszcze coś pooglądać przed powrotem. Wybór padł na San Remo, gdzie udało się zarezerwować atrakcyjny nocleg. Niestety trzeba było z niego zrezygnować, bo do skorzystania potrzebne było posiadanie testu na covid nie starszego niż 24 godziny. W odwodzie pozostawała jeszcze Mentona, ale ostatecznie zapadła decyzja o powrocie tuż po rajdzie. Pojawiły się też onboardy z rajdu i po przejrzeniu pierwszych kilku km dwóch pierwszych piątkowych oesów pojawił się u mnie marazm, bo na nagraniach droga wyglądała tak, że z jednej strony była wysoka skarpa, a z drugiej przepaść zabezpieczona barierą.
Niespodziewanie około 2 tygodnie przed wyjazdem poproszono nas o rezygnację z drugiego noclegu, bo dwa łóżka miały być przeznaczone dla dzieci, a nie dorosłych. Znowu intensywne poszukiwanie zamiennika i udało się. Czasu do rajdu coraz bardziej ubywało, informacji o kibicach wciąż nie było, a trzeba było podjąć decyzję co z noclegami. Uzgodniliśmy, że nie rezygnujemy z rezerwacji, ale mieliśmy z tyłu głowy, że jeśli zmieni się sytuacja, to możemy nie pojechać. Był przeddzień wyjazdu, kiedy kolega fotograf sygnalizował, że może nie pojechać. Po krótkich konsultacjach uznaliśmy, że jeśli nie będzie mógł do nas dołączyć, to i tak jedziemy. Rankiem następnego dnia (we wtorek) było wiadomo, że jedziemy tylko we trójkę. Nie mieliśmy też zaplanowanych miejscówek, ale kolega, który dołączył do ekipy miał wziąć laptopa i miejsca mieliśmy typować już na miejscu. W długą podróż wyruszyliśmy po 17:00 z Wrocławia.

środa
Duży szacunek dla znajomego fotografa, który całą drogę pokonał sam, robiąc sobie tylko krótkie drzemki. Byłem pewien, że ktoś z nas będzie musiał prowadzić samochód. Ja jeśli mnie sen nie składał to nawigowałem. Kiedy byliśmy niedaleko celu i z autostrady zobaczyłem w dole San Remo, to jeszcze bardziej żałowałem, że nie będziemy się tu mogli zatrzymać na powrocie. Po długiej drodze około godziny trzynastej dotarliśmy do Monte Carlo. Byłem tu pierwszy raz, więc duże wrażenie robiły krajobrazy, budynki, port jachtowy, pomnik Juana Manuela Fangio i możliwość przejechania się fragmentami toru F1 (w ramach ciekawostki: na prostej start/meta normalnie jest zamontowany próg zwalniający, tunel nie zrobił na mnie należytego wrażenia,.bo akurat niefortunnie był w remoncie, mimo tego, że jechaliśmy pod prąd to wrażenie zrobił słynny nawrót Grand Hotel). Zaczęło się trochę niemiło, bo zostaliśmy zatrzymani przez policję, ale skończyło się bez konsekwencji. Pierwszą rajdówką Rally1, którą zobaczyliśmy był Yaris Takamoto Katsuty, ale przynajmniej dla mnie nie wywołał jakiegoś wrażenia wow. Starszy wyglądał atrakcyjniej. Następnie zaparkowaliśmy samochód i poszliśmy na serwis gdzie spotkaliśmy Kalle Rovanperę i Pettera Solberga, którzy podpisali koledze koszulkę. Nie podobało mi się to, że serwisy są tak odgrodzone i niedostępne dla kibiców. Zapewne wynikało to głównie z pandemii.
Później pojechaliśmy do Sospel żeby zakwaterować się na nocleg. Znajomy fotograf pytał jakie warunki zastaniemy na miejscu, a ja z rozbrajającą szczerością odpowiadałem, że nie wiem, bo po prostu nie pamiętałem dokładnie co rezerwowaliśmy w grudniu. Przez to dla mnie codzienne odkrywanie tego gdzie śpimy było swoistym jajkiem niespodzianką i dodatkową atrakcją wyjazdu.
Po zakwaterowaniu wróciliśmy do Monte Carlo, gdzie znajomy fotograf po uczestnictwie w briefingu bezpieczeństwa mógł odebrać kamizelkę. Kiedy na niego czekaliśmy to koledze na fladze podpisał się Oliver Solberg, dorwał on jeszcze Sébastiena Loeba i jego pilotkę, których namówił do wspólnego zdjęcia. Chciał zrobić zdjęcie przodu Yarisa z poziomu ulicy, ale dość emocjonalnie zabronił mu tego jeden z członków zespołu.
Wracając na nocleg miałem duże problemy ze złapaniem zasięgu, przez co niezamierzenie wjechaliśmy do Włoch i byliśmy kilka euro w plecy za bramki autostradowe. Na noclegu pomimo włączonych grzejników było przeraźliwie zimno. Zapoznałem się z media bookiem, który dostał znajomy i pojawiło się spore rozczarowanie, bo około 80% proponowanych miejsc to były nawroty. A miejsce wyznaczone dla mediów na odcinku testowym to meta lotna. Pożyczyłem od kolegi laptopa i na podstawie onboardu wytypowałem wstępnie miejscówkę na pierwszy piątkowy oes.

czwartek
Na ten dzień mieliśmy zaplanowaną wizytę na odcinku testowym Sainte-Agnès / Peille oraz pierwszy oes Lucéram / Lantosque. Miał to być nasz najdłuższy dzień rajdowy pod względem trasy do przejechania i późnego powrotu na nocleg.
Nocleg opuściliśmy o godzinie 8, był lekki mróz. Na odcinek testowy w pewnym momencie prowadziła droga szutrowa, czego się nie spodziewałem, więc ulżyło mi kiedy dotarliśmy w pobliżu mety testowego, bo nie byłem pewien czy nie pomyliłem dojazdu.
Wiedząc o tym, że odcinek testowy ma być niedostępny dla kibiców traktowałem go jako bonus, więc nie nastawiałem się zbytnio na nagrywanie. Jak coś się uda podziałać to super, ale bez ciśnienia. Okazało się, że na trasę mogliśmy wejść i stanąć jedynie w taki sposób, że ze skarpy widzieliśmy metą lotną. Słabo, nawet nie wyciągałem kamery.
Przygotowując się do rajdu dostrzegłem na rallymaps, że do mniej więcej środka trasy prowadzi jakaś droga. Dostrzegłem ją ze skarpy i chciałem namówić kolegę żeby poszedł ze mną, bo samemu mi się nie chciało. Odmówił, więc po krótkiej chwili stwierdziłem, że idę sam, bo tu i tak nic nie podziałam, a tam może będzie szansa. Obawiałem się tylko czy nie za późno się na to zdecydowałem, bo testowy nie miał trwać długo. Moim celem było dotarcie do trasy przed 11:30 (czyli planowanym końcem testowego). Myślałem, że droga nie będzie daleka, ale myliłem się. Najpierw musiałem serpentynami zejść w dół do mostku, aby później kolejnymi serpentynami wspiąć się na podobną wysokość. Nieźle dało mi to w kość, a do tego raz wybrałem złą odnogę. Kiedy byłem już jeden poziom serpentyn od celu zobaczyłem kilku Francuzów, którzy dotarli tu quadami. Na chwilę stanąłem odpocząć i sprawdzić jaki widok stąd mają. Słaby, bo trasę było widać z odległości kilkuset metrów. Jedyny plus to taki, że dłuższy fragment. Dziwiłem się czemu nie poszli wyżej. Ja tak oczywiście zrobiłem. Widok tam był idealny, ale co z tego jak zaraz byłem wyganiany, że tu jest strefa no public. Próbowałem argumentować, że żeby tu dotrzeć musiałem przejść sporo drogi. Łudziłem się, że może pozwolą mi zostać, ale byli nieugięci. Zaproponowali, że mogę stanąć za taśmą. Tylko, że stamtąd nie było widać ani rajdówki ani trasy. Byłem wkurzony, bo kosztowało mnie to dużo wysiłku, a musiałem odejść z niczym. Jeszcze kawałek dalej próbowałem dostać się do trasy, ale było stromo i jedynie podrapałem prawie całą szerokość podudzia, więc irytacja tylko wzrosła. Żeby coś wyciągnąć z tej wędrówki wróciłem się do Francuzów, z którymi chwilę porozmawiałem i zrobiłem po co najmniej jednym nagraniu każdej z rajdówek. Teraz czekał mnie powrót w okolice mety lotnej. W dół schodziło się nieźle, ale kiedy przyszło pokonywać serpentyny pod górę lekko nie było i strasznie się dłużyło. Już myślałem, że to ostatnia serpentyna, a tu kolejna i kolejna. Jeszcze blisko u celu trochę pobłądziłem dodając sobie niepotrzebnego wysiłku, więc wchodząc na górę ostatkiem sił ledwo przekładałem nogi. Dobrze, że się nie spieszyliśmy do samochodu i mogłem usiąść, bo byłem mocno wypompowany. Mieliśmy zamiar zjechać z testowego poprzez dojazdówkę do mety stop, ale okazało się, że droga ma być zamknięta aż do 17:00, więc ponownie musieliśmy skorzystać z drogi szutrowej.
Teraz udaliśmy się do Valbergu - ośrodka narciarskiego, gdzie był zlokalizowany nasz kolejny nocleg. W drodze zmodyfikowaliśmy dojazd tak, że przejechaliśmy cały pierwszy piątkowy oes Roure / Beuil. Widzieliśmy kilka potencjalnie ciekawych miejsc, ale trzeba by było wjechać w oes przed jego zamknięciem. Dlatego zaproponowałem miejsce na spadaniu przed metą z przejazdem przez most. W Valbergu okazało się, że nasz hotel położony jest tuż przy mecie stop drugiego jutrzejszego odcinka - Guillaumes / Péone / Valberg. Pojechaliśmy jeszcze trochę pod prąd niego żeby zobaczyć jak tu wygląda sytuacja, ale jak dla mnie było słabo, bo albo były strome skarpy, albo nieatrakcyjny widok. Po zakwaterowaniu się w hotelu pierwsze miłe wrażenie - w pomieszczeniu było w końcu ciepło. Bardzo miła odmiana wobec Sospel. Szybko coś zjedliśmy i doprecyzowaliśmy plan na jutro. Bardzo nie chciałem robić oesu Guillaumes / Péone / Valberg mimo tego, że mieliśmy go pod nosem. Myślałem nad ostatnim w pętli Val-de-Chalvagne / Entrevaux, ale ostatecznie zostałem przekonany do pozostania na drugą pętlę na miejscu.
Skoro to już mieliśmy uzgodnione to mogliśmy ruszyć w ponad stukilometrową podróż na pierwszy oes rajdu - wieczorny Lucéram / Lantosque. Dobrze, że wyjechaliśmy przed planowaną godziną, bo czas dojazdu zaczął się niebezpieczne wydłużać i pokazywał dotarcie prawie na styk. Poszedłem na łatwiznę i wybrałem miejsce z dojazdem pod samą trasę. Widząc na nawigacji duży korek na drodze prowadzącej do odcinka poinformowałem fotografa i kolegę, że być może nie dojedziemy do końca i trzeba będzie sporo iść pieszo. Kiedy byliśmy już około 5 km od celu i zaczęły być widoczne zaparkowane samochody kibiców to byłem skłonny wysiąść z samochodu i rozpocząć szybki marsz w stronę oesu, bo nie myślałem, że uda się bliżej podjechać. Wiązałoby się to zapewne ze stratą kilku pierwszych rajdówek. Ja nie miałbym wystarczająco odwagi żeby jechać dalej i tu bym zaparkował, ale nie nasz kierowca. Dzięki niemu dotarliśmy i zaparkowaliśmy samochód około 350 m od celu, więc bardzo komfortowo. Członkowie ekipy trochę się podśmiewali, że mogli mnie zostawić prawie 5 km wcześniej. Idąc w stronę oesu podobnie jak podczas odcinka nocnego w 2017 roku spojrzałem w niebo i ponownie ujrzałem mnóstwo gwiazd. Piękny widok. Jak docieraliśmy do trasy to chyba dopiero jechała ostatnia zerówka, więc nic nie przegapiliśmy. Tylko jak jechał Ogier to jeszcze stałem tak sobie, bo wśród ciemności nie do końca wiedziałem którędy i jak będą jechać. A przy trasie mnóstwo kibiców, którzy palili ogniska, odpalali race i sztuczne ognie. Wszystko to tworzyło świetny klimat nocnego oesu. Najlepszą oprawę przejazdu miał Sebastien Loeb. Wspomnę jeszcze tylko, że temperatura była powyżej zera, więc na naszym fragmencie nawierzchnia była sucha. Zostaliśmy planowo mniej więcej do połowy stawki. Do hotelu w Valbergu dotarliśmy około północy.

piątek
Nie musieliśmy przesadnie wcześnie wstawać, bo do mety pierwszego oesu dnia - Roure / Beuil 1 mieliśmy do przejechania raptem kilka km, a do tego ruszał on o 9:14. Zaparkowaliśmy nieopodal zjazdu z mety stop. Jak szliśmy w stronę oesu to wydawało mi się, że widzę parkującego Colina Clarka, o czym nie omieszkałem poinformować kolegi. Ten przyglądnął się i zaproponował zakład, który ochoczo przyjąłem. Natychmiast przyszła weryfikacja mojego spostrzeżenia, kiedy kolega wprost powiedział do osób towarzyszących domniemanemu Clarkowi, że uważam, że w samochodzie siedzi znany reporter. Wywołało to wesołość wśród tych osób, co znaczyło, że przegrałem zakład. Już kiedy byliśmy na trasie odcinka kolega zaopatrzył się w okolicznościowe suweniry z logiem rajdu w postaci chociażby koszulki i szalika. Następnie udaliśmy się na wytypowaną do oglądania skarpę. Kusiło żeby stanąć jak najbliżej jezdni, tak jak stali już inni kibice. Wtedy prawdopodobnie miałbym idealnie czysty kadr do nagrywania. Ale nie przejechała jeszcze pani Michele Mouton - delegat ds. bezpieczeństwa, a spodziewałem się, że po jej przejeździe kibice będą musieli stanąć wyżej. Dlatego już zawczasu obrałem w miarę optymalne miejsce powyżej. Była zawodniczka przejechała i jednak kibice niżej nie zostali przestawieni.
Ze skarpy mieliśmy widok na szybkie zakręty na spadaniu po zacienionej nawierzchni do przejazdu przez most. Oglądając w środę onboard, kiedy odcinek był przejeżdżany po suchej nawierzchni być może jesienią widziałem, że dojazd do mostu może sprawiać problem i to właśnie na ten fragment najbardziej się nastawiałem. Przejechała ostatnia zerówka i nieco ją podbiło na moście, co wyglądało obiecująco. Jako pierwszy pojawił się Sebastien Ogier, był szybki, nawet za bardzo, bo uderzył tyłem Yarisa w barierę na zewnętrznej, ale bez większych konsekwencji pojechał dalej. Zdarzenie to udało się nagrać: https://youtu.be/CYwgTZqR2f8 Może trochę nieładnie myślałem, że kolejni zawodnicy będą mieli tu podobne przygody, ale praktycznie wszyscy jechali tu zdecydowanie wolniej. Gus Greensmith miał trochę problemów z właściwą linią wjazdu na most, bo na zakręcie poprzedzającym trochę go powiozło prosto. Niestety nie dojechał do nas Adrien Fourmaux, który miał wypadek na wcześniejszej części odcinka.
Podczas oczekiwania na kolejne przejazdy kolega dostrzegł, że nad nami stoi Gilles Panizzi. Kiedy francuski król asfaltów zbierał się do zejścia z trasy kolega szybko zrobił sobie z nim selfie.
Z WRC2 najodważniej partię na naszej miejscówce pokonywał Stephane Lefebvre, który jechał na granicy uślizgu. Ponadto agresywnie pojechali Francois Delecour w Alpine A110 i Marijan Griebel za kierownicą Corsy Rally4. Nie zostaliśmy na odcinku do końca, bo zeszliśmy kiedy zaczęły jechać Abarthy 124. Prawdę mówiąc załogi jechały coraz wolniej, więc oglądanie ich nie było przesadnie ekscytujące.
W oczekiwaniu na drugi przejazd oesu Guillaumes / Péone / Valberg, który miał nastąpić dopiero o 15:19 zrobiliśmy grilla w bocznej drodze, czym wzbudzaliśmy symaptyczne zainteresowanie przechadzających się osób.
W pewnym momencie kolega dostrzegł z oddali Formauxa, do którego natychmiast podbiegł i chwilę porozmawiał podnosząc go na duchu. A znajomy fotograf uwiecznił obu panów na zdjęciu. Można by powiedzieć, że kolejny zawodnik został upolowany.
Dokończyliśmy jeść i udaliśmy się pieszo w stronę mety drugiego oesu. Z wczorajszego krótkiego rozpoznania wiedziałem, że można stanąć na skarpie na wewnętrznej zakrętu, ale nie widziałem tego miejsca dla siebie. Zatem poszedłem dalej pod prąd odcinka, ale nie wyglądało to dobrze, bo z jednej strony był stromy spadek zabezpieczony barierą, a z drugiej stroma skarpa. Ale za kawałek znalazło się miejsce z którego było więcej widać, bo wyjście z lewego szerokiego zakrętu, następnie prawy i prostą. I wydawało się, że nawet nie trzeba wchodzić na skarpę. Kolega tak uczynił, ja też spróbowałem, ale odpuściłem kiedy zobaczyłem, że nie będzie to łatwe. Wiedziałem, że raczej tylko odsunąłem w czasie wejście, bo i tak będę musiał się pewnie znaleźć na skarpie żeby opuścić bezkolizyjnie oes w trakcie jego trwania. Ale na razie byłem na dole, prawie na wysokości jezdni, a obok mnie jeszcze kilku kibiców. Przejeżdżały kolejne samochody funkcyjne i wydawało się, że tak można stać. Kierowca jednej z zerówek nawet zatrzymał się i pokazał kciuk w górę. Dlatego bardzo byliśmy zdziwieni kiedy zza zakrętu wyłonił się safeciarz z poleceniem wejścia na skarpę. Francuscy kibice próbowali jeszcze rozmawiać z osobą z zabezpieczenia, ale bezskutecznie, więc wszyscy musieli wejść na skarpę. Ulokowałem się koło kolegi, ale jak zobaczyłem jak mało tu widzi to stwierdziłem, że pójdę w bok i wyżej. Wchodziłem coraz wyżej, bo szukałem w miarę łagodnego przejścia w bok. Generalnie to była chyba najgorsza skarpa, po której musiałem chodzić, biorąc pod uwagę wszystkie do tej pory zaliczone imprezy motorsportowe. Z powodu stromizny często trzeba było się przemieszczać przy podparciu rąk, bo nierzadko nogi się osuwały z podłoża. W pewnym momencie dotarłem do grupy kibiców i zacząłem się zsuwać. W pobliżu były drzewa, których bezskutecznie próbowałem się chwycić, ale były trochę za daleko. Pomogli wtedy kibice, którzy mnie przytrzymali. Przemieściłem się jeszcze bliżej skraju skarpy i miałem całkiem niezły widok. Planowałem stać podczas nagrywania, ale kiedy trochę noga się ześlizgnęła to stwierdziłem, że kosztem lepszego ujęcia wybieram poczucie bezpieczeństwa i usiadłem. Dla mnie miejsce szału nie robiło. Do tego nie nagrałem lub za późno nagrywałem m.in. przejazdy Lefebvre'a i Erica Camilliego. Przez cały rajd miałem problem z usłyszeniem, że nadjeżdżają ich C3 Rally2. Co ciekawe Yohana Rossela, również za kierownicą Citroena, słyszałem za każdym razem.
Z miejscówki zacząłem schodzić około 16:20, bo umówieni przy samochodzie byliśmy jak dobrze pamiętam około 16:40. Ponownie przemieszczanie się skarpą przysporzyło sporo trudności. Mam nadzieję, że już więcej nie będę musiał się przemieszczać w takim terenie, bo nie czuję się w tym pewnie. Po jakimś czasie wszedłem na górę, gdzie było już na szczęście płasko. Mimo pokonania stosunkowo niewielkiej odległości (około kilkuset metrów), to czułem nogi. Dotarłem w pobliże mety lotnej, wykonałem jeszcze ze dwa nagrania. A następnie zapytałem safeciarza jak mogę zejść z oesu. Dostałem informację, że mam wejść pomiędzy budynki i tam będzie przejście. Tak zrobiłem, ale co dalej? Nie widziałem żadnego przejścia. Chwilę się zastanawiałem czy nie przebiec szybko trasą po mecie lotnej, ale zobaczyłem kibiców wchodzących pomiędzy budynki, więc miałem zamiar podążyć za nimi, ale gdzieś zniknęli. Uważniej przyjrzałem się otoczeniu i dostrzegłem stare, zniszczone betonowe schody przysypane liśćmi, po których mogłem wejść na górę. Później jeszcze kolejne schody już zdecydowanie lepiej widoczne, następnie skarpą na górę żeby schodami na dół i już było prosto. M.in. przez niemożność znalezienia pierwszych schodów spóźniłem się na umówioną godzinę. Myślałem, że może nie będę ostatni, ale reszta ekipy już czekała w samochodzie.
Teraz czekała nas, jeśli dobrze pamiętam, około dwugodzinna podróż na kolejny nocleg do miasta Riez. Droga była dosyć zatłoczona, bo stanowiła alternatywny przejazd dla trasy prowadzącej pierwszym oesem, a do tego stanowiła dojazdówkę do odcinka kończącego pętlę, więc jechaliśmy w towarzystwie niemałej ilości rajdówek. Musieliśmy przejechać przez Entrevaux, gdzie niefortunnie znajdowały się start i meta oesu. Był to doskonały przepis na stworzenie korka, w którym musieliśmy spędzić około pół godziny, jeśli nie więcej. Do Riez dotarliśmy chyba około 19:00. Przed naszym noclegiem znajdowały się idealne miejsca do parkowania, ale zostaliśmy poinformowani przez gospodarza naszego noclegu, aby tu nie zostawiać samochodu, bo jutro na tym placu będzie organizowany lokalny targ. Na szczęście parking alternatywny był zlokalizowany niewiele dalej. Na noclegu zaskoczył mnie duży metraż - pod względem ilości miejsca było bardzo komfortowo. Stanowiło to też mankament, bo duże pomieszczenia trudno było nagrzać.
Zjedliśmy kolację i zasiedliśmy do planowania kolejnego dnia. Mimo tego, że mieliśmy bardzo blisko do startu drugiego oesu w pętli - Saint-Jeannet / Malijai (około pół godziny dojazdu), to bardzo chciałem być na kończącym pętlę - Saint-Geniez / Thoard. Głównie dlatego, że praktycznie dawał on gwarancję zimowych warunków, czyli tego czego jeszcze w pełni nie uświadczyłem w przeszłości. Zaczęło się odczytywanie z przewodnika rajdowego dojazdów do miejsc przeznaczonych dla kibiców i chyba wszystkie prowadziły oesem, więc trzeba by było wjechać przed zamknięciem drogi. To może jeszcze byśmy mogli zrobić, ale później musielibyśmy pewnie długo czekać na otwarcie drogi, czego niezbyt chcieliśmy. Dodatkowo przeciwko temu oesowi przemawiał spory czas dojazdu - ponad godzinę. Próbowałem coś jeszcze patrzeć pod kątem dojazdu od startu i mety, ale ostatecznie się poddałem. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się być na tym odcinku.
Trochę zrezygnowany włączyłem onboard najbliższego nam oesu i to co zobaczyłem sprawiało, że coraz mniej żałowałem porzucenia wyprawy na zimowy odcinek. Trasa wyglądała na szybką, położoną w dość nizinnym terenie (tu wspomnę, że bardzo mi się podobało w przewodniku dla kibiców umieszczenie profilu wysokościowego trasy, ale za to brakowało map poszczególnych etapów i całego rajdu), z możliwym bezkolizyjnym przemieszczaniem się wzdłuż odcinka - co bardzo lubię. Do tego niedługo po starcie było przejście przez możliwe dobicie, a następnie szczyty mogące być hopami. Ustaliliśmy, że jeśli nam się spodoba i będziemy widzieli potencjał na kilka miejscówek, to zostajemy w tym miejscu na drugi przejazd. Ewentualnie zejdziemy do samochodu pomiędzy pętlami.

sobota
Ponownie dzięki odpowiedniemu wyborze pierwszego oesu do zobaczenia mogliśmy dłużej pospać. Tak samo jak przez cały rajd przywitała nas słoneczna pogoda. Szybko i bezproblemowo dotarliśmy od strony startu na oes Saint-Jeannet / Malijai. Kiedy wchodziliśmy na trasę do inspekcji szykowała się Michele Mouton. Teren przy odcinku był bajecznie komfortowy do przemieszczania się względem wczorajszego ostatniego oesu. Nastawiłem się na nagrywanie potencjalnego dobicia od przodu i później ciągnięcie rajdówki przez szczyt, który mógł okazać się hopą. Przejechał jeden z samochodów funkcyjnych i dobicie wyglądało całkiem obiecująco. Ale kiedy ruszyły rajdówki, to już nie było tak fajnie, bo zawieszenie wybierało nierówności. Za to szczyt okazał się całkiem niezłą hopą, po której był kolejny mniejszy skok. Na większość Rally1 stałem w pierwotnym miejscu, ale później przeniosłem się tak żeby głównie widzieć obie hopy. Swoją drogą Monte Carlo i hopy to dla mnie mocno niecodzienne, aczkolwiek atrakcyjne połączenie. Kolega ulokował się na dobiciu, więc kiedy kończył się przejazd to do niego wróciłem. Zostaliśmy bez ruszania się z miejsca na kolejny przejazd. Nie potrzebowaliśmy schodzić do samochodu, bo mieliśmy ze sobą jedzenie i picie. Do tego była piękna słoneczna pogoda, więc usiedliśmy i w oczekiwaniu na kolejny przejazd patrzyliśmy jaka impreza rozgorzała u Francuzów. Było fajnie pozytywnie. Kolega zaproponował żeby się przejść wzdłuż trasy i zobaczyć co jest dalej. Podobała mi się ta propozycja, bo miałem zamiar zagłębiać się w odcinek. Niestety ostatecznie nie poszliśmy.
Na drugi przejazd ustawiłem się tak żeby hopy widzieć bardziej od przodu. Jeden z bardziej widowiskowych przejazdów - Sebastien Loeb w akcji: https://youtu.be/5uiz0x7_Fqg Ponieważ nie wiedziałem co jest z prądem odcinka kurczowo trzymałem się hop podczas przejazdu czołowych zawodników. Przemieszczanie się dopiero rozpocząłem gdy zaczęły jechać załogi WRC2. W niewielkiej odległości znalazłem fajną partię - przejazd przez nierówność (na której jeśli zawodnicy nie zwalniali to była hopą i nierówność była przeskakiwana), a następnie szybki lewy do prawego z cięciem i wyciągniętym syfem. Teraz żałowałem, że tak byłem przyklejony do tych hop, bo fajnie by tu było zobaczyć w akcji Rally1. Szkoda, że w przerwie nie poszliśmy z kolegą na rekonesans trasy. Czołówka WRC2 skakała, ale później kolejni zawodnicy dysponujący Rally2 już zdecydowanie wolniej przejeżdżali nierówność. Dymiącą Fabią Rally2 wolno przejechał Marco Bulacia. Fajnie na tej części odcinka oglądało się m.in. załogi startujące Alpinami, bo ich kierowcy mieli co robić za kierownicami. Widowiskowo wyglądały przejazdy Raphaela Astiera (szybkość wizualną potwierdzały rezultaty osiągane na oesach) i Francoisa Delecoura, któremu uciekł trochę tył Alpiny po nierównościach. Nim wszystkie rajdówki przejechały to już schodziliśmy do samochodu. Ostatnią startującą załogę chyba widzieliśmy na starcie.
Znowu czekała nas długa około dwugodzinna podróż na kolejny nocleg. Ale po drodze całkowicie przypadkowo trafiliśmy na punkt tankowania w mieście Mézel, gdzie jeszcze mogliśmy zobaczyć Olivera Solberga, Gusa Greensmitha, Thierrego Neuville'a, Sébastiena Loeba, jego imiennika Ogiera, Takamoto Katsutę i Andreasa Mikkelsen. Pierwszy raz mogliśmy też pooglądać z takiego bliska rajdówki Rally1. Punkt tankowania budził spore zainteresowanie wśród kibiców. Jedni nawet zatrzymali się na środku drogi i już ich pasażerowie wychodzili z samochodu. Wczesnym wieczorem dotarliśmy do Tourrettes-sur-Loup.
Przyszła pora na odkrycie kolejnego jajka niespodzianki. Pamiętałem tylko, że nasz budynek miał być drewniany. Wchodzimy do środka, a tuż przy drzwiach łóżka - w przedpokoju? Okazało się, że naszym miejscem noclegu miała być przyczepa taki barakowóz. O dziwo w środku było ciepło i mieliśmy do dyspozycji wszystkie potrzebne udogodnienia. Tylko było ciasno przy stole, więc 3 osoby naraz raczej nie mogły siedzieć i wszystko (oprócz łazienki) mieściło się w jednym pomieszczeniu. Z tego powodu żeby nie przeszkadzać kierowcy w spokojnym śnie, to musieliśmy z kolegą siedzieć na zewnątrz jak chcieliśmy jeszcze porozmawiać. Kolega żartował, że był z tego taki plus, że nie trzeba było lodu, bo sam się z czasem robił na powierzchni napitku.
Byłem pewien, że nasz nocleg jest raptem kilkanaście minut od pierwszego niedzielnego oesu. Już nawet dzień wcześniej wytypowałem nam pierwszą potencjalną miejscówkę na jutro. Jakie było moje zdziwienie, kiedy nawigacja pokazała ponad godzinę dojazdu w to miejsce. Tego się absolutnie nie spodziewałem. Już nie pamiętam jak to było z szukaniem tego noclegu w grudniu. Może nie było nic bliżej oesów i dlatego wzięliśmy to?
Po tym jak zakomunikowałem czas dojazdu padła propozycja kierowcy żeby dłużej pospać przed podróżą powrotną i robić tylko ostatni oes rajdu - Briançonnet / Entrevaux, po nim podium przy mecie odcinka i od razu powrót do Polski. Można się domyślić, że nie podobało mi się to, ale nie oponowałem, bo chodziło o nasz bezpieczny powrót, a do tego lepiej jak kierowca jest wypoczęty. Zobaczyliśmy, że w Puget-Théniers, koło Entrevaux (gdzie mieliśmy plan jechać, bo tam miało być zlokalizowane podium) jest zaplanowany punkt tankowania, a, że i tak mieliśmy tamtędy przejeżdżać to postanowiliśmy, że wyjedziemy trochę wcześniej i tam spróbujemy jeszcze załogi połapać.

niedziela
Kiedy wstaliśmy zobaczyliśmy z okna naszej przyczepy udomowione kaczki. A jak wyszliśmy na zewnątrz to okazało się, że są jeszcze kury. Przyglądnęliśmy się przyczepie i rzeczywiście wyglądała podobnie jak barakowóz, bo nawet stała na kołach. Ale wracając do wydarzeń rajdowych, to zgodnie z planem wyjechaliśmy wcześniej i w drodze do Entrevaux zatrzymaliśmy się na punkcie tankowania w Puget-Théniers. Tu zastaliśmy Gusa Greensmitha, Kallego Rovanperę, Craiga Breena, Sebastienów Ogiera i Loeba, Andreasa Mikkelsena i Erika Caisa. Kolega zawołał młodego Czecha, ten podbiegł i przybił z nim piątkę.
Po tym udaliśmy się już w okolice mety ostatniego oesu rajdu - Briançonnet / Entrevaux 2. Znaleźć miejsce do zaparkowania było nie lada wyzwaniem, bo zjechało się tu mnóstwo kibiców, ale udało się, bo akurat trafiliśmy na kogoś, kto wyjeżdżał. Idąc od samochodu spotkaliśmy Polaka, od którego dowiedzieliśmy się, że jedzie z ekipą w środek odcinka, bo tu można było oglądać rajdówki jedynie z daleka. My nie mogliśmy sobie na to pozwolić, bo żeby uniknąć późniejszej wizyty na mecie w Monte Carlo, to znajomy fotograf chciał zrobić zdjęcia podium przy mecie odcinka. Próbowaliśmy z kolegą wejść na trasę od strony zjazdu z mety stop, ale chyba było mniej niż pół godziny do startu oesu, bo nie zostaliśmy wpuszczeni. Podczas tego rajdu była taka zasada, że do pół godziny przed startem jeszcze można było wejść na trasę. Wyglądało to słabo, kolega odpuścił dostanie się na oes, ale nie ja. No bo jak to ostatni oes rajdu i w dodatku tylko jedyny dzisiaj i mam nie zobaczyć rajdówek na odcinku?! Zatem zaraz zaczęło się poszukiwanie alternatywnego przejścia. Znaleźliśmy drogą prowadzącą na skarpę, skąd było widać w dole drogę. Myślałem, że tędy będą jechać rajdówki o co pytałem obecnych kibiców. Dostałem odpowiedź, że nie i wskazano mi drogę na skarpie po drugiej stronie. Było daleko i pod słońce, więc słabo. Dostrzegłem jeszcze ludzi idących w dole w stronę mety lotnej. Ponownie próbowałem się dowiedzieć od kibiców jak trafić na most wiodący w stronę trasy, ale trudno było znaleźć kogoś mówiącego po angielsku. W końcu jakiś Włoch zaproponował pomoc przy użyciu tłumacza na telefonie, więc sobie porozmawialiśmy po angielsko-włosku. Nic mi to nie dało, a do tego tłumacz odbierał mój most jako plażę, więc machnąłem ręką i dziękując za chęć pomocy odpuściłem temat. W oczekiwaniu na start byliśmy jeszcze świadkami zabawnego zdarzenia jak chłopak trafił korkiem od szampana kogoś w głowę. W międzyczasie kolega doniósł, że Sebastien Ogier poniósł dotkliwą stratę czasową wskutek przebicia opony i nowym liderem został Loeb. Już wydawało się, że losy zwycięstwa są przesądzone, a tu proszę taka niespodzianka i jeszcze możliwa walka aż do końca. Fajnie.
Oes ruszył, ale widok był bez szału, a do tego miało się wrażenie, że część załóg bardzo odpuszczało zjazd do mety - może było tam ślisko? Coś ponagrywałem, ale bez rewelacji. Szkoda takiego zakończenia rajdu. Do mety dotarł Sebastien Loeb i na skarpie wśród grupy kilkudziesięciu kibiców pojawiły się oklaski. Również byłem zadowolony z jego zwycięstwa, bo lubię tego zawodnika, a do tego życzę jak najlepiej M-Sportowi, który chyba dysponuje najmniejszym budżetem z zespołów fabrycznych. Choć muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego. No bo jak zaraz po powrocie z Dakaru, praktycznie bez odpoczynku wsiąść za kierownicę zupełnie innego pojazdu i wygrać z kierowcami przygotowującymi się do tego startu od dłuższego czasu. Chapeau bas.
Trochę na pocieszenie nagrałem jeszcze z oddali ceremonię podium (ale nie wyszło to zbyt dobrze, bo dźwięk skutecznie zakłócał wiszący śmigłowiec), a później wyjazd czołowej trójki na drogę główną wśród szpaleru kibiców. Ale niedosyt trochę pozostał.
Około 14:00 opuściliśmy Entrevaux. Chyba około 7:00 następnego dnia wjechaliśmy do Polski. Kierowca znowu całą niełatwą trasę pokonał sam, za co ponownie należy się duże uznanie. Po powrocie ze słonecznej Francji w Polsce można było nabawić się depresji widząc tą szarość za oknem. Oby do przyszłego roku...

Podsumowując bardzo się cieszę, że tak z grubej rury można było rozpocząć sezon (tym bardziej, że w przeddzień wyjazdu zawisł on na bardzo cienkim włosku) i do tego znowu na premierę nowych rajdówek. Pogoda dopisała, choć trochę pozostaje niedosyt z powodu nie zobaczenia zimowych warunków na trasie. Mimo, że rajd jest chyba jednym z najcięższych dla kibica, to bez wątpienia znajduje się na podium moich ulubionych imprez. Jak dla mnie mógłbym tu co roku rozpoczynać sezon. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też to się uda :)
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » wtorek, 5 kwi 2022, 23:06

1. Runda MOTUL Gravel Cup 2022
Przez długi czas w ostatni weekend marca planowałem wybrać się na Pražský Rallysprint. W końcu nadarzała się okazja wybrać do stolicy Czech na niezłą imprezę rajdową, bez kolizji z innymi wydarzeniami. Jednak później pojawiła się informacja o powstaniu nowego cyklu rajdowego - MOTUL Gravel Cup, z bliską lokalizacją, bo koło Kamienia Śląskiego, tuż obok toru Silesia Ring. Przyglądałem się tej imprezie z ciekawością i ostatecznie to na nią się wybrałem. Dlatego tak zdecydowałem, ponieważ do Pragi musiałbym jechać sam, a niezbyt mi się chciało jechać tyle kilometrów, a i lista też nadzwyczaj nie powalała. Chociaż jak później oglądałem filmy i zdjęcia z tej imprezy to trochę żałowałem, że mnie nie było.
Dobrze, że przed szutrową imprezą newsy odnośnie startujących wrzucało rally.pl, bo tak by nawet nie było wiadomo kogo się spodziewać. Lista zgłoszeń wg organizatora miała być opublikowana, ale ostatecznie nie była, co było słabe. Na planie toru wyznaczono strefy dla kibiców. Nie nastrajało to optymistycznie, bo groziło uwiązaniem do miejsca, a tego nie lubię.
Pozytywem był stosunkowo późny start imprezy, bo chyba chwilę po 11:00, to nie trzeba było wcześnie wyjeżdżać. Kończyć się miało około 16:00, więc szybko. Odpowiadało mi to, bo mogłem zdążyć na kwalifikacje F1.
Dojechałem na miejsce bezproblemowo, tylko raczej od tyłu, bo drogą gruntową. Po dojeździe do tej drogi pojawiła się lekka niepewność, bo widniał na niej znak informujący o drodze ślepej, ale zobaczyłem z oddali tumany kurzu świadczące o zapoznaniu z trasą, więc ruszyłem trochę śmielej. Nie wiedziałem gdzie dokładnie znajduje się część szutrowa, więc bezwiednie zaparkowałem bliżej toru asfaltowego. Ale nie było stąd daleko do obiektu docelowego.
Początkowo nie wiedziałem jak to jest z wejściem na trasę, więc czaiłem się czy ktoś będzie przecinał oes, a później przemieszczałem się już swobodniej. Na początku ulokowałem się na widok na największą hopę i to był błąd, bo ograniczyło mi to różnorodność miejscówek. Na początku trzeba się było zagłębić w trasę i stopniowo przybliżać się do tej hopy. Ale zrobiłem tak na początku, bo nawiązałem rozmowę z jakimś kibicem z Krakowa, a przede wszystkim nie wiedziałem jak na moje przemieszczanie się będą reagować osoby zabezpieczające trasę. Zawody zaczęły się z około półgodzinnym poślizgiem. W końcu można się było dowiedzieć kto startuje, a tu było solidnie, ale bez szału. Wymienię Terleckiego w Fieście Proto, Predko, Sękowskiego w BMW, Ważnego w Lancerze Evo IX, Cywińskiego (znanego z rallycrossu) w Lancerze Evo VI, czy też Gadomskiego w historycznym Mercedesie.
Do przejechania w pętli były 2 oesy, ale nie wiem gdzie się jeden kończył, a drugi zaczynał, więc traktowałem całość przejazdu jako jeden odcinek. Szybko awarii uległo BMW Predko i czyjaś Astra. Dziwiło mnie to, że po zakończeniu przejazdów organizator nie pozwolił ściągnąć rajdówek na serwis i być może spróbować je naprawić, bo może zawodnicy mogliby jeździć dalej. Wracając jeszcze do pierwszego przejazdu to dobrze oglądało się jazdę Terleckiego, Predko, Cywińskiego. Sękowski miałem wrażenie jakby trochę przesadzał, bo w jednym z zakrętów wyrzuciło BMW z trasy i zawodnik postraszył trochę kibiców. Zaskakująco szybko dla mnie jechał Gadomski w historyku i na hopach chyba nawet nie odpuszczał zanadto gazu.
Startujących załóg stopniowo ubywało, ale nie przeszkadzało mi to zanadto, bo wiał silny nieprzyjemny wiatr, a dzięki wykruszaniu się kolejnych załóg zawody szybciej zmierzały do końca. Pewnie znowu nieładnie tak pisać...
Na drugą pętlę poszedłem na widok na zakręt, z którego wyrzuciło Sękowskiego. A ostatnia pętla to naturalnie powrót na hopę, gdzie miał się odbyć konkurs na najdalszy skok. Stąd nagranie przejazdu Terleckiego, który chyba poleciał najdalej: https://youtu.be/4G6XwjZf74g
Kiedy stawka zawodników zmierzała ku końcowi czekałem jeszcze na przejazd Cywińskiego. Z oddali było widać ciągnący się za rajdówką kurz. Już powoli szykowałem się z kamerą. Czerwony Lancer jeszcze daleko ode mnie wyłonił się zza zieleni, ale rajdówka kilkukrotnie miękko rolowała. Nie złapałem tego momentu, bo nagrywanie zaczynałem od wyjścia z zakrętu w stronę hopy kawałek dalej. Kiedy Lancer dachował jako pierwszy w jego kierunku rzucił się biegiem Brzeziński. Po dłuższej chwili było widać poza rajdówką kierowcę, więc na szczęście nic poważnego się nie stało. Już nie czekałem na to czy przejazdy będą wznowione, tylko zwinąłem się do domu.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » wtorek, 19 kwi 2022, 23:24

40. Kowax Valašská Rally ValMez 2022 - tylko sobota
Odkąd zainteresowałem się wyjazdami na czeskie rajdy i wciągnąłem w to znajomego fotografa, to jednodniowa sobotnia wizyta na początku wiosny u naszych południowych sąsiadów weszła na stałe do harmonogramu wyjazdów. Lista tej imprezy zazwyczaj jest atrakcyjna, ale tego samego nie powiedziałbym o miejscówkach na oesach. Podobnie było tym razem jak przyszło do planowania. Najfajniejszym odcinkiem pod względem miejscówek była Lesna, ale niestety stanowiła dopiero drugi oes w pętli. A, że chcieliśmy robić 3 oesy to na Lesnej mogliśmy być tylko jednokrotnie. Szkoda, bo na pozostałych oesach miejsca były bez rewelacji. Z konieczności coś tam się wybrało. Na Lesnej kilka miejsc już znałem, więc chciałem czegoś nowego. Po obejrzeniu zeszłorocznego onboardu szczególnie zainteresowały mnie m.in. szybkie przejście przez szczyt oraz możliwa hopa przez most. Utwierdziłem się w tym po obejrzeniu nagrań z zewnątrz. Ale o ile do pierwszego miejsca był dostęp bezproblemowy, tak drugie było dostępne tylko od strony mety w taki sposób, że gdybyśmy chcieli z niego zejść w trakcie trwania przejazdów to moim zdaniem było to raczej niewykonalne, bo był fragment trasy, gdzie nie widziałem możliwości schowania się przed rajdówkami. Wydawało się, że trzeba będzie mostek odpuścić, ale znajomy znalazł jakieś drogi, którymi być może dałoby się tak dojechać żeby ominąć newralgiczny fragment oesu. Założyliśmy, że spróbujemy tak zrobić.
Na rajd zaplanowaliśmy oesy 1, 3 w pierwszej pętli, następnie serwis i tylko oes 2 w drugiej pętli. Pogoda miała być słaba, bo miało być chłodno, wietrznie i jeszcze do tego opady śniegu z deszczem. Wyjechać mieliśmy o mocno abstrakcyjnej dla mnie porze - 4:30. Dlatego tak wcześnie, bo znajomy miał jeszcze odebrać kamizelkę. Dzięki temu na pierwszy oes - Rybi dotarliśmy z dużym zapasem czasu, tak, że droga jeszcze nie była zamknięta. Zostawiliśmy samochód i poszliśmy zapoznać się z miejscówką - przejazdem przez plac kilkaset metrów po starcie. Wyglądało to nieźle, bo było tu trochę błota. Szkoda tylko, że trasę przejazdu wyznaczały beczki, bo przez to tor jazdy był poprowadzony poza sporą ilością błota. Ale i tak wyglądało to dosyć obiecująco. Było jeszcze sporo czasu do startu odcinka, więc zgodnie z planem wróciliśmy do samochodu i się zdrzemnęliśmy. Pogoda za oknem nie nastrajała optymistycznie, bo padał deszcz, który przeszedł w krupę śnieżną. Mimo to kibice stopniowo napływali. Ja opuściłem samochód na około pół godziny przed startem oesu i jak się okazało było to już trochę za późno, bo optymalnego widoku na plac już nie miałem. Znalazłem taki, gdzie niestety miałem miałem roślinność w kadrze, ale jednak bardzo to nie przeszkadzało. Oes ruszył i jako pierwszy pojawił się Ondrej Bisaha. Przejechał zachowawczo, ale po tym zawodniku nie spodziewałem się fajerwerków. Lepszym wyznacznikiem atrakcyjności mieli być startujący następnie Kopecky, Mares, Pech. Mares trochę przesunął jedną z beczek. Martina Vlcka trochę postawiło bokiem na wjeździe na plac. I tyle. Słabo, bo wyobrażałem sobie, że będzie rajdówki będą trochę wpadać w poślizg na syfie. Jedyną rzeczą godną odnotowania był wjazd do rowu zaraz po starcie pierwszej Fiesty Rally3 - Vlastimila Majerčáka. Widzieliśmy to zdarzenie, kiedy schodziliśmy do samochodu.
Teraz udaliśmy się na kończące pętlę Choryně 1. Miejsce miało być najsłabsze, a wyszło całkiem niezłe. Wybrałem jedno z proponowanych dla kibiców - lewy 90, prosta, prawy 90 i następnie zakręty (niektóre można było ciąć, a na innych były betonowe ograniczniki) pomiędzy drzewami. Wszystko to w otwartym terenie, więc rajdówki długo było widać. Martin Vlcek jechał tu bez tylnej szyby w i20 N Rally2. Solidne miejsce, ale bez szału. Minusem tej miejscówki była duża ilość błota, które nieustannie przyklejało się do butów. Tak, że robiły się 3 razy cięższe. Zostaliśmy do przejazdu Rafała Kwiatkowskiego w Imprezie.
Następnym punktem planu była krótka wizyta na serwisie, gdzie widzieliśmy prace prowadzone przy Hyundaiu Vlcka. W międzyczasie od znajomego fotografa dowiedzieliśmy się, że kierowcy mostek mocno zhamowywują i praktycznie nikt nie skacze. Mimo to nie porzuciliśmy na niego planów na drugi przejazd Lesnej, bo myśleliśmy, że kierowcy jechali tak zachowawczo z powodu złych warunków na pierwszej pętli, a teraz po suchym może będzie odważniej.
Zwinęliśmy się szybko z serwisu żeby w przypadku niepowodzenia dojazdu w pobliże fragmentu oesu, z którego miało być łatwe dojście na mostek mieć czas na przeniesienie się na alternatywne miejsce - szybkie przejście przez szczyt. W pobliże planowanego fragmentu odcinka nie dotarliśmy, bo w jednym miejscu był szlaban, a w drugim oznaczenie, że to teren wojskowy. Z konieczności pojechaliśmy na przejście przez szczyt. Zaskoczyła mnie taka duża ilość kibiców w tym miejscu. Ale zdecydowana większość nastawiła się na lewy przez skrzyżowanie. Ja zgodnie z planem poszedłem kawałek pod prąd oesu na przejście przez szczyt. Znowu było bardzo błotnisto. Na miejscówce spotkałem znajomego fotografa z dwoma kolegami. Jednym z nich okazał się Rallyjupik (pozdrawiam). Dowiedziałem się, że na skrzyżowaniu działo się podczas pierwszej pętli. Wtedy to wypadł tu z drogi Brezik w Fabii Rally2 Evo, a kilku innych kierowców miało problemy w tym miejscu.
Na szczycie w drugim przejeździe nie działo się nic nadzwyczajnego. Wspomnę jedynie, że Jiri Hanak w Fabii Rally2 Evo wyjechał na trawę po szczycie, ale nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów i bezproblemowo szybko wrócił na jezdnię. Niedługo po przejeździe Alpine Jakuba Jirovca skierowaliśmy się Valasske Mezirici, żeby znajomy mógł oddać kamizelkę.
W pewnym momencie w trakcie rajdu wywiązała się między nami rozmowa, że może w przyszłości odpuścić wyjazd na ten rajd. Jestem zdania, że może rzeczywiście odcinki nie powalają (jak się jest tylko jeden dzień, a chce się zrobić jak najwięcej oesów), ale obsada tego rajdu zazwyczaj jest atrakcyjna i z tego powodu warto się na niego wybierać.
Ujęcia przejazdów Lubiaka z pierwszego Choryne i drugiej Lesnej: https://youtu.be/bZI1QG8Q7xY
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Re: Relacje z imprez okiem kibica

Postprzez andrew88 » piątek, 29 kwi 2022, 23:05

6.Tech-Mol Rally 2022 (Nowa Ruda) - 1. Runda Tarmac Masters 2022
Początkowo na rajd mieliśmy się wybrać tylko we dwójkę ze znajomym fotografem, ale w tygodniu rajdowym okazało się, że dojdzie nam do składu jeszcze jeden kolega fotograf. Lista zgłoszeń była całkiem niezła z 4 R5/Rally2, ja szczególnie czekałem na DS3 R5 Marka Temple.
Plan na miejscówki ustaliłem kierując się głównie tym, że na 19:15 musiałem się dostać na Stadion Olimpijski we Wrocławiu, bo miałem zamiar być na meczu żużlowym Sparty Wrocław z Apatorem Toruń. Stąd zaplanowałem, że będziemy robić dwa razy drugi oes i na końcu pierwszy żeby szybciej móc uciec do Wrocławia. Skoro szedł oes Cosmos to obowiązkowym punktem musiała być hopa, do tego wybrałem przejazd przez skrzyżowanie w otwartym terenie, które znałem bodajże z edycji 2019, tylko w tym roku miało być jechane w przeciwnym kierunku. Moją uwagę z onboardu zwróciła partia zakrętami w dół z dużą ilością piasku pozostałego po zimie. Ostatni oes to miał być fragment, gdzie trasa przebiegała dosyć blisko siebie. Lewy 90 do lasku i nieopodal lewy 90 w kierunku mety.
Kiedy wyjeżdżaliśmy prognoza pogody dla Nowej Rudy pokazywała, że właśnie pada śnieg. Na tej podstawie zadecydowałem, że najpierw jedziemy na skrzyżowanie. Liczyłem na to, że na drugiej pętli jak warunki do jazdy będą lepsze to zawodnicy będą jechać szybciej i przełoży się to na dalsze skoki. Dojechaliśmy do odcinka innym dojazdem niż planowałem, ale było to zamierzone. To sprawiło, że musieliśmy przejść przez brudną partię z onboardu. Kiedy zobaczyliśmy jak ten fragment wygląda na żywo podjęliśmy decyzję, że tu zostajemy, bo miejsce ma potencjał na przysporzenie wielu problemów zawodnikom i rzeczywiście tak było: https://youtu.be/5QLM-fqgVj8 Dziwiła nieobecność Zbigniewa Gabrysia na trasie, ale od kibiców dowiedziałem się, że po prostu nie przyjechał. Przejechało około 20 rajdówek i odcinek został przerwany po wypadku jednej z załóg.
W tej sytuacji skierowaliśmy się na serwis, gdzie nie byliśmy zbyt długo. Padły dwie propozycje - pojechać lub pójść coś zjeść, albo pojechać na przejazd załóg z SKJS-u na hopę na oes Cosmos. Ja się nie wypowiadałem w tej kwestii, więc znajomi zadecydowali, że jedziemy wcześniej na hopę i później czekamy do przejazdu załóg z RO. Później okazało się, że bardzo dobrze, że taka decyzja została podjęta.
Kiedy dotarliśmy do oesu jeszcze nie było pewności czy zawodnicy SKJS-u w ogóle przejadą próbę, bo czasu na to nie było dużo. Ostatecznie załogi wystartowały, a my byliśmy świadkami kilku niezłych lotów na hopie, ale na główne danie - drugi przejazd Cosmosu przez RO - musieliśmy jeszcze poczekać. Oczekiwaniu towarzyszyła bardzo zmienna pogoda. Na krótko przed startem drugiego przejazdu Cosmosu spadł śnieg i nawierzchnia zrobiła się mokra. Organizator ze względów bezpieczeństwa zarządził wolny przejazd. Pewnie na taką decyzję miało wpływ kilka poważnie wyglądających wypadków, które miały miejsce na pierwszej pętli. Byliśmy rozczarowani. Dobrze, że chociaż załapaliśmy się na kilka skoków załóg z SKJS-u. Stojąc na odcinku zastanawialiśmy gdzie się wybrać żeby coś zjeść lub napić się kawy w oczekiwaniu na trzecią pętlę. Jeden z kibiców zareklamował nam klimatyczną kawiarnię "Biała Lokomotywa" w Nowej Rudzie, więc tam się udaliśmy, gdzie napiliśmy się kawy i zjedliśmy ciasto.
Przed nami pozostawał ostatni oes - rozpoczynające pętlę Przygórze. Pomimo tego, że pierwotny plan był inny, to zmieniłem go na hopę, którą znałem bodajże sprzed 3 lat(?). Kiedy dochodziliśmy do skoku okazało się, że lokalizację hopy pamiętałem prawidłowo, tylko wtedy oes szedł w przeciwną stronę... Zapytaliśmy jeszcze z nadzieją safeciarza czy rajdówki tu skaczą. Odpowiedź była taka, że jest tu bardzo szybko i niektóre rajdówki minimalnie się odrywają. Słabo. Jeden znajomy poszedł pod prąd odcinka na pierwotnie planowane miejsce, drugi wrócił się na szeroki prawy 90, od którego wchodziliśmy na trasę. A ja zadowoliłem się szybkim przejazdem przez szerokie łuki, widzianym od tyłu. Miejsce bez nadzwyczajnych rewelacji, ale było szybko. Kiedy zmieniłem miejsce od nagrywającego tu chłopaka dowiedziałem się, że w pierwszym przejeździe tego odcinka duży wypadek po wyjściu z łuków miał Kajetan Świder, którego Fiesta Rally4 z dużym impetem uderzyła w jedno z drzew. Wykonałem z tego miejsca kilka nagrań, po czym przeniosłem się na prawy 90 żeby mieć blisko do samochodu.
Wyjechaliśmy spod odcinka kilka minut później niż planowałem. To plus dalsza strata kilku minut po drodze i korki w pobliżu Stadionu Olimpijskiego sprawiły, że dotarłem na mecz praktycznie na styk, bo kiedy wchodziłem na trybuny rozbrzmiały dźwięki naszego hymnu narodowego.
Szukam wolnego miejsca na europejskie rundy WRC. Oprócz Szwecji i Walii.
Avatar użytkownika
andrew88
A6
 
Posty: 1083
Dołączył(a): sobota, 13 kwi 2013, 20:07
Lokalizacja: Oława

Poprzednia strona

Powrót do Hyde Park

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość